„Ze względu na wzmożone napięcie na Bliskim Wschodzie, sytuacja bezpieczeństwa pozostaje złożona i istnieje ryzyko nieprzewidzianej eskalacji. Przypominamy Amerykanom w regionie o konieczności zachowania ostrożności i zachęcamy do śledzenia wiadomości pod kątem najnowszych wydarzeń. Departament Stanu zaleca Amerykanom na całym świecie, a zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, zachowanie wzmożonej ostrożności” - napisano w globalnym alercie. W ostrzeżeniu zaznaczono, że amerykańskie placówki dyplomatyczne, w tym poza Bliskim Wschodem, stały się celem ataków.
„Grupy wspierające Iran mogą atakować inne interesy USA za granicą lub lokalizacje powiązane ze Stanami Zjednoczonymi i/lub Amerykanami na całym świecie”
- napisano w komunikacie.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Nie podano dodatkowych szczegółów lub zaleceń, lecz resort ostrzegł, że może dojść do opóźnień lub odwołań lotów, szczególnie na Bliskim Wschodzie.
Alert pojawił się po tym, jak w piątek w wyniku irańskiego ataku na bazę lotniczą w Jordanii zginęło co najmniej amerykańskich dwóch żołnierzy. W sobotę siły USA w regionie rozpoczęły nową serię ataków mających „ukarać” Iran za to uderzenie.
„Dzisiaj o godzinie 18.00 czasu wschodnioamerykańskiego (24 w Polsce) siły amerykańskie rozpoczęły nowe naloty na Iran na polecenie Naczelnego Dowódcy. Ataki te mają na celu dalsze osłabienie zdolności Iranu do zagrażania żegludze handlowej w Cieśninie Ormuz i szybkie ukaranie sił Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, które wczoraj wieczorem przeprowadziły ataki na amerykańskich żołnierzy w Jordanii” - napisano w komunikacie Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM).
Jest to już ósmy kolejny dzień wznowionych ataków sił USA od czasu zerwania rozejmu.
— U.S. Central Command (@CENTCOM) July 19, 2026