Luty 2022 roku. Zełenski w gronie najbliższych ludzi nagrywa krótkie przesłanie wideo po wyjściu z bunkra po pierwszych atakach Rosji: apeluje do świata, prosi zachodnich partnerów Ukrainy o ratunek. Czerwiec 2026 roku. Zełenski bryluje na szczycie UE w Brukseli i odsyła najwyższe polskie odznaczenie państwowe kurierem do Warszawy, nie zważając na to, że konflikt z Warszawą może utrudnić Ukrainie drogę do UE i skomplikować relacje z USA (biorąc pod uwagę bliskość Nawrockiego i Trumpa). Tak oto w około cztery lata przywódca państwa zmagającego się z wojenną potęgą Rosji z petenta stał się brutalnym graczem. A może zawsze taki był?
Może tylko inwazja rosyjska zmusiła na jakiś czas do taktycznej zmiany zachowania w polityce zagranicznej? Bo jest to polityka bezwzględna, nacechowana ukraińskim nacjonalizmem (choć Zełenski jest Żydem z centralnej Ukrainy) i typową sowiecką dyplomatyczną mentalnością: idziemy bezczelnie, jak trafimy na opór, udajemy kompromis lub uległość, jak nie ma oporu, brutalnie naprzód. Gdy w lutym 2025 roku próby dyskusji z Donaldem Trumpem w Białym Domu zakończyły się niemal dyplomatycznym skandalem, Zełenski wycofał się i dostosował taktykę do obecnego prezydenta USA. Z kolei w przypadku Polski przyzwyczaił się do słabości i ustępliwości Warszawy, czy był to prezydent Duda, czy jest premier Tusk.
Więc tutaj Zełenski poczyna sobie brutalnie i prowokacyjnie. W tego typu stylu dyplomacji prezydent Ukrainy tak naprawdę niewiele różni się od Władimira Putina. Ta sama sowiecka szkoła.
Zełenski przechodzi do natarcia
Obecne zaostrzenie stosunków z Polską dołączyło do listy konfliktów lub ryzykownych sytuacji, jakie miały miejsce w ostatnich latach między Ukrainą a różnymi państwami. A jeśli przyjrzeć się temu bliżej – to właśnie z powodu działań lub oświadczeń prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Po ponad siedmiu latach sprawowania najwyższego urzędu staje się on coraz bardziej nieustępliwy w relacjach międzynarodowych. Szczególnie w ciągu ostatniego roku–półtora, zarówno w stosunku do nieprzyjaznych polityków lub krajów, jak i sojuszników.
W normalnych okolicznościach im dłużej dana osoba sprawuje najwyższy urząd i porusza się w sferze polityki zagranicznej i dyplomacji, tym bardziej staje się elastyczna, rozważna i dalekowzroczna. Wydaje się jednak, że nie dotyczy to Zełenskiego. Wręcz przeciwnie. Można wysuwać różne hipotezy dotyczące przyczyn takiego podejścia. W szczególności, że Ukraina dzięki swojej odporności i rozwojowi przemysłu obronnego szybko zyskuje na znaczeniu, czyli staje się coraz ważniejszym graczem europejskim, a nawet światowym (pomysł, żeby ukraińskie wojsko zastępowało Amerykanów w bazach europejskich sojuszników, albo współpraca dronowa Kijowa z krajami Zatoki w związku z wojną z Iranem). A to dodaje pewności siebie, a czasem nawet zuchwałości, Zełenskiemu jako jej przywódcy. W związku z tym zmniejsza to chęć lub potrzebę podporządkowywania się innym.
Póki co taka strategia przynosi Zełenskiemu dobre rezultaty. Po turbulencjach w stosunkach z Trumpem relacje USA–Ukraina są dobre. Waszyngton nadal pomaga w wojnie, choć w zmodyfikowany sposób, a ostatnio prezydent USA nawet na polu dyplomatycznym coraz wyraźniej opowiada się za Kijowem. W Europie kluczem polityki Zełenskiego jest sojusz z Niemcami. Postawił na nie już w 2023 roku – w tle była wówczas wojna zbożowa z Polską. Zełenski widzi, kto rozdaje karty w UE, i widzi, że premier Polski jest lojalny wobec Berlina. To też jeden z powodów, dla których ukraiński przywódca świadomie wywołał obecny konflikt z Warszawą – stara sowiecka szkoła, czyli umiejętne granie na politycznych podziałach w kraju, z którym jest się w sporze. Zełenski postawił na Niemcy w momencie, gdy stało się jasne, że kwestie militarne tracą na znaczeniu, że – mówiąc krótko – potrzebne Ukrainie są nie tyle czołgi polskie i broń amerykańska, co unijne pieniądze dla gospodarki i kontakty Berlina w Rosji – mogące się przydać w rozmowach z Kremlem.
Sowiecka szkoła dyplomacji
Najgłośniejsza, można powiedzieć, historyczna kłótnia Wołodymyra Zełenskiego miała miejsce w Białym Domu w lutym 2025 roku. Wówczas podczas konferencji prasowej wdał się w słowną potyczkę z prezydentem Donaldem Trumpem i wiceprezydentem J.D. Vance’em. Zakończyło się to, jak się wówczas wydawało, katastrofą – ukraińską delegację dosłownie wyrzucono z Białego Domu. Pod znakiem zapytania stanęła kontynuacja amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy. A przecież właśnie to spotkanie miało stać się pojednaniem po wcześniejszych ostrych oświadczeniach i wzajemnych oskarżeniach po objęciu urzędu przez Trumpa. Wyraźnie Zełenski chciał sprawdzić, na ile może sobie pozwolić z głównym dotąd wojskowym wsparciem dla Ukrainy. Trafił na twardych partnerów, więc wycofał się, zmienił taktykę i nauczył relacji z obecną administracją USA. Nie jest to już to samo, co za czasów Joego Bidena, zwłaszcza w pierwszym okresie wojny, ale jest poprawne. Zełenskiemu zależy na poprawnych stosunkach z Trumpem już nie tyle z powodów pomocy wojskowej, bo jej ciężar przeszedł jednak na Europę, ile z uwagi na fakt, że Putin liczy się z USA, nie europejskimi krajami – a to ważne w kontekście rokowań.
Wydaje się, że europejscy sojusznicy podchodzą do krytyki płynącej ze strony ukraińskiego prezydenta z dużą wyrozumiałością – w końcu jest on głową państwa znajdującego się w stanie wojny. Pytanie jednak brzmi, czy to nie szkodzi wsparciu dla Ukrainy? Jak dotąd nie pojawiły się żadne nie do pokonania ani nieodwracalne problemy. Jednak obecny konflikt z Polską ma szczególny charakter. Dlaczego Zełenski – dotychczas ignorujący wnioski o formalne sięganie po UPA i jej dowódców jako symboli nowych sił zbrojnych – zmienił zdanie akurat teraz? Może to oczko puszczone do nacjonalistycznego elektoratu przed nieuniknionymi wyborami? A może też pokazanie zewnętrznym partnerom, że w kwestiach symboliki narodowej i polityki pamięci Ukraina jest absolutnie suwerenna – czyli ignoruje zdanie sąsiadów?
A co będzie po wojnie?
Zełenski jest czasami krytykowany przez rodaków za swoją ryzykowną dyplomację. Jednak jednocześnie najczęściej cieszy się to poparciem w społeczeństwie ukraińskim. Na przykład po starciu z Trumpem w Białym Domu poparcie dla Zełenskiego wzrosło o 10 proc. Również ze strony europejskich partnerów pojawiły się wówczas liczne oznaki poparcia i solidarności. Jak dotąd nie pojawiły się żadne nie do pokonania ani nieodwracalne problemy. W kwietniu 2025 roku, zaledwie dwa miesiące po kłótni w Białym Domu, Zełenski i Trump prowadzili miłą rozmowę twarzą w twarz w Watykanie. Kilka dni później Ukraina i USA podpisały umowę dotyczącą zasobów naturalnych. Jeszcze kilka miesięcy później ruszył program PURL, w ramach którego europejskie kraje NATO kupują dla Ukrainy amerykańską broń. USA nadal dostarczają Ukrainie dane wywiadowcze.
Polityka zagraniczna Zełenskiego coraz wyraźniej jest ustawiona nie pod konieczność kontynuowania wojny – a warto pamiętać, że właściwie całe „pozawojenne” wydatki Kijowa opłaca głównie Europa – ale pod to, co będzie później. Czyli trzeba się jak najlepiej przygotować do decydujących rozmów z Putinem – to oznacza, że bardziej wartościowa jest współpraca z takimi Niemcami, a nie „jastrzębio” antyrosyjską Polską. No i potem kwestia odbudowy gospodarczej, dla której ważnym źródłem ma być dążenie Ukrainy do UE. Być może Zełenski na układach z Berlinem czy Paryżem skończy jak kiedyś w Mińsku Poroszenko. Ale póki co trzeba przyznać, że jego agresywna dyplomacja przynosi Ukrainie korzyści. Inna rzecz, że długofalowo pogłębia przepaść między Kijowem a takimi sąsiadami jak Polska. I trudno oprzeć się wrażeniu, że ta dotychczasowa skuteczność wynika nie tyle z siły Ukrainy (choć argument militarny i sugerowanie Europie, że Ukraina doświadczona bojem i bogata w zasoby wojskowe, też są bardzo atrakcyjne dla wielu na Zachodzie), ile ze słabości jej partnerów/sojuszników – wciąż mających związane ręce starym, lecz jak widać, skutecznym z punktu widzenia Kijowa hasłem: „Przelewamy krew za wasze bezpieczeństwo”.
Już jest! Nowy numer tygodnika #GazetaPolska. ZOBACZ co przygotowaliśmy 🫵🏻
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) July 1, 2026
Więcej na https://t.co/OnIeddfVvX oraz w wygodnej prenumeracie na https://t.co/4iBN2D7fFX#media #tygodnik #sroda pic.twitter.com/I8DYgl4SPX