Według Zhao przedstawiciele amerykańskiej gazety skontaktowali się z chińskimi władzami w sprawie spornego komentarza pt. „Chiny są prawdziwym chorym człowiekiem Azji” i przyznali się do błędu. Pekin uznał to sformułowanie za rasistowskie i podał je jako powód odebrania akredytacji trojgu pracujących w Chinach dziennikarzy „WSJ”.
Dziennik nie przeprosił jednak formalnie, czego żąda strona chińska - zaznaczył Zhao na rutynowym briefingu prasowym. Toby Doman, rzecznik firmy Dow Jones & Co, która wydaje "WSJ", odmówił komentarza w tej sprawie, gdy skontaktowała się z nim agencja Reutera.
Dwaj spośród dziennikarzy, którym odebrano akredytacje, opuścili już Chiny. W kraju pozostała natomiast dziennikarka Chao Deng, która nie może obecnie wyjechać z objętego kwarantanną miasta Wuhan, epicentrum epidemii nowego koronawirusa. We wtorek rzecznik chińskiego MSZ oświadczył, że Deng może zostać w Chinach do końca epidemii, ale zaznaczył, że przed wyjazdem nie może ona wykonywać pracy dziennikarskiej.
Organizacje dziennikarskie i obrońcy wolności słowa oceniają odebranie akredytacji dziennikarzom „WSJ” jako próbę zastraszenia zagranicznych mediów. Klub Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC) podkreślił w oświadczeniu, że żadne z trojga dziennikarzy nie brało udziału w tworzeniu artykułu, który wskazano jako powód ich wydalenia.