W niedzielę został Pan wybrany na stanowisko prezesa niezależnego Związku Polaków na Białorusi (ZPB), zastępując p.o. prezesa panią Anżelikę Orechwo. Problemy ze strony białoruskich organów ścigania, prześladowania osób posiadających Kartę Polaka, ataki na polskie szkolnictwo – to tylko część problemów, z jakimi musi się zmagać ZPB. Dlaczego zdecydował się Pan podjąć to wyzwanie?
Jestem członkiem ZPB od dwudziestu lat, w tym czasie pełniłem różne funkcje. W 1995 r. byłem wśród założycieli polskiego stowarzyszenia oświatowego Polska Macierz Szkolna na Białorusi, w 1997 r. klubu sportowego „Sokół”. Od roku 2002 jestem prezesem mińskiego oddziału naszej organizacji. W 2005 r., kiedy władze białoruskie nie uznały zjazdu ZPB i wyboru na prezesa Andżeliki Borys, walczyłem o niezależność Polaków, cztery lata później zostałem wiceprezesem ZPB. Wielokrotnie z powodu swojej działalności społecznej byłem zatrzymywany, aresztowany, przetrzymywano mnie za kratami. Zapewniam, że wiem, z czym się wiąże praca w strukturach ZPB, można powiedzieć, że znam ją od podszewki.
Jakie zadania stoją przed Panem jako nowym szefem Związku?
Swoją działalność oprę na dwóch najważniejszych filarach statutu ZPB, czyli rozwoju polskiej kultury i oświaty. Były one także ważne dla moich poprzedniczek – pani Andżeliki Borys i pani Anżeliki Orechwo. Poza tym na pewno będziemy się starali o legalizację ZPB, o co organizacja zabiega bez skutku od wielu lat. Nie zamierzamy się poddać.
Kiedy odwiedzi Pan Polskę?
Muszę trochę ochłonąć po trudach organizacji niedzielnego zjazdu ZPB w Grodnie. Z powodu oskarżenia przez władze białoruskie o rzekome zniesławienie prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki, Andrzej Poczobut nie mógł wyjeżdżać poza granice Grodna. Sam więc musiałem odwiedzić nasze liczne oddziały w całym kraju, to wymagało dużo czasu i energii. Jak zakończę sprawy bieżące, z pewnością zawitam do ojczyzny.
