Według doniesień lokalnych mediów tłum zebrany przed ośrodkiem wykrzykuje: "Nie wychodźcie!". Migranci powiedzieli australijskiemu nadawcy Fairfax Media, że okoliczni mieszkańcy przy cichym przyzwoleniu papuańskich władz zaczęli plądrować obóz. Personel obozu już go opuścił. Australia prowadzi restrykcyjną politykę wobec migrantów, którzy próbują dotrzeć do jej brzegów. Marynarka wojenna tego kraju regularnie zawraca łodzie z migrantami, a osoby, którym udaje się dotrzeć do wybrzeży Australii, są wysyłane do opłacanych przez rząd w Canberze obozów na wyspę Manus należącą do Papui-Nowej Gwinei lub do położonego na zachodnim Pacyfiku Nauru. Tam rozpatrywane są ich wnioski o status uchodźcy. Nawet jeśli zostaną one uznane za uzasadnione, osoby te nie mają prawa osiedlić się w Australii.
Canberra uzasadnia te działania koniecznością zwalczania gangów przemytników ludzi i zniechęcania migrantów, z których wielu pochodzi z Iranu, Iraku, Somalii czy Afganistanu, przed niebezpieczną morską przeprawą.
Od lat obrońcy praw człowieka domagali się zamknięcia obozów, wskazując na poważne problemy psychologiczne przetrzymywanych tam osób, w tym próby samookaleczania i próby samobójcze.
W ubiegłym roku Sąd Najwyższy Papui-Nowej Gwinei uznał za sprzeczne z konstytucją tego kraju przetrzymywanie na Manus osób ubiegających się o azyl w Australii. Canberra zgodziła się do końca października zamknąć obóz, w którym przebywa 600 mężczyzn.