W Usnarzu Górnym, na granicy polsko-białoruskiej, po stronie Białorusi, od kilkunastu dni koczuje grupa migrantów. Osoby te nie są wpuszczane do Polski, granicę zabezpiecza Straż Graniczna i wojsko.
Zdaniem dr. Andrzej Szabaciuka, politologa z Instytutu Nauki o Polityce i Administracji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, prezydent Białorusi chce wymusić w ten sposób ustępstwa w kwestii sankcji nałożonych na ten kraj przez UE.
Osoby przebywające na granicy są ofiarami cynicznej gry Aleksandra Łukaszenki, której celem jest destabilizacja sytuacji politycznej w Polsce i wymuszenie ustępstw w kwestii sankcji, które UE nałożyła na Białoruś.
- tłumaczy dr Andrzej Szabaciuk.
Jak przekonuje, kryzys na granicy Białorusi z Polską i Litwą to odpowiedź prezydenta Białorusi na czwarty pakiet sankcji nałożonych na ten kraj przez Unię Europejską. Ograniczenia ustanowione w odpowiedzi na represje prowadzone wobec opozycji uderzyły w kluczowe sektory białoruskiej gospodarki.
Sankcje są bardzo bolesne dla reżimu. Myślę, że Łukaszence chodzi o to, żeby zmiękczyć postawę UE.
- powiedział dr Szabaciuk.
Jak Łukaszenka próbuje „wypchnąć” imigrantów za granicę
Politolog przypomniał w tym kontekście słowa prezydenta Białorusi z lipca, kiedy to Łukaszenka powiedział, iż nie ma zamiaru finansować służb, które będą powstrzymywały nielegalną imigrację.
Zasugerował też, że nie chodzi tylko o nielegalną emigrację, ale też np. przemyt narkotyków i handel bronią. Nie mam żadnej wątpliwości, że kryzys na granicy polsko-białoruskiej został sprowokowany przez Łukaszenkę. Mamy doniesienia, z których wynika, że to białoruskie służby dowiozły te osoby na granicę. Można powiedzieć, że Białorusini próbowali „wypchnąć” te osoby ze swojego terytorium, ale to im się nie udało. Teraz służby blokują migrantom powrót w głąb Białorusi.
- powiedział Szabaciuk.
Z drugiej strony granicy stoi polska Straż Graniczna i wojsko, które bronią przed przedostaniem się nielegalnych imigrantów na terytorium Polski i Unii Europejskiej.
Nie jest rzeczą przyjętą w stosunkach międzynarodowych, żeby samowolnie wkraczać na pas graniczny ani, tym bardziej, przekraczać granicę w miejscu do tego nieprzeznaczonym. To jest de facto złamaniem prawa. Pomoc osobom przebywającym na granicy powinna zostać udzielona z terytorium białoruskiego, ale tamtejszym służbom nie zależy na udzieleniu im wsparcia.
- wyjaśnia politolog.
Co mówi prawo międzynarodowe?
Zdaniem politologa dr. Andrzeja Szabaciuka imigranci mogliby złożyć wniosek o status uchodźcy na Białorusi. Ekspert w tym kontekście przywołuje konkretne zapisy konwencji genewskiej z 1951 r., która stanowi, że osoba uciekające z państwa, w którym grozi jej niebezpieczeństwo, powinna aplikować o status uchodźcy w pierwszym bezpiecznym kraju.
Definicja pierwszego bezpiecznego państwa jest bardzo szeroka i budzi kontrowersje, ale formalnie, jeśli te osoby dostały się legalnie na Białoruś, to mogą tam starać się o status uchodźcy. Pytanie, czy te osoby rzeczywiście tego chcą. Moim zdaniem, chcą się dostać do UE i to raczej nie do Polski, ale na zachód Europy.
- ostrzega politolog.
Zdaniem eksperta kryzys na granicy polsko-białoruskiej i litewsko-białoruskiej wymaga reakcji UE. W jego opinii na granicy czeka nas gra, w „kto pierwszy ustąpi”.
Łukaszenka nie ustąpi tak szybko. Białorusini mogliby przepuścić migrantów przez swoje terytorium do przejścia granicznego z Polską, żeby te osoby mogły legalnie przekroczyć granicę, ale to byłoby równoznaczne z przyznaniem się do błędu. Znając specyfikę reżimu białoruskiego wydaje mi się, że Łukaszenka nie ustąpi. On oczekuje, że to my pierwsi ustąpimy i wpuścimy migrantów na nasze terytorium. Te osoby są ofiarami całej sytuacji.
- zastrzega ekspert.