Wybory do Kongresu odbywają się w USA co dwa lata. Amerykanie wybierają w nich pełny skład Izby, której liczebność wynosi obecnie 435 kongresmenów. W wypadku Senatu mechanizm jest bardziej skomplikowany. Senatorzy są wybierani na 6-letnie kadencje i podzieleni na trzy klasy. W tym roku do wyborów staje klasa 2, licząca 33 senatorów, odbędą się także wybory specjalne na miejsca zwolnione przez wiceprezydenta J.D. Vance'a i sekretarza stanu Marco Rubio.
W USA wybory są zwykle łączone ze sobą, więc Amerykanie wybiorą także 39 gubernatorów stanów i terytoriów, a także stanowych prokuratorów generalnych. Oprócz tego w wielu miejscach odbędą się wybory stanowych legislatyw, wybory lokalne czy referenda.
"Wynik może znacząco różnić się od ostatnich sondaży"
Zdecydowana większość analiz i sondaży wskazuje na bardzo duże prawdopodobieństwo przejęcia Izby Reprezentantów przez Demokratów. Ich szanse na zwycięstwo w tej izbie szacowane są na około 90 procent. Ciekawsza sytuacja występuje w Senacie, gdzie Demokraci również są faworytami, choć ich przewaga jest mniej wyraźna. Szacunki dają im mniej więcej 60–70 procent szans na zdobycie większości.
– podkreśla w rozmowie z portalem Niezależna.pl Tomasz Winiarski, amerykanista.
Co ciekawe, w niedzielę w rozmowie ze stacją FOX News, Donald Trump zapowiedział, że w przypadku utraty kontroli nad Kongresem przez Republikanów będzie wetował ustawy przyjmowane przez amerykański parlament. Jednocześnie zaznaczył jednak, że mimo potencjalnego konfliktu z Demokratami będzie podejmował próby negocjacji i wypracowywania kompromisów.
"I guess I'll become Mr. Veto." President Trump lays out his strategy for dealing with a potential Democratic-controlled Congress in an exclusive interview with Miranda Devine. Trump says he would veto legislation before eventually negotiating compromises, while expressing hope Republicans maintain control after Tuesday's midterms.
"Wśród publicystów i komentatorów politycznych od lat utarło się przekonanie, że amerykańskie wybory śródokresowe stanowią swoiste referendum dotyczące urzędującego prezydenta. Zgodnie z tą interpretacją partia sprawująca władzę w Białym Domu niemal automatycznie traci poparcie, a opozycja wykorzystuje niezadowolenie społeczne. Podobne prognozy pojawiają się również i w tym roku" – kontynuuje nasz rozmówca.
Nie ulega jednak wątpliwości, że w przypadku obecnych wyborów śródokresowych określenie ich mianem referendum dotyczącego prezydentury Donalda Trumpa jest szczególnie uzasadnione. Sam prezydent zresztą bardzo mocno przyczynił się do takiego postrzegania tegorocznego głosowania. Podczas jednego z wieców politycznych zwrócił się do swoich wyborców, aby zamknęli oczy i wyobrazili sobie, że na karcie wyborczej, obok nazwisk kandydatów do Kongresu, widnieje również jego nazwisko.
– dodaje.
Z drugiej strony część republikańskich polityków, świadoma niekorzystnych wskaźników poparcia dla prezydenta, obawiała się, że jego zaangażowanie w kampanię może przynieść im więcej strat niż korzyści. Współcześnie sytuacja wygląda jednak inaczej. Donald Trump odcisnął na Partii Republikańskiej tak silne piętno i stał się tak istotnym punktem odniesienia dla jej polityków oraz wyborców, że trudno mówić o kampanii republikanów do Kongresu w oderwaniu od jego osoby, a właściwie od próby oceny jego prezydentury przez amerykańskie społeczeństwo.
– mówi Winiarski.
Warto jednak zachować ostrożność przy interpretowaniu obecnych prognoz – wyjaśnia ekspert.
Same sondaże pokazują bowiem wyjątkowo duże rozbieżności, a różnice między kandydatami w kilku najważniejszych wyścigach senackich mieszczą się często w granicach błędu statystycznego lub nawet mniejszych wartościach. Nie byłbym zatem zaskoczony, gdyby ostateczny rezultat wyborów okazał się zupełnie inny od tego, co sugerują obecne prognozy.
– uzupełnia.
Najnowsze doświadczenia pokazują bowiem, że amerykańscy wyborcy nie zawsze podążają za przewidywalnymi schematami, a deklarowane nastroje społeczne, wyniki sondaży i rzeczywiste rozstrzygnięcia przy urnach potrafią się od siebie znacząco różnić. Sam uważam zresztą, że obecne sondaże mogą niedoszacować poparcia dla Republikanów. Wciąż może występować zjawisko określane mianem "cichej większości", czyli sytuacji, w której część respondentów niechętnie deklaruje swoje konserwatywne poglądy, szczególnie podczas kontaktu z przedstawicielami firm badawczych lub mediów postrzeganych jako liberalno-lewicowy główny nurt.
– wskazuje Winiarski.
Z tego powodu nie skreślałbym Republikanów w kilku istotnych wyścigach. Uważam, że Teksas, mimo niekorzystnych dla nich sondaży, może pozostać w rękach tej partii. Podobnie oceniam sytuację w stanie Michigan, który ma ogromne znaczenie dla walki o kontrolę nad Senatem – precyzuje.
Właśnie dlatego nie wszystkie potencjalne porażki Republikanów należy automatycznie interpretować jako bezpośrednie odrzucenie Donalda Trumpa. Niska popularność urzędującego prezydenta w drugiej połowie drugiej kadencji nie jest zjawiskiem całkowicie zaskakującym, a słabsze wyniki jego partii mogą wynikać z połączenia wielu czynników.
– mówi.
Ostatecznie tegoroczne wybory śródokresowe będą więc czymś więcej niż prostym głosowaniem za lub przeciw Donaldowi Trumpowi. Z jednej strony staną się sprawdzianem poparcia dla prezydenta, który sam bardzo mocno związał swoją osobę z kampanią republikanów. Z drugiej będą odzwierciedleniem rzeczywistych problemów amerykańskiego społeczeństwa, przede wszystkim wysokich kosztów życia, cen paliw i sytuacji gospodarczej, a także oceną jakości polityków ubiegających się o miejsca w Kongresie. I właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że tegoroczne wybory są tak trudne do przewidzenia. Nawet jeżeli Demokraci zdołają wykorzystać niezadowolenie społeczne i odzyskać kontrolę nad jedną lub obiema izbami Kongresu, nie musi to oznaczać jednoznacznego odrzucenia całej polityki Republikanów.
– kończy ekspert.