Rośnie napięcie między Turcją a światem zachodnim. Po czystkach będących konsekwencją nieudanego puczu w Turcji - i fali krytyki, jaki spadła na prezydenta Turcji - Erdoğan wszędzie doszukuje się spisków. Teraz narazili się mu włoscy prokuratorzy, którzy oskarżyli jego Bilala o pranie brudnych pieniędzy.
Na szczęście dla młodego Erdoğana przebywa on teraz w Turcji. Gdyby pojawił się we Włoszech, zostałby aresztowany.
Prezydent Turcji nie może jednak darować Rzymowi takiej obrazy. Powiedział, że ewentualne aresztowanie jego syna „mogłoby spowodować problemy w relacjach z Włochami”, i dodał, że włoscy śledczy powinni skupić się na walce z mafią, a nie na ściganiu jego syna.
Spowodowało to natychmiastową reakcję premiera Włoch Matteo Renziego, który ogłosił:
"We Włoszech sędziowie podlegają konstytucji i prawu, nie prezydentowi Turcji. Nazywa się to >>państwem prawa<<”.
35-letni Bilal Erdoğan jest biznesmenem. Po studiach w USA wrócił do Turcji, gdzie zajął się interesami. W 2013 r. stał się jednym z bohaterów skandalu korupcyjnego w Turcji, w który zamieszanych było kilku członków tureckiego rządu. Chodziło m.in. o korupcję, oszustwa, pranie brudnych pieniędzy i przemyt złota. W 2015 r. syn prezydenta Turcji przeniósł się do Włoch - do Bolonii. Tam - jak widać - też nie próżnował.