9 października Donald Trump ogłosił umowę na dostawę przez Rosję około 4,8 mln ton oleju napędowego (diesla) na rynek amerykański i światowy.
Siedem dni później ogłosił czasowe zawieszenie nowych sankcji zawartych w tzw. Graham Act. 14 października strona ukraińska poinformowała, że ograniczeniom zostało poddane działanie usługi Starlink, pojawiają się też spekulacje, że USA miały ograniczyć dzielenie się z Kijowem danymi wywiadowczymi, w tym danymi, które pomagają Ukraińcom wykrywać zagrożenia rosyjskich ataków z powietrza. Nie po raz pierwszy wybucha podkręcana przez liberalne media i sojuszników Ukrainy histeria: Trump zdradził walczącą Ukrainę. Trump mówi o tym, że Ukraina potrzebuje nowego prezydenta, a z Zełenskim nie sposób znaleźć porozumienia. Ten ostatni 14 października odwiedza Wielką Brytanię, a dzień później jest w Brukseli, gdzie nie tylko próbuje organizować wsparcie dla Ukrainy, ale też mobilizować krytykę prezydenta USA. Obydwie strony wybrały polityczną eskalację.
Warto jednak zrozumieć sens gry, którą prowadzą.
Gra Trumpa
Motywacje Trumpa do podjęcia decyzji z 9 października są dość oczywiste. W badaniu Noble Predictive Insights z czerwca 2/3 amerykańskich wyborców stwierdziło, że ceny paliwa będą miały wpływ na ich decyzję wyborczą w wyborach śródterminowych. W październiku, w badaniu Pew Research, 74 proc. stwierdziło, że jest bardzo zaniepokojona wysokimi cenami paliw i energii. Takiego zdania było 65 proc. republikanów i 81 proc. demokratów. Mamy tu wyraźny wzrost, bo jeszcze w styczniu 2026 roku tylko 43 proc. badanych przez Pew określało wzrost tych cen jako jedną ze swoich głównych trosk. Jasne jest więc, że prezydent chciał pokazać, że nie jest obojętny na te problemy i próbuje im zaradzić. Decyzja o czasowym zawieszeniu pakietu Grahama była naturalną konsekwencją, bo ten zawiera także sankcje pośrednie nakładane na państwa dokonujące zakupów rosyjskich węglowodorów.
Problem w tym, że ta operacja republikanom walczącym o Kongres niewiele może pomóc. Liczba 4,8 mln ton diesla zawarta w umowie jest kwotą życzeniową. Aż 3 mln ton dostaw jest obwarowane warunkiem: „jeśli rosyjskie zdolności rafineryjne na to pozwolą”. Nawet całość kwoty pokryłaby tylko 9 dni amerykańskiego zapotrzebowania, 300 tys. ton zagwarantowanych w październiku to kilkanaście godzin. Jeszcze większy problem jest z liczeniem na to, że deal zmieni preferencje wyborców. W sondażu ActiVote 63 proc. Amerykanów opowiedziało się przeciw umowie, a tylko 25 proc. wyraziło dla niej poparcie. To, co jest najbardziej znaczące w kontekście wyborów, to że aż 71 proc. wyborców niezależnych opowiedziało się przeciw umowie, a tylko 10 proc. ją poparło. A to właśnie na ich głosy będą musieli liczyć republikanie walczący w bliskich wyścigach, rozstrzygających się na punkty procentowe. Dwóch uczestników takich starć, kandydaci do Senatu: Mike Rogers z Michigan i Dan Sullivan z Alaski zdystansowało się wobec decyzji prezydenta. Nawet jeśli Trump planował zrobić z Zełenskiego kozła ofiarnego, odpowiedzialnego za wysokie ceny na stacjach, nie wygląda na to, by ta strategia miała przynieść wielkie owoce.
Marchewka dla Putina
Jest jeszcze druga motywacja, o której mówił sam Trump. „Porozumienie może pomóc złagodzić stanowisko Moskwy, ponieważ wysyła sygnał, że Trump jest gotów podejmować współpracę z Rosją”. Sekretarz Energii Chris Wright posłużył się tym samym argumentem. „To marchewka mająca pomóc zakończyć wojnę. To nie jest gospodarcza kroplówka dla Rosji” – stwierdził. Tej marchewce towarzyszą też naciski na Kijów. Wiadomo, że Waszyngton wielokrotnie wzywał Zełenskiego do wstrzymania ataków na rosyjskie rafinerie, ale ten nie reagował. Warto zauważyć jednak, że to nie pierwsza taka sytuacja, w której Amerykanie próbują kontrolować skalę ukraińskiej eskalacji. W marcu 2024 roku, podczas konferencji w Monachium, wiceprezydent Kamala Harris i doradca Bidena ds. bezpieczeństwa Jake Sullivan wzywali Zełenskiego, by ten wstrzymał ataki na… rosyjskie rafinerie.
Ukraińskie kontrofensywy w latach 2022 i 2023 też zostały w znacznym stopniu spowolnione opóźnieniami w dostawach sprzętu i obawami o zbyt daleko idącą eskalację, której lękała się zarówno administracja Bidena, jak i europejscy sojusznicy.
W kwestii podejścia Trumpa do Rosji pozostaje pytanie: czy to tylko kolejny punkt na sinusoidzie, gdzie Putin na przemian obsypywany jest komplementami przez Steve’a Wikoffa, by potem Trump stwierdził, że Putin „wodzi go za nos”? Czy może mamy do czynienia z trwałą zmianą, w której Waszyngton będzie dążył do odprężenia za wszelką cenę. Moralna panika liberalnych mediów i bliskość wyborów, w których Trump też może chcieć pokazać, że jest o krok od zrealizowania swojej obietnicy zakończenia wojny, sprawiają, że trudno o rozsądną odpowiedź.
Gra Zełenskiego
Paradoks tej sytuacji może polegać na tym, że o ile Zełenski może być wygodnym kozłem ofiarnym dla Trumpa, o tyle ta sama dynamika działa w drugą stronę. Ukraina ze względu na braki interceptorów do baterii Patriot jest coraz bardziej bezbronna wobec rosyjskich ataków. Dodatkowym wyzwaniem jest nowa generacja rosyjskich dronów z napędem odrzutowym, z których przechwytywaniem rodzime ukraińskie interceptory mają spory problem.
Ponadto, jak dowiedzieli się sojusznicy na Radzie Europejskiej, Ukraina, by przetrwać, potrzebuje dodatkowych 70 mld euro. „Zdrada Trumpa” może być dobrym motywem przewodnim w mobilizacji wsparcia. Jak widać na przykładzie polskiego premiera, metoda działa. „Po moich dzisiejszych rozmowach z europejskimi przywódcami w Brukseli mogę was zapewnić, drodzy ukraińscy przyjaciele i prezydencie Zełenski: NIE JESTEŚCIE SAMI” – napisał 15 października Donald Tusk. Choć, jak donosił „Financial Times”, taka postawa nie była powszechna. Część europejskich liderów miała namawiać Zełenskiego, by ten złagodził retorykę w stosunku do Trumpa.
Prezydent Ukrainy wybrał jednak inaczej, nawiązując do wszystkich utartych motywów krytyki Trumpa. Prezydent USA stanął po stronie Rosji, złej stronie historii, cechowała go fascynacja autokratami i „ultrabogatymi”. Pytany przez Piersa Morgana czy czuje się zdradzony przez Trumpa, odpowiedział: „Naprawdę, tak… choć tutaj chodzi o coś więcej niż moje uczucia czy emocje”.
Dezinformacja
Sens gry Zełenskiego może pokazywać sprawa, która jednocześnie ma największy ładunek emocjonalny, a z drugiej strony najtrudniej ustalić w niej podstawowe fakty. 13 i 14 października strona ukraińska zaczęła narzekać na spowolnienie działania usługi Starlink, a Zełenski dodał, że USA nie powiadomiły Ukrainy o atakach z użyciem pocisków balistycznych na Kijów z 12 i 13 października. To wywołało zrozumiałą falę oburzenia i wnioski, że USA, pośrednio, ale świadomie, doprowadziły do śmierci Ukraińców być może po to, by zmusić Zełenskiego do ustępstw. W sprawie panuje jednak ogromny bałagan informacyjny. Przyczyniła się do tego też strona amerykańska. Elon Musk stwierdził, że za ograniczenia Starshielda (wojskowa wersja Starlinka) odpowiadają Pentagon i sam Trump, Biały Dom mówił coś odwrotnego, z kolei sekretarz stanu Marco Rubio stwierdził, że Ukraina dostępu do Starshielda w ogóle nie posiada i dopiero się o niego stara. Z kolei z Ukrainy płynęły doniesienia, że Starlink działa normalnie, a szef MSZ Adrij Sybiha zaprzeczył słowom prezydenta Zełenskiego, jakoby USA wstrzymały przekazywanie danych wywiadowczych. „Nie ma potwierdzenia, by USA rzeczywiście wstrzymały przekazywanie Ukrainie danych wywiadowczych, a do niewykrycia startów rosyjskich rakiet dochodziło już wielokrotnie” – napisał ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Andrzej Wilk. „Do niewykrycia momentu odpalenia rakiety, a tym samym braku powiadomienia o nim, dochodziło już wielokrotnie. Ponadto nocą z 13 na 14 października w Ukrainę uderzyło co najmniej 40 rakiet (w tym 36 w Kijów i obwód kijowski), a informacje o startach zdecydowanej większości z nich strona ukraińska otrzymała” – dodał. Może być więc tak, że Zełenski rozdmuchał sprawę, by zrzucić na Amerykanów winę za coś, z czym Ukraina, ze względu na nowe drony i brak interceptorów i tak ma ogromny problem. Z kolei Waszyngton, próbujący po raz kolejny „marchewki” wobec Putina, nie chciał wprost powiedzieć, że dalej wspiera Ukrainę.
Rok UPA
21 października „Ukraińska Prawda” poinformowała, że po ustanowieniu roku UPA przez lwowską radę obwodową polski rząd wstrzymał część wsparcia militarnego. Zaprzeczył temu MON. Fale moralnego oburzenia na Trumpa utrudniają dostrzeżenie, że Ukraińcy też prowadzą swoją wojnę informacyjną, korzystając z sieci sojuszników na Zachodzie, którzy każde słowo Zełenskiego biorą za dobrą monetę.
Zamów kubek z wyjątkowym wzorem! Dostępny tylko w Sklepie @RepublikaTV i @SklepGP. Link » https://t.co/WMruWcZALb #11listopada #SwietoNiepodleglości https://t.co/ylaAp4FS9o
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) October 29, 2026