Keir Starmer poprowadził Partię Pracy do imponującego zwycięstwa w ostatnich wyborach parlamentarnych, ale seria błędów, niedotrzymanych obietnic i skandali sprawiła, że popularność laburzystów zaczęła gwałtownie maleć i nawet jego sojusznicy domagali się, by odszedł. Jak informowaliśmy wcześniej, w poniedziałek złożył oficjalną rezygnację na ręce króla Karola III. Tego samego dnia monarcha powierzył misję sformowania rządu byłemu burmistrzowi Wielkiego Manchesteru Andy’emu Burnhamowi.
Podczas swojego pierwszego przemówienia Burnham obiecał, że skończy z bezdomnością w Wielkiej Brytanii. Jego krytycy zauważają, że taką samą obietnicę złożył, idąc po władzę nad Manchesterem, ale nie udało mu się jej spełnić. Zapowiedział też, że wkrótce przedstawi „plan 10-letni”, ale zanim do tego dojdzie, jego rząd będzie przedstawiał drobne programy, które zaoferują „pewną pomoc z kosztami życia”. Pierwszym będzie zniesienie na pół roku 5 proc. VAT na energię elektryczną. Powszechnie uznano to za dobry pomysł, ale opozycja już pyta, z czego ma zamiar to sfinansować.
Burnham ujawnił też priorytety swojego rządu. Są to aktywizacja zawodowa młodych ludzi i budowa większej liczby mieszkań socjalnych. Obiecał także, że będzie walczył o decentralizację władzy i gospodarki. Jak zauważają brytyjscy komentatorzy, Burnham stara się zbudować wizerunek „człowieka z ludu”, ale takie ambitne obietnice stoją w kontraście do stylu Starmera, który wolał mniej ambitne, ale łatwiejsze do zrealizowania obietnice. Zauważają, że to ryzykowna gra, bo ich niespełnienie może mu bardzo zaszkodzić politycznie.
Nowy premier przedstawił także swój gabinet. Postawił w nim na doświadczenie. Większość jego członków ma już doświadczenie w ministerstwach, często wieloletnie. Znalazło się w nim także wielu członków gabinetu Starmera.
Najciekawszą nominacją jest zdecydowanie powierzenie teki kanclerza skarbu byłemu ministrowi obrony Johnowi Healeyowi. Ten niedawno demonstracyjnie odszedł ze stanowiska wobec sporu o finansowanie sił zbrojnych. Healey jest zwolennikiem wydawania co najmniej 3 proc. PKB na obronność, ale na nowym stanowisku to on będzie musiał zdecydować, skąd wziąć na to pieniądze. Na stanowisku sekretarza obrony zastąpi go były sekretarz zdrowia Wes Streeting, który również odszedł w ramach protestu z gabinetu Starmera.
Równie zaskakujące jest to, że stanowisko sekretarza spraw zagranicznych powierzył Edowi Milibandowi, który był szefem partii w latach 2010–2015.
Dyplomaci, z którymi rozmawiało BBC, zauważają, że jest on kompetentny, ale ma bardzo małe doświadczenie w polityce zagranicznej. Od razu czekają go poważne wyzwania, jak sprawa wojny w Iranie. W temacie wsparcia dla Ukrainy raczej nie zmieni kursu, bo cieszy się sporym poparciem wśród Brytyjczyków, ale będzie musiał walczyć o pieniądze na nie, co od dawna było problemem.
Kontrowersje wzbudziło to, że ponownie powołał Angelę Rayner na stanowisko sekretarza ds. mieszkalnictwa. Poprzednio odeszła z niego w atmosferze skandalu, gdy oskarżono ją o przestępstwo podatkowe przy zakupie domu. Stanowisko zachowała za to kontrowersyjna sekretarz spaw wewnętrznych Shabana Mahmood. Obie odegrały istotną rolę w buncie przeciwko Starmerowi i zdaniem części komentatorów to było głównym powodem ich nominacji do nowego gabinetu. „Mam nadzieję, że ci, którzy nie okazali lojalności Keirowi, okażą ją teraz tobie” – zauważył z przekąsem były sekretarz mieszkalnictwa Steve Reed w liście, który napisał do premiera po swojej dymisji.