Podczas swojego dzisiejszego wystąpienia lider zwycięskiego ugrupowania został wprost zapytany o to, czy postrzega Rosję jako zagrożenie dla Europy. Przyszły szef węgierskiego rządu odpowiedział jednoznacznie, choć z bardzo istotnym zastrzeżeniem.
"Tak! Uważam, że tak jest i myślę, że wszyscy to rozumieją" – odpowiedział Magyar, podkreślając jednocześnie, że jego ocena dotyczy wyłącznie rosyjskiego przywództwa politycznego. Jak doprecyzował: "nie mówię tu o narodzie rosyjskim ani o rosyjskiej kulturze".
Przyszły premier Węgier odniósł się również do historii i przypomniał, że Węgry wielokrotnie spotykały się z rosyjskim zagrożeniem w minionym stuleciu – w latach 20. XX wieku oraz podczas rewolucji w 1956 roku. Wystąpienie było także okazją do ostrej krytyki dotychczasowego szefa dyplomacji z partii Fidesz, Pétera Szijjártó, i jego bardzo bliskich kontaktów z ministrem spraw zagranicznych Rosji, Siergiejem Ławrowem.
"Nawet w piłce nożnej nie mogę wejść do szatni przeciwnej drużyny i wyjaśnić naszego planu gry. A tym bardziej niedopuszczalne jest, by rosyjscy szpiedzy wchodzili do Ministerstwa Spraw Zagranicznych"
– podkreślił polityk, oceniając takie działania jako absolutnie nieakceptowalne.
Zrównanie zagrożenia wyłącznie z osobą Władimira Putina i jego najbliższym zapleczem mocno mija się jednak z realiami panującymi w samej Federacji Rosyjskiej. Badania opinii publicznej prowadzone systematycznie przez niezależne rosyjskie Centrum Lewady jednoznacznie dowodzą, że tak zwani zwykli obywatele popierają agresję zbrojną przeciwko Ukrainie i politykę imperialną.
Oto najnowsze zestawienie poparcia Rosjan dla działań ich armii, które stanowi wyraźny kontrast dla słów węgierskiego premiera:
Marzec 2026 r.: Z najnowszego, opublikowanego niedawno sondażu Centrum Lewady wynika, że aż 72,2 proc. rosyjskich respondentów popiera działania rosyjskich sił zbrojnych w Ukrainie. Ponadto 57 proc. badanych uważa, że uderzenia rosyjskiego wojska w ukraińską infrastrukturę energetyczną są "uzasadnione".
Grudzień 2025 r.: Pod koniec ubiegłego roku poparcie dla działań wojsk okupacyjnych deklarowało 73 proc. ankietowanych. Brak poparcia dla zbrodniczych kroków własnej armii wyrażało wówczas zaledwie 18 proc. obywateli.
Październik 2025 r.: Jesienią odsetek osób popierających wojnę wynosił z kolei aż 78 proc. (przy czym 48 proc. wspierało agresję "zdecydowanie", a 30 proc. "raczej"). Poparcie dla działań zbrojnych było odnotowywane jako najsilniejsze m.in. wśród mężczyzn (83 proc.), mieszkańców samej Moskwy (83 proc.) oraz widzów rosyjskiej telewizji (87 proc.).
Choć z badań z przełomu 2025 i 2026 roku wynika, że rośnie ogólny odsetek Rosjan deklarujących chęć powrotu do negocjacji pokojowych (ponad 60 proc. pytanych), niezależni analitycy stale podkreślają istotne zastrzeżenie: zdecydowana większość opowiadających się za przerwaniem ognia obywateli zgadza się na poparcie rozmów pokojowych wyłącznie pod warunkiem, że ewentualne układy zagwarantują Rosji utrzymanie kontroli nad nielegalnie anektowanymi ziemiami.
Zestawienie tych danych jasno pokazuje, że choć zmiana władzy w Budapeszcie zapowiada korektę węgierskiego stosunku do rządu na Kremlu, to oddzielanie działań Władimira Putina od poparcia samej rosyjskiej tkanki społecznej dla wojny jest całkowicie nieuzasadnione - i groźne. "Zwykli" Rosjanie w swojej miażdżącej większości pozostają filarem zaplecza, dzięki któremu rosyjski imperializm może nadal prowadzić niszczycielską wojnę w Europie Środkowo-Wschodniej.