Ta śmierć pokazała liczne problemy i luki we francuskim wymiarze sprawiedliwości. Sprawcą okazał się 41-letni Jérôme Barella, ojciec przyjaciółki Lyhanny, który wcześniej był wielokrotnie oskarżany o przemoc wobec nieletnich. Również służby posiadały informacje o jego podejrzanych aktywnościach w internecie i o wyszukiwaniach pornografii dziecięcej. Zatem mimo wyraźnego sprofilowania sprawcy i wcześniejszych przestępstw nie tylko chodził na wolności, lecz także miał sposobność popełnić tę okrutną zbrodnię.
Protestujący domagali się przyjęcia kompleksowej ustawy o zapobieganiu takim przestępstwom i zaostrzającej kary. Nadali też ogólny feministyczny ton swoim protestom, oskarżając patriarchalne społeczeństwo. Bo tak wygodniej. A problem jest znacznie poważniejszy.
Lewicowe przyzwolenie
Wciąż wielu nie potrafi powiedzieć tego na głos: elity rewolucji 1968 roku nie tylko domagały się poluzowania obyczajowych norm dotyczących seksualności, lecz także podejmowały próbę normalizacji pedofilii w zachodnich społeczeństwach. We Francji w drugiej połowie lat 70. grupa prominentnych intelektualistów lewicowych podpisała petycję opublikowaną w „Le Monde”, w której protestowała przeciwko karaniu dorosłych za kontakty seksualne z dwunasto- i trzynastolatkami. Sygnatariusze, wśród nich Jean-Paul Sartre, Simone de Beauvoir, Michel Foucault, Roland Barthes i Jacques Derrida, argumentowali, że dzieci posiadają zdolność rozeznania i że prawo w sposób represyjny ingeruje w ich seksualność.
Jeszcze dalej poszli Gabriel Matzneff oraz Guy Hocquenghem, którzy otwarcie bronili relacji pedofilskich jako naturalnej formy wyzwolenia seksualnego.
W 1979 roku w „Libération” ukazała się kolejna petycja, tym razem broniąca mężczyzny oskarżonego o stosunki seksualne z dziewczynami w wieku od sześciu do dwunastu lat. Te apele nie były marginalnymi głosami, wychodziły z samego centrum ówczesnej lewicowej elity intelektualnej i wpisywały się w szerszy projekt radykalnego przekroczenia wszelkich granic obyczajowych.
Wszystko to działo się na fali radykalnego odrzucenia rzekomo represyjnego charakteru wcześniejszych norm seksualnych, w imię całkowitego uwolnienia człowieka i jego popędów. W tej perspektywie w sferze seksualności nie miały już obowiązywać żadne obiektywne, zewnętrzne granice, liczyła się wyłącznie konsensualność, rozumiana jednak niezwykle szeroko i elastycznie, także w odniesieniu do nieletnich. Granice etyczne zostały uznane za sztuczne konstrukty, które należy rozwiązać, by człowiek mógł wreszcie swobodnie realizować swoje pragnienia. Jedynym dopuszczalnym ograniczeniem miała być zgoda, a jej obecność lub brak, niezależnie od wieku, stawały się jedynym kryterium oceny. Taka logika nieuchronnie prowadziła do wniosku, że także relacje dorosłych z dziećmi mogą być moralnie dopuszczalne, jeśli tylko uzna się, że dziecko jest zdolne do wyrażenia zgody. To właśnie ta zmiana myślenia stworzyła przestrzeń i przyzwolenie na otwarcie tematu pedofilii jako kolejnego etapu wyzwolenia seksualnego, nie jako marginesu, lecz jako logicznej konsekwencji odrzucenia wszelkich „represyjnych” ograniczeń.
Dziś na szczęście nikt poważny nie powtarza już tak skandalicznych poglądów, a masowe protesty po tragedii Lyhanny pokazują, że w społeczeństwie istnieje wyraźny konsensus co do tego, że przemoc seksualna wobec dzieci i kobiet jest absolutnie niedopuszczalna. Należy jednak postawić pytanie, na ile wcześniejsze systemowe poluzowanie norm dotyczących seksualności, rozpoczęte w latach 60. i 70., przyczyniło się w skali społecznej do nasilenia zjawisk przemocy seksualnej, zarówno wobec dzieci, jak i dorosłych? To nie jest kwestia, którą można zamknąć w wygodnej formule „odrzucenia patriarchalnego społeczeństwa”, jak często robi lewica. Rozluźnienie obyczajowe, osłabienie instytucji rodziny, redefinicja granic zgody i marginalizacja tradycyjnych norm etycznych stworzyły warunki, w których przemoc seksualna mogła się łatwiej rozwijać i być trudniej kontrolowana.
Protesty są ważne i potrzebne, ale nie zastąpią poważnej refleksji nad tym, co w sferze kulturowej umożliwiło skalę tego problemu.
Powtórzę to wyraźnie: nie postuluję powrotu do tego, co może być wyobrażone jako „patriarchalne społeczeństwo”. Pytam natomiast, czy postulat poluzowania norm miał charakter naprawczy, czy też raczej doprowadził do nasilenia przemocy na tle seksualnym.
Paradoks wielokulturowości
Mamy tu do czynienia z kolejnym paradoksem. Wielokulturowość, rozumiana jako przyzwolenie na współistnienie w ramach społeczeństwa europejskiego wielu różnych norm cywilizacyjnych, etycznych i religijnych, zakłada, że wszystkie te kody są wobec siebie równoważne i równie kompatybilne z europejskim porządkiem prawnym i moralnym. Wprawdzie sprawca w sprawie Lyhanny wywodził się z europejskiego kręgu kulturowego, jednak patrząc na szersze statystyki przestępczości seksualnej w krajach Europy Zachodniej, widać wyraźną nadreprezentację sprawców o nieeuropejskim pochodzeniu, szczególnie z krajów Maghrebu, Bliskiego Wschodu oraz Azji Południowej. Problem nie polega na tym, że każdy imigrant z tych regionów stanowi zagrożenie, lecz na tym, że pewne elementy tradycyjnych norm kulturowych, dotyczących pozycji kobiety, pojęcia zgody, granic wieku czy honoru rodzinnego, w istotny sposób różnią się od europejskich standardów. Traktowanie tych kodów jako równorzędnych z europejskimi, bez poważnej analizy ich wpływu na bezpieczeństwo kobiet i dzieci, prowadzi do realnych kosztów społecznych, których nie da się wyjaśnić wyłącznie czynnikami ekonomicznymi czy „patriarchalnym społeczeństwem” w wersji uniwersalnej.
W praktyce różnice te są widoczne w danych statystycznych z kilku krajów Europy Zachodniej. We Francji osoby pochodzenia północnoafrykańskiego, stanowiące stosunkowo niewielki odsetek społeczeństwa, są znacząco nadreprezentowane zarówno w ogólnej populacji więziennej, jak i w statystykach przestępstw o charakterze seksualnym. W Wielkiej Brytanii oficjalne dochodzenia w sprawach tzw. grooming gangs – m.in. w Rotherham i Rochdale – wykazały, że zdecydowana większość sprawców to mężczyźni pochodzenia pakistańskiego, którzy przez lata wykorzystywali setki, a w skali kraju tysiące młodych dziewczyn. W Niemczech podczas sylwestra 2015 roku w Kolonii doszło do masowych napaści seksualnych na kobiety, w których znaczący udział mieli migranci z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Podobne wzorce nadreprezentacji sprawców o nieeuropejskim pochodzeniu w przestępstwach seksualnych pojawiają się w statystykach Szwecji i innych krajów skandynawskich.
Kultura zachodnia
To przecież w zachodniej kulturze, tak chętnie potępianej przez radykalną lewicę, pojawiła się fundamentalna idea odrzucenia przemocy seksualnej: szacunek dla osoby, jej ciała oraz idea równości płci. Droga do skutecznej walki z przemocą wobec kobiet i nieletnich nie prowadzi więc przez odrzucenie zachodniej cywilizacji, lecz przez jej pełną afirmację.
Nie można więc zapętlać się w naturalnym szacunku do innych kultur i religii. Ta sama cywilizacja nakazuje nam traktować je z szacunkiem, ale jednocześnie ma pełne prawo oczekiwać dostosowania się do norm, które stanowią jej podstawę. Dotyczy to zarówno ludności napływającej do Europy, jak i samych Europejczyków, którzy zapominają o etycznych granicach stworzonych przez ich przodków. Granice te w XX wieku zostały przez część intelektualistów odrzucone jako wsteczne, patriarchalne i totalitarne.
Przestępca, który dokonał straszliwej zbrodni na Lyhannie, był Europejczykiem. Człowiekiem prawdopodobnie pozbawionym wewnętrznych norm etycznych, ale jego skrzywiona psychika nie wyrosła w próżni. Wpłynęły na nią środowisko domowe, wzorce przemocy wyniesione z przeszłości, a także otoczenie kulturowe, w którym się wychował. Jego zaburzenie podsycane było treściami dostępnymi w internecie. Karmił się poluzowaniem norm, które ułatwiło mu dostęp do dziecięcej pornografii. Za to odpowiadają już sami Europejczycy – ci sami, którzy twierdzą, że normy kulturowe można relatywizować, że nie ma ostrych granic i że popędy należy uwalniać.
Tusk i Braun - dwóch patologicznych kłamców - czytaj w najnowszym numerze tygodnika #GazetaPolska.
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) July 21, 2026
🔴 Więcej przeczytasz na https://t.co/OnIeddfVvX oraz wygodnej prenumeracie tygodnika dostępnej na https://t.co/4iBN2D7fFX pic.twitter.com/CEFjxwfOkC