Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Najmłodszy kraj świata umiera z głodu. Wojna domowa pomnożona o pandemię koronawirusa

W Sudanie Południowym, państwie wielkości Francji, jest nieco ponad 300 km dróg asfaltowych. Brakuje infrastruktury, gospodarka jest bardzo słabo rozwinięta, prawie nie funkcjonuje przemysł, a rolnictwo, jeśli jest prowadzone, to na drobną skalę. Żywność sprowadza się z Ugandy lub innych krajów ościennych. Wydaje się na nią ponad 80 proc. domowego budżetu. Każdy skok cen powoduje, że ludzi nie stać nawet na podstawowe produkty – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Magdalena Kuśka, koordynatorka Misji Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH) w Sudanie Południowym.

W ostatnim czasie w Sudanie Południowym wydarzyło się wiele złego. Trwający konflikt zbrojny, powodzie i jeszcze pandemia koronawirusa. Jak wygląda obecnie sytuacja w tym państwie i dla kogo jest najgorsza?

W Sudanie Południowym problemów jest wiele. Konflikt w tym kraju trwa od wielu lat, choć z małymi przerwami. Najpierw była to wyniszczająca wojna z Sudanem, a w dwa lata po uzyskaniu niepodległości, w 2011 r. Sudan Południowy ogarnęła wojna domowa. Obecnie są wprowadzane w życie postanowienia porozumienia pokojowego z 2018 r., ale do faktycznego pokoju jest jeszcze daleko. Sytuację dodatkowo pogorszyła pandemia koronawirusa, która doprowadziła do wzrostu cen żywności, masowego bezrobocia i zerwania łańcuchów dostaw. Przez zamknięte szkoły dzieci już od niemal roku się nie uczą – nie prowadzi się zajęć online, bo szczególnie na terenach wiejskich, nie ma nie tylko komputerów, ale nawet prądu. To się przyczyniło do zwiększenia skali przemocy domowej, szybszego wydawania dziewcząt za mąż i wielu innych problemów.

Głód jest jednym z najpoważniejszych z nich?

Skala głodu w kraju jest absolutnie porażająca. Najnowsze analizy dotyczące dostępu do żywności pokazują, że sytuacja w tym państwie od wielu lat nie była tak dramatyczna. Ponad połowa populacji cierpi z powodu ostrego braku bezpieczeństwa żywnościowego, z tego stan ponad 100 tys. osób określa się jako katastrofalny. Najbardziej do-tknięte problemem są dzieci, które ze względu na długotrwałe niedożywienie nie mogą prawidłowo się rozwijać, a także karmiące matki czy inne grupy wrażliwe, np. osoby w podeszłym wieku, z chorobami przewlekłymi.
Dotychczasowe problemy pogorszyła też katastrofa klimatyczna. Przez podwyższoną temperaturę w zachodniej części Oceanu Indyjskiego od dwóch lat w Rogu Afryki opady są znacznie obfitsze niż zwykle, pora deszczowa zaś dłuższa i rozregulowana. Przez bardzo silne opady wypełniło się Jezioro Wiktorii, z którego spływa Nil, który wezbrany, wylewa w Sudanie Południowym. Ogromne powodzie pod koniec 2019 r. oraz jeszcze większe, trwające już od lipca ub.r. zdewastowały plony, zabiły zwierzęta gospodarskie i pozostawiły setki tysięcy ludzi bez schronienia, zmuszając ich do przesiedlenia w inne rejony. Skutki powodzi dotknęły ponad milion osób, to był wielki cios dla kraju.

W jaki sposób realnie można pomóc osobom dotkniętym ubóstwem w Sudanie Południowym?

Działamy przede wszystkim tak, aby pomoc, którą oferujemy, była dostosowana do potrzeb i możliwości na miejscu. Konsultujemy np. lokalizację nowej studni z miejscową ludnością, zwłaszcza z kobietami, bo to one w wielu rodzinach są odpowiedzialne za zapewnienie wody dla gospodarstwa domowego. Staramy się też, aby wsparcie nie było jednorazowe i jednokierunkowe, ale prowadziło do tego, że dana społeczność staje się samowystarczalna i już dłużej nie potrzebuje niczyjej pomocy. Dlatego stawiamy na rozwój rolnictwa, szkolenia z upraw odpornych na zmiany klimatu, wspieranie szkół rolniczych, doprowadzanie wody do szkół, w których kształcą się przyszłe pokolenia. Gdy stawiamy nową infrastrukturę, np. zbiornik na wodę deszczową, studnię czy toalety, zawsze szkolimy osoby, które będą z niej korzystały, aby w przyszłości mogły same kontrolować jej stan i dokonywać niezbędnych napraw. Przez to cała infrastruktura ma szansę funkcjonować przez długie lata, pomóc wielu osobom, wspierać rozwój całej społeczności. Zatrudniamy też miejscowych ekspertów, korzystamy z usług lokalnych inżynierów, aby tym samym wesprzeć gospodarkę kraju, w którym pomagamy. Jeśli to możliwe, kupujemy na miejscu lub w państwach ościennych wszystko to, co jest potrzebne w naszej pracy.
Z kolei każdy może wesprzeć te świadome i nastawione na rozwój społeczny działania w Sudanie Południowym poprzez regularne wpłaty na konto Polskiej Akcji Humanitarnej. Zbliża się też czas rozliczania podatków, dlatego zachęcamy do skorzystania z możliwości przeznaczenia 1 proc. właśnie na rzecz PAH.

Jak wygląda system edukacji w tych miejscach, jeśli w ogóle istnieje? Czy w ogóle stawia się na edukację młodych ludzi?

Dzieci i młodzież to ponad 40 proc. populacji Sudanu Południowego. Społeczeństwo jest bardzo młode, więc i problemy, które je dotykają, rzutują na rozwój całego kraju. W obecnej sytuacji szkoły są zamknięte już od kwietnia 2020 r. Nie ma komputerów, nie ma prądu, nie ma zajęć, nie ma wsparcia dla nauczycieli. Szkoły, jeśli istnieją w danym regionie, to niemal wyłącznie na poziomie podstawowym. Niewiele jest placówek uczących na wyższym poziomie, choć się zdarzają, jak wspierana przez naszych darczyńców biznesowych Green Belt Academy lub szkoła zawodowa Don Bosco, której przekazaliśmy stare samochody, aby uczniowie mogli uczyć się naprawy na „żywym organizmie”. Niestety od lutego 2020 r. w wyniku m.in. powodzi zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo 430 szkół w 9 stanach. W wielu przypadkach to w szkołach zatrzymały się osoby, które musiały porzucić swój dom na zalanych terenach.
W dużej części kraju dzieci do szkoły nie chodzą, bo albo jej nie ma, albo muszą pomagać w domu. Dziewczynki chodzą po wodę, często nawet kilka kilometrów dziennie, zbierają drewno, pomagają na roli lub opiekują się młodszym rodzeństwem. Czasem szkoła jest też za daleko położona, a droga nie jest bezpieczna dla dziewcząt, zwłaszcza po zmroku. Szacuje się, że 3,4 mln dzieci w wieku szkolnym, z których połowa to dziewczynki, nie ma odpowiedniego dostępu do edukacji. Organizacja Narodów Zjednoczonych przytacza dane, że istnieje trzykrotnie większe prawdopodobieństwo, że nastoletnia dziewczyna w Sudanie Południowym umrze podczas porodu, niż że ukończy szkołę podstawową.

Z pewnością koronawirus też dotyka Sudan Południowy, ale czy są choroby, które w obecnych warunkach powróciły lub rozprzestrzeniają się bardziej w tym kraju?

Ochrona zdrowia w Sudanie Południowym funkcjonuje na bardzo podstawowym poziomie. Brakuje lekarzy, infrastruktury czy nawet podstawowych leków. Bardzo częste i dotkliwe są tam np. choroby wynikające z korzystania z zanieczyszczonych źródeł wody, co teraz, w czasie powodzi, jest jeszcze bardziej widoczne. Powszechne są cholera i ostra biegunka wodnista, jak i czerwonka. W stojącej wodzie rozwijają się komary, przenoszące malarię i dengę. Najsmutniejsze, że w większości są to choroby wyleczalne, ale w niektórych wioskach lekarz z mobilną kliniką pojawia się raz w miesiącu. Są i takie tereny, na których lekarze nie pojawiają się nigdy. W takich przypadkach, aby uzyskać pomoc, trzeba przejść długi dystans lub nieść chorego na rękach przez kilka dni marszu.
Jeśli chodzi o pandemię koronawirusa, możliwości testowania są niedostępne dla większości ludności – test kosztuje 100 dolarów, więc praktycznie nikogo na to nie stać. Trudno jednak o zachowanie właściwej higieny, w tym częste mycie rąk, tak niezbędne przy prewencji zakażeń, jeśli dostęp do wody i artykułów higienicznych jest utrudniony.

Informacje o możliwościach wsparcia działań PAH znajdą Państwo na stronie Pah.org.pl/sos-glod.
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie,

NAJNOWSZE Świat