Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Biden rządzi już 50 dni. Nadal nie zorganizował konferencji prasowej

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że większość amerykańskich mediów dużo bardziej sympatyzuje z Demokratami niż z Republikanami. Mimo tego Joe Biden i tak najwidoczniej boi się pytań od dziennikarzy – od 50 dni nie odważył się z nimi porozmawiać.

Chcą zadawać pytania, a on milczy

We wtorek doszło do niecodziennego zdarzenia. Prezydent Biden udał się do waszyngtońskiego sklepu z narzędziami W.S. Jenks & Son, który skorzystał na tym, że wprowadził tymczasowe przedłużenie programu pożyczek na pensje. Towarzyszyli mu oczywiście dziennikarze. W amerykańskim slangu politycznym takie wizyty nazywa się photo op i ich celem jest zamieszczenie w mediach odpowiednio pozytywnych dla danego polityka materiałów.

Tym razem jednak dziennikarze, którzy byli oddaleni od Bidena o ok. pięć metrów, nie ograniczyli się do robienia mu zdjęć jak rozmawia z właścicielem sklepu i jego pracownikami. Zamiast tego zaczęli wykrzykiwać pod jego adresem pytania.

Biden nie zareagował na nie i udawał, że ich nie słyszy. Do akcji weszli za to towarzyszący mu asystenci. „No dalej praso, musicie iść!” - krzyknął w stronę dziennikarzy jeden z nich. Wkrótce potem wszyscy zostali przez nich wyprowadzeni ze sklepu.

Taka sytuacja nie jest normalna. Niepisaną zasadą photo op jest to, że dziennikarze są w nich tylko świadkami. Oczywiście potem mogą wykorzystać je do ataku na danego polityka, jak stało się w wypadku Trumpa fotografującego się z Biblią na tle kościoła zdewastowanego przez Black Lives Matter, ale pytania zadaje się kiedy indziej. Problem jednak w tym, że nie mają zbyt wielu okazji, aby zadać Bidenowi pytania, gdyż ten starannie ich unika.

Czas leci, a spotkania nie ma

Przyjętą od bardzo dawna zasadą jest w USA to, że po objęciu rządów prezydent dość szybko organizuje spotkanie z dziennikarzami, na którym odpowiada na ich pytania. Barrack Obama odbył pierwszą taką konferencję 20 dni po wprowadzeniu się do Białego Domu. Donaldowi Trumpowi, który był pewien wrogości ze strony większości dziennikarzy, zeszło z tym o tydzień dłużej.

Biden jest prezydentem już 50 dni i jeszcze nie ujawniono nawet terminu, kiedy w końcu odpowie na pytania dziennikarzy. Według analizy CNN żaden prezydent od stu lat nie czekał z tym tak długo. Biden oczywiście rozmawiał z mediami. Tyle tylko, że te rozmowy przyjęły formę wywiadów jeden na jednego udzielanych tym dziennikarzom po których nikt się nie spodziewał, że zadadzą mu jakieś trudniejsze pytanie. Odpowiedział też na garstkę pytań rzuconych mu po oficjalnych wystąpieniach.

Najbliżej formalnej konferencji był 16 lutego, kiedy wystąpił w tzw. town hall na antenie CNN. Prowadzący to spotkanie Anderson Cooper został jednak mocno skrytykowany i wręcz wykpiony za to, że zadawał mu wyjątkowo łatwe pytania.

Rzecznik prasowa Białego Domu Jen Psaki rutynowo zapewnia, że Biden wcale nie unika mediów i odpowiada na pytania dziennikarzy kiedy tylko może. Pytana o to dlaczego nie zorganizował jeszcze konferencji prasowej tłumaczy go nawałem obowiązków, głównie związanych z pandemią i kampanią szczepień. Obiecuje też, że zorganizuje ją przy pierwszej okazji, a już na pewno do końca miesiąca.

Krytykują nawet "swoi"

Mało kto jednak już w to wierzy i wśród amerykańskich mediów rośnie gniew na jego postępowanie, który czasami znajduje ujście w miejscach, w których raczej się go nie krytykuje. Nawet w CNN, gdzie w zeszłą niedzielę dziennikarz tej stacji Oliver Darcy stwierdził, że ich obowiązkiem jako pracowników mediów jest naciskanie na to, aby administracja Bidena była transparentna.

Konferencje prasowe są krytyczne dla informowania obywateli USA i sprawieniu, że administracja będzie odpowiadać przed
opinią publiczną

 - powiedział dziennikarzom AP Zeke Miller, szef Stowarzyszenia Korespondentów w Białym Domu. Zapewnił, że jego organizacja będzie nadal naciskać na Bidena aby ten organizował w miarę regularne konferencje.

Strach nie do końca zrozumiały

W całej sprawie najbardziej szokuje jednak to, że nikt na dobrą sprawę nie wie dlaczego Biden tak się zachowuje. Jego poprzednik miał bardzo złą prasę. Według badania Pew Research Center z 2017 roku w ciągu pierwszych 60 dni rządów Trumpa 2/3 poświęconych mu materiałów prasowych miało negatywny wydźwięk, dwa razy więcej niż w wypadku jego poprzedników, a zaledwie 5% było pozytywne – dla porównania w wypadku Obamy było to aż 42%. Trump prowadził niemal otwartą wojnę z mediami i jego interakcje z dziennikarzami często zmieniały się w pyskówki, ale nawet jego przeciwnicy przyznają, że ich nie unikał.

Biden może liczyć na nieporównywalnie lepsze traktowanie, co widać było chociażby podczas skandalu z dziwnymi interesami jego syna z Chińczykami – mimo atrakcyjności tego tematu większość mediów głównego nurtu praktycznie go nie ruszyła, a kiedy nie mogli już go dłużej ignorować, to starali się o nim mówić w sposób, który nie zaszkodzi nadmiernie szansom Bidena na zwycięstwo. 

Sympatia dziennikarzy do Bidenia nie oznacza oczywiście, że nie usłyszy żadnych trudnych pytań. Zdążył już bowiem podjąć wiele kontrowersyjnych decyzji. Jedną z nich była na przykład decyzja o wstrzymaniu budowy rurociągu Keystone XL, która już kosztowała dziesiątki tysięcy osób pracę w warunkach rekordowego bezrobocia. Inną trudną kwestią są jego obietnice w temacie imigracji, które wywołały już kryzys na granicy. Trudno się spodziewać, żeby na konferencję nie zaproszono przedstawicieli chociażby Fox News czy New York Post, a oni raczej na pewno poruszą którąś z tych spraw.

Paląca kwestia Cuomo

Zdecydowanie najtrudniejszą kwestią jest jednak dla niego gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo. Lewica w ostatnich miesiącach bardzo ostro promowała go jako wzór tego, jak polityk powinien walczyć z pandemią, a sam Biden wiele zrobił żeby stał się jedną z najbardziej znanych postaci w Partii Demokratycznej. Kiedy wyszło na jaw, że jego ludzie fałszowali statystyki dotyczące zgonów w domach opieki bo bali się śledztwa, Cuomo akurat był w Białym Domu na spotkaniu z Bidenem.

A potem doszedł do tego skandal związany z molestowaniem seksualnym. Kiedy dziennikarz spytał o to wczoraj wiceprezydent Harris, ta nie udzieliła żadnej odpowiedzi i po prostu wyszła z sali. Biden będzie musiał znaleźć jakieś wytłumaczenie tego, że wcześniej tak bardzo go chwalił.

Niektórzy uważają, że decyzja o unikaniu mediów została podjęta nie tyle przez Bidena, co przez jego ludzi. W trakcie kampanii wyborczej miał on bowiem wiele kompromitujących wpadek, łącznie z pomyleniem własnej żony i siostry. Obudziło to wiele spekulacji, że Biden – najstarszy prezydent w historii USA – cierpi na demencję. Według tej teorii jego ludzie boją się, że ewentualna wpadka podczas konferencji na nowo obudzi te teorie. Tym razem jednak nawet osoby z nim sympatyzujące przyznają, że dalsze unikanie mediów może zadziałać tak samo, a nawet mocniej.

Źródło: niezalezna.pl, New York Post, CNN, Poynter

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane