"Jesteśmy przekonani, że po deklaracji prezydenta Trumpa to już jest kwestia czasu” – mówił prezydent Nawrocki 22 września w wywiadzie dla stacji Bloomberg, na marginesie 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. „Kiedy prace zostaną zakończone przez administrację USA i oba rządy, myślę, że wtedy prezydent Donald Trump będzie mógł osobiście wziąć udział w inauguracji Fort Trump, który powstanie w Rzeczypospolitej Polskiej” – zauważył polski przywódca.
Prezydent zwrócił też uwagę na to, że amerykańscy konsultanci odwiedzili już Polskę i przyglądali się różnym lokalizacjom. Do dogrania pozostają sprawy finansowe i administracyjne.
Pytanie jednak, czy wszystkim tak samo zależy na jak najszybszej realizacji projektu. 23 września wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski stwierdził, że „proponowanie nazwy Fort Trump ja uważam za demonstrowanie takiej uniżoności”. Stwierdził też, że „i w Polsce, i w Stanach mamy takich bohaterów, którzy mniej kontrowersji wywołaliby w Kongresie”. Szef polskiego MSZ dodał też, że instalacja może powstać „dopiero za kilka lat”.
W podobnym tonie wypowiedziała się wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, stwierdzając, że „decyzja w sprawie stałej bazy USA w Polsce zapadnie raczej po zakończeniu amerykańskiego przeglądu sił w Europie, tj. pod koniec roku”.
Osobiste wycieczki pod adresem Trumpa, opóźnianie procesu negocjacji, piętrzenie trudności – przy oficjalnym deklarowaniu zainteresowaniem projektem. Pojawia się poważna obawa, że rząd Donalda Tuska nie chce sfinalizować sprawy i liczy na to, że przed wyborami w 2027 roku nie będzie z niej rozliczony.
Historia bazy
Idea stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce sięga pierwszej kadencji prezydenta Donalda Trumpa i prezydentury Andrzeja Dudy. Pomysł pojawił się w 2017 roku, a w styczniu 2018 roku polski rząd przekazał Amerykanom formalną propozycję, która zakładała utworzenie stałej bazy dla amerykańskiej dywizji pancernej i polski wkład sięgający 2 mld dolarów. Prezydent Duda we wrześniu 2018 roku, podczas spotkania z Donaldem Trumpem, proponuje nazwę Fort Trump.
Idea powraca po zwycięstwie Trumpa w wyborach w 2024 roku. W lutym 2025 roku, po spotkaniu z sekretarzem Pete’em Hegsethem, prezydent Duda stwierdza, że wierzy, iż Fort Trump powstanie w Polsce. Ówczesna sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego mówi o tym podczas konferencji CPAC w Rzeszowie. „Będziecie pewni obecności amerykańskiej tutaj, będziecie się cieszyć obecnością amerykańską. Fort Trump zadba o bezpieczeństwo naszych obu narodów” – zapewniała Kristi Noem 27 maja 2025 roku.
Sprawy przyspieszają po wyborczym zwycięstwie Karola Nawrockiego. Przełom następuje 3 września 2025 roku, podczas pierwszego spotkania Nawrocki-Trump. „Rozmawialiśmy z panem prezydentem i z ministrami o rozszerzeniu komponentu żołnierzy amerykańskich w Polsce, co cieszy mnie w sposób szczególny. Były konkretne dyskusje dotyczące właśnie tego projektu” – mówił wówczas polski prezydent.
Jak dowiedzieliśmy się z kilku źródeł, krótko po tej wizycie w Waszyngtonie odbywa się spotkanie, w którym ze strony prezydenta uczestniczy m.in. Sławomir Cenckiewicz, ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a ze strony MON – Władysław Kosiniak-Kamysz i Paweł Zalewski. Pada propozycja, by sformować połączony zespół, w którym przedstawiciele prezydenta i rządu wspólnie będą pracowali nad realizacją projektu stałej bazy amerykańskiej w Polsce. Minister Kosiniak-Kamysz zdecydowanie odrzuca ten pomysł, zauważając, że prowadzenie rozmów z sekretarzem Hegsethem jest jego kompetencją.
Presja ze strony USA
Jak jednak zauważa kilku naszych rozmówców, przez następne kilka miesięcy w sprawie właściwie nic się nie dzieje. Rząd, z Ministerstwem Obrony Narodowej na czele, jest skupiony na dopinaniu szczegółów projektu SAFE.
W okolicach lutego 2026 roku zaniepokojenie brakiem postępów zgłaszają sami Amerykanie. – Usłyszeliśmy m.in. od podsekretarza Elbridge’a Colby’ego: słuchajcie, coś jest nie tak, bo nic się nie dzieje. Czy wam zależy na tym, czy nie, bo nie mamy żadnych postępów w negocjacjach? – mówi nam jeden z uczestników rozmów ze stroną amerykańską.
Dopiero wtedy, pod wpływem presji, rząd zaczyna podejmować część kroków formalnych wymaganych do budowy bazy. Na przykład w czerwcu przyjął uchwałę, która m.in. daje upoważnienie do prowadzenia rozmów z amerykańskim rządem, nakreśla też ramy przygotowywania zaplecza infrastrukturalnego i logistycznego, za które odpowiadać ma strona polska.
Dodatkową presję i przyspieszenie wymusza wpis Donalda Trumpa z 17 września. Jak mówią nasi rozmówcy, data była wcześniej uzgodniona przez polską stronę z amerykańskim prezydentem. „Dzięki odważnemu przywództwu mojego przyjaciela, Karola Nawrockiego, prezydenta Polski, czynione są znaczne postępy w kierunku utworzenia bazy US Army w Polsce. Jeśli tak się stanie, lokalizacja zostanie ogłoszona już wkrótce. Będzie to historyczny krok dla naszego Wielkiego Sojuszu USA–Polska” – napisał prezydent USA.
– Na dziś możemy powiedzieć jasno: decyzja polityczna co do kierunku została podjęta i mamy zielone światło dla dalszych działań – komentuje w rozmowie z „GP” Marcin Przydacz. – Mam głęboką nadzieję, że projekt stałej obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce jest traktowany poważnie przez stronę rządową – dodaje.
Powtórka Redzikowa?
Pytanie, które należy postawić, brzmi: czy rząd Tuska może powtórzyć swoją taktykę z czasów negocjacji w sprawie budowy elementów tarczy rakietowej (MD) w Polsce, opisaną w książkach „Zgoda” Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza i „Resecie” napisanym obu autorów wspólnie z Grzegorzem Wierzchołowskim?
Wówczas premier Donald Tusk windował oczekiwania dotyczące modernizacji polskiej armii, którą wesprzeć mieli Amerykanie, w sposób, jakiego Waszyngton nie był w stanie spełnić. Pod pozorem dbania o polski interes rozmowy opóźniano, aż do momentu, gdy George’a W. Busha w Białym Domu zastąpił Barack Obama, który zmienił charakter projektu.
Ostatecznie budowa bazy Aegis Ashore (nazwa lądowego komponentu amerykańskiego systemu antybalistycznego) w Redzikowie rozpoczęła się dopiero za rządów Zjednoczonej Prawicy, w 2016 roku, a formalny odbiór bazy nastąpił w 2023 roku.
Słowa Radosława Sikorskiego, który podkreślił w cytowanej rozmowie, że za chwilę władzę w Kongresie mogą przejąć demokraci, wskazują, że rząd Tuska, zamiast wykorzystać okienko możliwości wynikające z prezydentury Trumpa i dobrych relacji, jakie nawiązał z nim prezydent Karol Nawrocki, chce sytuację przeczekać. Już w tej chwili mówimy o co najmniej półrocznym opóźnieniu wdrażania projektu.
Część z naszych rozmówców, także z otoczenia prezydenta, wyraża nadzieję, że w obecnej sytuacji premier Tusk może sobie pozwolić na mniej gry na czas. – Tusk robi tyle, ile musi – podkreśla w rozmowie z „GP” europoseł Adam Bielan, który uczestniczył w wielu spotkaniach ze stroną amerykańską. –
A musi, bo sam od co najmniej roku buduje narrację, że żyjemy w czasach przedwojennych. Gdyby opinia publiczna, naród przyłapał go na jakiejś podwójnej grze, to premier zapłaciłby potężną cenę polityczną. To jest jedyny powód, dla którego nie przeszkadza tak otwarcie – dodaje.
Inni zauważają jednak, że kłopot z postawą rządu może się pojawić w momencie, gdy od spełniania warunków formalnych trzeba będzie przejść do wyasygnowania środków, które polskie państwo będzie musiało przeznaczyć na budowę bazy i towarzyszącej jej infrastruktury. Wtedy może się pojawić opóźnianie decyzji albo przeciąganie i stawianie warunków w negocjacjach ze stroną amerykańską. – Widzimy, że stan finansów publicznych pod rządami pana Domańskiego jest dramatyczny, ale na bezpieczeństwo środki muszą się znaleźć – podkreśla Marcin Przydacz.
Zasiać wątpliwości
Strona rządowa prowadzi też strategię komunikacyjną, której celem może być zrzucenie odpowiedzialności na stronę amerykańską za ewentualne niepowodzenie projektu. W ostatnich wypowiedziach choćby ministra Żurka czy szefa MSZ mamy podkreślanie nieprzewidywalności amerykańskiej administracji.
„Ja nie chcę mówić, co pan prezydent [Trump – red.] zrobi czy wstrzyma, bo raz słyszymy, że wycofuje wojska z Polski, następnego tygodnia słyszymy, że te wojska zostają. Jednego dnia jest baza, później nie ma skonkretyzowanej żadnej decyzji amerykańskiej”
– mówił Waldemar Żurek 18 września, a więc dzień po wpisie prezydenta Trumpa.
– W debacie publicznej pojawia się wiele słów, nie zawsze opartych na wiedzy. Bo cóż na temat bazy amerykańskiej może wiedzieć pan minister Żurek? Lepiej go pytać, czy wyjaśnił już sprawę Epsteina, bo minęło już wiele miesięcy od zapowiedzi jego działań
– komentuje to minister Przydacz w rozmowie z „GP”.
– Zabiegamy o to, aby żołnierzy amerykańskich w Polsce było więcej, a nie mniej – i dziś są na to realne szanse. Kluczowe jest jednak, abyśmy jako państwo mówili w tej sprawie jednym głosem. Potrzebujemy uznania tego za wspólny cel wszystkich sił politycznych i koncentracji na jego szybkiej realizacji, zamiast podsycania wątpliwości, które nie pomagają w negocjacjach
– dodaje Marcin Przydacz. – Nie należy też stosować retoryki, która tak chętnie uprawia pan minister Sikorski. Obrażaniem Amerykanów do niczego ich nie przekonamy – stwierdza.
Polska liderem wschodniej flanki NATO
Choć rząd podkreśla zainteresowanie projektem, a Władysław Kosiniak-Kamysz 23 września chwalił dobrą współpracę z prezydentem, niektóre komunikaty wydają się służyć zasianiu większych wątpliwości. Jedną z taktyk jest łączenie decyzji o budowie bazy w Polsce z dokonywanym przez administrację Trumpa przeglądem globalnego rozmieszczenia sił.
„To jest decyzja amerykańska, która ewidentnie jeszcze nie zapadła” – powiedział 21 września na briefingu dla dziennikarzy w Nowym Jorku Radosław Sikorski. „Stany Zjednoczone, jak państwo wiedzą, dokonują w tej chwili przeglądu swojej obecności w Europie. I ten przegląd ma na celu raczej ograniczenie liczebności wojsk amerykańskich w Europie, a nie zwiększenie” – dodał.
Ten związek podkreślała też wiceminister Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, twierdząc, że decyzja o bazie nie zapadnie do końca roku. Taka postawa jest dość osobliwa, bo choć redukcja sił amerykańskich w Europie jest rzeczywiście możliwa, celem Polski powinno być walczenie o to, by zadbać o bezpieczeństwo swoje i wschodniej flanki NATO i nie utożsamiać naszego interesu z interesem np. Niemiec, które mogą obawiać się redukcji na swoim terytorium.
Podkreśla to w rozmowie z „GP” minister Przydacz. – W amerykańskich analizach strategicznych Polska pozostaje jednym z kluczowych partnerów i filarem wschodniej flanki NATO. Widzimy zresztą, że równolegle do dyskusji o redukcjach w niektórych krajach pojawiają się decyzje o wzmacnianiu obecności właśnie u nas i w regionie – podkreśla.
Polski rząd i polski prezydent powinni mówić w tej sprawie jednym głosem, dlatego że pomimo całej narracji o Europie, która uniezależnia się od USA, nasi sąsiedzi też starają się o względy Waszyngtonu zabiegać. – Jak słyszałem w Waszyngtonie, Niemcy w ostatnim roku wydali około 150 mln dolarów, żeby bronić się przed ograniczeniem sił amerykańskich u siebie – mówi jeden z naszych rozmówców. – A to jest tylko dodatek do całej ich miękkiej siły: mają portal Politico, mają swoje prężnie działające fundacje i lobbing – wymienia.
Dlatego też osobista relacja prezydenta Nawrockiego i prezydenta Trumpa jest tak ważna i otwiera okienko dla polskiego bezpieczeństwa, którego nie wolno zmarnować. Opinia publiczna powinna patrzeć na ręce rządu Donalda Tuska i nie pozwolić, by ponownie to korzystne okienko duet Sikorski-Tusk przeczekał albo zmarnował.
Specjalny raport‼️ Jak #Rosja może zagrozić Polsce i #NATO. Drony, terror, sabotaż i rakiety.
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) October 1, 2026
Ponadto w numerze:
» Zlecenie na Republikę
» Zemsta za postawienie Nowaka przed sądem
» Fort Trump na ostatniej prostej
» Biedaczyna z Asyżuhttps://t.co/FOE7JQ50sn #GazetaPolska pic.twitter.com/PsCOPCrC9k