Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

AI i opowieści o zagładzie. „Gazeta Polska”: Czy czas zatrzymać rozwój

Ludzie, którzy budują AI, szczerze wierzą, że może nas ona zabić do końca dekady – zakomunikował były pracownik firmy Anthropic Jacob Coxon, a jego ostrzeżenie wywołało szeroką dyskusję w amerykańskich mediach. Głosy o tym, że AI może wymknąć się spod kontroli i zagrozić ludzkości, płyną także z wewnątrz największych firm inwestujących w technologię. Niektórzy jednak, z Donaldem Trumpem na czele, uważają, że opowieści o apokalipsie to „ściema” i być może nic więcej jak biznesowa strategia.

Bunt robotów – to idea tak głęboko zakorzeniona w naszej kulturze i opowiedziana już na tyle sposobów, że nic dziwnego, iż rozważanie realności takiego scenariusza wywołuje takie obawy i emocje. 

Samo słowo „robot” ma zresztą słowiańskie korzenie. Użył go po raz pierwszy czeski dramaturg Karel Čapek, pisząc w 1920 roku sztukę „R.U.R. (Rossumovi Univerzální Roboti)”. W niej, wyprodukowani, humanoidalni wykonawcy pracy przymusowej („robota”) w końcu nabywają świadomość, buntują się przeciw swojemu niewolnictwu i zabijają większość ludzi. Ten sam motyw pojawia się potem dziesiątki razy w science fiction: od androidów Philipa K. Dicka poprzez prawa robotyki z „Fundacji” Isaaca Asimova po najbardziej znaną opowieść o buncie Skynetu z serii „Terminator”. 

Pytanie znajdujące się w centrum dzisiejszej dyskusji o AI brzmi: Czy jesteśmy rzeczywiście u progu znanego z science fiction scenariusza? Czy może rozkręcanie histerii, z różnych pobudek, jest tym łatwiejsze, bo scenariusz jest wszystkim tak dobrze znany?

Spowolnić rozwój 

Sprawy związane z dalszym rozwojem sztucznej inteligencji coraz bardziej znajdują się w centrum amerykańskiej debaty, tuż przed wyborami śródterminowymi do Kongresu. Rozbudowa centrów danych budzi społeczny opór i jest wyzwaniem dla wielu polityków, także republikańskich, na poziomie lokalnym. Teraz, wobec alarmistycznych doniesień o rozwoju modeli AI, dochodzi sprawa ewentualnych federalnych regulacji, którymi miałby być objęty cały sektor. 

Dyskusję rozpalił przypadek Jacoba Coxona, byłego pracownika Anthropica, który opuścił firmę, by bić na alarm. To, co jest jednak uderzające, to fakt, że sama firma nie podążyła dobrze znaną ścieżką zarządzania kryzysowego, nie odcięła się i nie zdementowała jego ostrzeżeń. 

„Jacob ma tu rację – naprawdę szczerze wierzymy, że AI może zabić wszystkich ludzi! Ja osobiście uważam, że jest na to więcej niż 10 proc. szans w ciągu następnej dekady”

– napisał zamiast tego Evan Hubinger, główny badacz ds. bezpieczeństwa AI w Anthropic. 

Szef firmy Dario Amodei opublikował manifest pod tytułem „We Must Pace the Frontier” (Musimy spowolnić rozwój najbardziej zaawansowanych modeli). W nim opisuje sprawę OpenAI-HuggingFace, o której pisaliśmy w „GP”, w której agenci AI wyrwali się spod kontroli, stosowali stadną solidarność i włamali się do programu mającego oceniać ich pracę. „Biorąc pod uwagę perspektywy przyspieszającego rozwoju zdolności AI, obawiam się, że w ciągu 6–12 miesięcy taki rój może przejąć kontrolę nad całym internetem” – napisał Amodei. 

AI jak koń trojański

Szef Anthropica zawnioskował o spowolnienie rozwoju poprzez niezależne panele kontrolne, „demokratyczną koordynację” i „globalną koordynację”.

Wnioski Amodeiego poparli Sam Altman z Open AI i Elon Musk z SpaceX.

Szczególnie ten drugi postulat, „demokratycznej koordynacji”, wzbudza dyskusję. „Niektóre formy koordynacji, które będą miały wpływ na tempo rozwoju, są wyzwaniami prawnymi i będą wymagały wsparcia rządu” – napisał Amodei. 

To wywołało reakcję administracji. „Trochę dziwnie się czuję z tym, że mamy tyle tych zaawansowanych firm AI, które przychodzą do rządu i proszą, by poddać je regulacjom. Dla mnie to trochę wygląda jak koń trojański” – stwierdził wiceprezydent J.D. Vance 14 sierpnia. 

Dwa dni później dodał argument, który często pojawia się w dyskusjach – jeśli giganci AI uważają, że rozwój jest zbyt szybki, mogą po prostu zwolnić.

„Spójrzcie sami na siebie i zaakceptujcie, że jeśli budujecie Frankensteina, po pierwsze, powinniście przestać, po drugie, jeśli firmy przychodzą do was i mówią: »potrzebujemy narzędzi, by bronić się przed Frankensteinem«, dajcie im te narzędzia”

– mówił. 

Jeszcze ostrzej zareagował prezydent Donald Trump, który podkreślił geopolityczny wymiar rozwoju sztucznej inteligencji:

„Mamy przewagę nad Chinami w AI. Jesteśmy najbardziej zaawansowanym krajem na świecie, i mówiąc szczerze, chciałbym, żeby tak zostało, bo ktokolwiek wygra AI, wygra”. 

Stwierdził też, że regulacje nie są potrzebne, bo USA mają „silnego i mądrego (wysokie IQ!) prezydenta”. Dodał też, że „AI przejmujące kontrolę nad światem, niszczące ludzkość i wszystkie inne złe rzeczy, to ściema”. 

Gra wielopoziomowa

„Jest szalona konspiracja przeciwko AI i centrom danych, a jedynymi, którzy się z tego cieszą, są Chiny” – napisał Trump 14 sierpnia na Truth Social.

Sprawa jest jednak bardziej złożona, bo jest wiele podmiotów, które mogą potencjalnie widzieć swój interes w rozkręcaniu atmosfery niechybnej apokalipsy, choć ich pobudki są odmienne, a ich działanie nie jest pewnie skoordynowane. 

Po pierwsze, mamy realne obawy. Nawet krytycy OpenAI czy Anthropica zauważają, że rozwój technologii wymaga poprawy cyberbezpieczeństwa albo lepszej ochrony np. laboratoriów badających niebezpieczne wirusy. Po drugie, mamy Chiny. Niedawno Chen Yixin, szef chińskiego ministerstwa bezpieczeństwa państwowego, opublikował tekst oparty na tezie, że AI może zagrozić trwałości władzy Komunistycznej Partii Chin. Wiadomo też, że Pekin podsyca w USA kampanię sprzeciwu wobec budowy centrów danych. 

Jeśli Chiny oceniają, że USA mają wyraźną, grożącą stabilności reżimu, przewagę w tym sektorze, może im szczególnie zależeć na popularyzacji trzeciego postulatu Amodeiego, czyli „globalnej koordynacji”. Nałożenie ograniczeń na amerykański rozwój pod płaszczykiem odpowiedzialnego, globalnego zarządzania zagrożeniami, na wzór porozumień dotyczących broni nuklearnej, mogłoby być na rękę rządzącym w Państwie Środka.

Podobnie jak podsycanie społecznego niepokoju związanego z technologią będącą kołem zamachowym amerykańskiej gospodarki. 

Po trzecie, mamy motywy samych amerykańskich gigantów AI. Jak zauważył komentator „Wall Street Journal”, w ich narracji o sztucznej inteligencji „doom”, czyli wizje apokalipsy, towarzyszy „boom”, czyli wszechobecne jeszcze chwilę temu opowieści o powszechnym dobrobycie, który przynieść ma technologia. Opowieść o niekontrolowanej, potencjalnie apokaliptycznej maszynie, która stała się tak potężna, że za chwilę może wyrwać się spod kontroli samych twórców, paradoksalnie może być im na rękę, bo jest dowodem na skalę ich sukcesu. Pokazuje nieograniczony potencjał wykorzystania AI, który może być argumentem przyciągającym kolejnych inwestorów. 

Koszty rozwoju AI się nie bilansują

Krytycy gigantów zwracają uwagę, że zgodnie ze starą metodą tworzenia wielkich gospodarczych trustów i faktycznych monopoli żądanie regulacji może być metodą na pozbycie się przyszłej konkurencji, która chcąc osiągnąć poziom OpenAI, Anthropica czy SpaceX, musiałaby przeskoczyć więcej przeszkód – administracyjnych i regulacyjnych. 

Coraz częściej zwraca się też uwagę na to, że model biznesowy, na którym swój wzrost oparli giganci, powoli przestaje się spinać. Trening kolejnych modeli wymaga coraz większych nakładów: energii, mocy obliczeniowej i środków, ale niekoniecznie przekłada się na szybkie zastosowania w gospodarce, które można byłoby zmonetyzować. OpenAI i Anthropic mają wydać w 2026 roku 65 mld dolarów na sam trening nowych modeli, w 2029 roku prognozy mówią już o 250 mld dolarów. Obydwie firmy w błyskawicznym tempie dodają nowych użytkowników, ale wielu analityków zadaje pytanie, czy równie błyskawicznie rosnące koszty zostaną w końcu zbilansowane. 

Zastosowania AI, o których myślą prorocy powszechnego dobrobytu, w których roboty zastępują pracę nawet specjalistów, to ciągle melodia przyszłości, która natrafia na ograniczenia materiałowe i technologiczne. Pojawia się też pytanie o to, czy ciągłe doskonalenie modeli AI jest tym, co realnie przełoży się na wzrost gospodarczy. Nie do wszystkich zadań, w których technologia może pomóc ludziom, niezbędne są najbardziej zaawansowane modele, zdolne rzekomo do rozwiązywania nierozwiązanych do tej pory problemów matematycznych. Biorąc pod uwagę wielkie koszty obliczeniowe, jakich wymagają modele, praca ludzi może być ciągle tańszym rozwiązaniem. 

Wielu, jak choćby mający spory wpływ na wiceprezydenta Vance’a, prawicowy intelektualista Curtis Yarvin, wątpi też w to, czy obecne modele AI są tak potężne, jak twierdzą ich twórcy. Problem polega na tym, że ci, którzy obawiają się scenariusza „apokalipsy AI”, muszą za dobrą monetę brać słowa samych twórców technologii. Niezależnie, po której stronie sporu się znajdujemy, opowieść o niebezpieczeństwach nowej wciąż technologii będzie nam jeszcze towarzyszyć. 

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat