Chłopiec, który jest autystyczny i nie mówi, zaginął w piątek. Jego rodzina obawiała się, że został uprowadzony. Tymczasem siedział na brzegu strumyka i pił z niego wodę. BBC podało, że poza kilkoma zadrapaniami na nogach jego stan jest dobry.
W poszukiwania chłopca zaangażowano ponad 100 osób - policjantów oraz wolontariuszy. Jak poinformowała BBC, miejsce, w którym go odnaleziono, było wcześniej przez nich dokładnie sprawdzane.
Ojciec dziecka określił sytuację jako "cud". "Kilka razy upadł i pogryzły go mrówki, ale żyje. Wiem, że zachowywałem się, jakbym oszalał, ale nikt nie zrozumie, przez co przeszliśmy" - powiedział ekipom telewizyjnym.
Premier Australii Scott Morrison również wyraził zadowolenie z odnalezienia chłopca.
Rodzice dziecka powiedzieli, że wciąż nie wiadomo, czemu chłopiec oddalił się od domu, bo zazwyczaj trzymał się blisko.