W stolicy Wenezueli, Caracas, odnotowano w sobotę nad ranem głośne eksplozje, którym towarzyszyły dźwięki przypominające przelatujące samoloty. Associated Press poinformowała, że słychać było co najmniej siedem wybuchów oraz przelatujące nisko samoloty.
Korespondent TV Republika Tomasz Grzywaczewski nie ma wątpliwości, co tak naprawdę się wydarzyło.
Jak widać, z początkiem nowego roku administracja Donalda Trumpa uznała, że nie ma innej możliwości zmuszenia wenezuelskiego reżimu do oddania władzy, jak tylko dokonać operacji wojskowej. Zobaczymy, jak ta sytuacja się rozwinie, być może dojdzie też do jakiejś ograniczonej inwazji lądowej z wykorzystaniem sił specjalnych. Na razie mowa o nalotach na cele wojskowe tego reżimu.
– mówił Grzywaczewski na antenie TV Republika.
"Wenezuela to tak naprawdę państwo działające w imieniu Pekinu, jak i Moskwy. Reżim Maduro bardzo blisko współpracuje ze zbrodniarzem wojennym Władimirem Putinem, współpracuje również z władzami chińskimi. To nie jest tylko kwestia lokalnego konfliktu ograniczonego do Ameryki, to ma wymiar globalny. Takie działania USA osłabiają globalny wpływ Moskwy, jak i Pekinu" - dodał.
Grzywaczewski podkreślił, że władze USA twierdzą, iż Maduro jest dyktatorem, który zdobył władzę na podstawie sfałszowanych wyborów. - To jeden z najbiedniejszych krajów świata, państwem upadłym, rządzonym przez dyktaturę będącym właściwie kartelem narkotykowym - zaznaczył.
Maciej Rusiński, szef Klubu Gazety Polskiej w Nowym Jorku, stwierdził, że "to się w końcu musiało wydarzyć".
- Nie powinno być to zaskoczeniem. Napięcie narastało od początku podkręcenia amerykańskiej presji na reżim Maduro. W ostatnich tygodniach mieliśmy rzeczywistą blokadę morską - przypomniał.