Lincoln Project (LP) powstała w 2019 roku. Jej założycielami byli tzw. operatives – tym terminem w USA określa się osoby stojące za kulisami polityki: strategów, PRowców itp. – związani z Partią Republikańską, głównie z byłym prezydentem Georgem W. Bushem i zmarłym senatorem Johnem McCainem. Jej deklarowanym celem miała być pomoc w pokonaniu Donalda Trumpa w 2020 i zniszczenie jego wpływu na partię, co realizowali poprzez tworzenie wybitnie agresywnych spotów które atakowały byłego prezydenta USA.
LP od początku cieszyła się ogromną klaką ze strony lewicujących mediów, dzięki czemu udało im się zebrać sporą sumę od darczyńców. Efekty ich starań okazały się jednak niezbyt imponujące – w wyborach 2020 na Trumpa zagłosowało więcej zarejestrowanych Republikanów niż w 2016. Teraz zaś organizacja jest obiektem bardzo poważnego skandalu.
W jego centrum znalazł się jeden z jej założycieli, konsultant polityczny John Weaver, który był najbardziej znany ze swojej pracy przy obu kampaniach prezydenckich McCaina. W styczniu br. dziennik „New York Times” ujawnił jednak, że ma drugie oblicze. 61-latek miał molestować młodych mężczyzn. Jego metoda działania była prosta – nawiązywał kontakty z młodymi mężczyznami którzy chcieli wejść w świat polityki, po czym wysyłał im mocno pornograficzne wiadomości. Sugerował również, że w zamian za seks pomoże im w rozpoczęciu kariery poprzez np. zapewnienie stażu w jego organizacji czy protekcję w Waszyngtonie.
Jedną z jego ofiar był Alex Johnson, który nawiązał z nim kontakt w 2018 roku, gdy był studentem ostatniego roku. Rozmawiając z nim Weaver dopytywał go o jego życie uczuciowe i preferencje seksualne, ale Johnson nie zwrócił na to większej uwagi i był podekscytowany, kiedy zaproponował mu staż w LP. Dopiero potem zrozumiał o co chodzi, kiedy Weaver zaczął mu zadawać pytania o to kiedy np. ostatnim razem się masturbował. Mimo tego zdecydował się na przyjęcie stażu i milczał z obawy o karierę. Takich mężczyzn było co najmniej 21. Najmłodszy miał mieć 14 lat kiedy nawiązał kontakt z Weaverem, chociaż w jego przypadku propozycje i nieprzystojne treści pojawiły się w wiadomościach dopiero kiedy osiągnął pełnoletność.
Po wybuchu skandalu Weaver udzielił wywiadu portalowi Axios w którym próbował zrzucić winę za swoje zachowanie na homofobię. Zasugerował, że jako Republikanin nie mógł otwarcie przyznać się do homoseksualizmu, więc musiał żyć w kłamstwie – chociaż podkreślił, że kocha swoją żonę i dzieci – co doprowadziło go do tego stanu. Przyznał w tym wywiadzie, że faktycznie wysyłał takie wiadomości ale twierdził, że był przekonany, że działo się to za obopólną zgodą. Organizacja dopiero po tym wywiadzie usunęła go ze swoich szeregów, wydała oświadczenie potępiające jego zachowanie i zapowiedziała w tej sprawie śledztwo.
Teraz jednak okazuje się, że mieli wiedzieć o jego skandalicznym zachowaniu już w połowie zeszłego roku. Dwa niezależne od siebie śledztwa dziennikarskie – w wykonaniu magazynu „New York” i agencji AP – wykazały, że członkowie LP kłamią kiedy mówią, że o zarzutach wobec Weavera dowiedzieli się dopiero z mediów. Jeszcze niedawno inny z założycieli, Steve Schmidt, mówił „New Yorkowi”, że nie mieli żadnych informacji o skandalicznym zachowaniu swojego kolegi. „Było zero zarzutów, skarg, pytań dziennikarzy” – powiedział. Dziennikarze odkryli jednak, że takie zarzuty były już w połowie zeszłego roku.
Ich śledztwo wykazało, że 17 czerwca osoba pracująca w LP wysłała maila do jednego z założycieli Rona Steslowa, w którym znalazło się dziesięć konkretnych zarzutów pod adresem Weavera. Jego autor martwił się, że jeśli wyjdzie to na jaw, to będzie to cios w wiarygodność organizacji – tym bardziej, że w swoich spotach LP próbował zrobić zboczeńca z Donalda Trumpa. Później miał poruszyć ten temat w kilku rozmowach telefonicznych. Steslow miał powiedzieć o tym mailu współzałożycielowi Reedowi Galenowi i radcy prawnemu Matthew Sandersonowi. Na tym jednak jego działania się skończyły. LP nie rozpoczęła żadnego oficjalnego śledztwa, a Weaver mógł działać w najlepsze.
W sierpniu Weaver wziął zwolnienie lekarskie z powodu rzekomych problemów z sercem. W tym momencie molestowanie przez niego młodych mężczyzn było w LP już tajemnicą poliszynela i wiele osób myślało, że w końcu ktoś z góry postanowił coś z tym zrobić, a jego rzekoma choroba była pretekstem, żeby pozbyć się go bez skandalu. Jesienią Weaver jednak wrócił i zaproponował „operację na dużą skalę”, która miała dać Joe Bidenowi zwycięstwo w Teksasie. Jego propozycja została odrzucona, ale on 11 października sam wziął udział w programie 60 Minutes, reprezentując na antenie LP. Wtedy pracownicy wiedzieli, że nic z nim jednak nie zrobiono.
Może się okazać, że na tym skandal wokół LP się nie skończy. Każdy pracownik LP podpisuje tzw. NDA – specjalny aneks do umowy, w którym zobowiązuje się, że po ustaniu zatrudnienia utrzyma w tajemnicy jego szczegóły. W tym nie ma nic niezwykłego, ale w odpowiedzi na te doniesienia LP zapowiedziała nie tylko przeprowadzenie niezależnego śledztwa, ale także poprosiła pracowników, którzy chcą opowiedzieć o sprawie, o zgłaszanie się do nich aby mogli anulować ich NDA. „New York” informuje, że czterech chce skorzystać z tej oferty. Na Twitterze pojawił się również list otwarty sześciu byłych pracowników, w którym proszą LP o bezwarunkowe anulowanie ich NDA aby mogli powiedzieć mediom o postępowaniu Weavera i kryciu go przez resztę organizacji. Jeśli LP dotrzyma słowa i się na to zgodzi, to najciekawsze rzeczy mogą dopiero wypłynąć na powierzchnię.