- Zachowanie Chin ws. ataku Rosji na Ukrainę wydaje się niejednoznaczne. Co pana zdaniem planuje to państwo?
- Być może Chiny chcą być takim arbitrem tego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. I być może właśnie na tych rozmowach dotyczących zakończenia wojny, postawią jakieś warunki.
- Co pana zdaniem jest najbardziej opłacalne dla Chin? Zwycięstwo Ukrainy, Rosji, czy też może to, aby ta wojna trwała jak najdłużej?
- Myślę, że Chinom głównie zależy właśnie na tym, aby być tym arbitrem, tym głównym państwem, które „doprowadzi do deeskalacji”. Widać, że z jednej strony Chiny podejmują różne działania dyplomatyczne wobec Rosji - myślę, że ta agresja rosyjska na Ukrainę zapewne była za wiedzą Pekina - ale z drugiej strony Chiny wysyłają też pewne sygnały w kierunku Ukrainy. Myślę, że działania Chin są pomyślane w kontekście relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Zapewne one chcą tutaj pokazać, że to one stabilizują sytuację i to one są ważnym czynnikiem pokojowym, a nie NATO, USA.
- Czy Rosja może być pewna tego, że Chiny są ich mocnym sojusznikiem? Czy gdyby Rosja mocna wykrwawiłaby się na zachodzie, to czy Pekin przypomniałby sobie o swoich roszczeniach terytorialnych wobec Syberii?
- Sądzę, że Rosja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że te roszczenia chińskie gdzieś tam są. Myślę, że Chiny trochę grają, niby są sojusznikiem Rosji, ale mają swoje plany globalistyczne, w których Moskwa jest ważnym elementem, ale takim, który można poświęcić. Chiny będą grały swoją grę, w której Rosja jest mimo wszystko tylko przedmiotem.
- Czy pana zdaniem Pekin może wykorzystać to światowe skupienie na Ukrainie do tego, aby w tym czasie zaatakować Tajwan?
- To jest oczywiście bardzo możliwe. Jeśli w ogóle można mówić o jakichś zwycięzcach w tej wojnie, która obecnie trwa, to przede wszystkim mogą być nim Chiny. Także ze względów gospodarczych. Nie sądzę jednak, aby Tajwan został zaatakowany w najbliższym czasie, ale w dłuższej perspektywie można się tego spodziewać.