Najpierw w internecie rosyjscy blogerzy umieścili drastyczne zdjęcia ciał osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej. Później, już w Polsce, dowiedzieliśmy się, że na wraku rządowego Tu-154M znaleziono ślady trotylu. Jednocześnie coraz mocniej wyczuwa się wpływy rosyjskie w naszym regionie, częściej słychać głosy, że Rosjanom zależy na tym, by Polacy spierali się o śledztwo smoleńskie, by naród był podzielony pod pewnym określonym kątem. Podziela Pan ten pogląd?
Nie jest żadną tajemnicą, że sowieckie, a następnie rosyjskie służby specjalne miały wyodrębnione oddziały specjalizujące się w rozpalaniu nienawiści w narodach. Tworzenie, a następnie pogłębianie podziałów, szczucie jednej grupy społecznej przeciwko innej – to wszystko są klasyczne działania wpisujące się w schemat sowiecki. Podburzanie biednych przeciwko bogatym, jedną grupę narodowościową przeciwko innej. Chciałoby się rzec: ale to już było. I faktycznie było. Posługując się tym mechanizmem, bolszewicy zdobyli władzę w Rosji. Dzisiejsze władze na Kremlu korzystają z ich spuścizny i metod. Wątpię, by w krajach byłego bloku sowieckiego, które są dziś częścią Unii Europejskiej, można było ingerować z taką mocą, jak to ma miejsce np. w Gruzji czy na Ukrainie. Jeżeli jednak Rosja poczyniłaby próby takiej ingerencji w Polsce – to mam nadzieję, że jesteście jako naród na tyle silni, by nie dopuścić obcych do mieszania w waszych wewnętrznych sprawach. Na bieżąco śledzę sytuację, jest bardzo trudna. Cały czas chciałbym jednak wierzyć, że to, co się aktualnie dzieje, jest raczej wynikiem zamieszania i poczucia bezsilności w obliczu katastrofy, która 10 kwietnia 2010 r. dotknęła Polaków.
Czy sądzi Pan, że gdyby polski rząd stanowczo zachował się wobec Rosji tuż po katastrofie i jasno artykułował swoje żądania, domagając się oddania śledztwa wyłącznie w ręce polskie lub jego umiędzynarodowienie, historia potoczyłaby się w zupełnie innym kierunku i moglibyśmy samodzielnie, bez rosyjskiego nadzoru i manipulacji zająć się wyjaśnieniem katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.?
Ludzie, którzy rządzą dziś Rosją, są mistrzami fałszu i cynizmu. Poza tym, władzom Rosji wydaje się, że skoro spore sumy ze sprzedaży ropy i gazu lądują w kremlowskiej skarbonce, to wolno im więcej niż innym. Abstrahując od kwestii smoleńskiej, historia stosunków polsko-rosyjskich jest bardzo trudna, świadomość, że relacje te są drażliwe i bardzo złożone, zobowiązuje. Jeżeli rosyjskim władzom zależałoby na utrzymaniu dobrych relacji z Polską, wychodziłyby naprzeciw polskim żądaniom za każdym razem, gdy pojawiają się jakieś konflikty, gdy zaczynają lecieć iskry. Historia nas uczy, że Rosja wielokrotnie Polskę skrzywdziła. Chociaż z pewnością po stronie rosyjskiej nie brakuje osób, które mają na ten temat inne zdanie. Mimo całej tej wiedzy Moskwa nie jest skłonna do ustępstw. Przynajmniej ja tego typu działań nie widzę. Kreml podtrzymuje dawną strategię. Powiem więcej: osobiście uważam, że Rosja jako państwo Polaków nie lubi z założenia. Trudno to racjonalnie wytłumaczyć, ale tak jest.
W zeszłym tygodniu wystartował Pan ze swoim wideoblogiem. Jednym z pierwszych tematów, jakie Pan na nim skomentował, był film nagrany w pierwszych minutach po katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem. Chodzi o film, na którym słychać dźwięki przypominające strzały z broni palnej. Skąd zainteresowanie właśnie tym wątkiem?
Jeżeli uda nam się udowodnić, że dźwięki zarejestrowane na tym nagraniu są strzałami z broni palnej, film ten będzie miał absolutnie sensacyjne znaczenie w sensie historycznym. Byłby on bowiem dowodem na to, że w miejscu katastrofy dobijano ludzi, którzy z niej ocaleli. Zwykłemu Rosjaninowi nawet ze względów psychologicznych trudno dopuścić do siebie myśl, że Rosja miała udział w katastrofie polskiego samolotu rządowego. Nie urodziliśmy się jednak wczoraj – historia zna wystarczająco dużo przypadków, kiedy władze stały za zbrodniami. W takich sytuacjach z początku mało kto wierzy w taką możliwość, ale dziś z perspektywy konkretnych wydarzeń i czasu udział ludzi z najwyższych szczebli w pewnych sprawach nie budzi wątpliwości. W Rosji wciąż jest żywa pamięć np. o wrześniowych zamachach bombowych na budynki mieszkalne w Bujnaksku, w Moskwie, Wołgodońsku, do których doszło w 1999 r. [Rosja przypisała wówczas dokonanie zamachów Czeczenom i pod pretekstem wojny z „czeczeńskimi terrorystami” rozpętała wojnę – red.].
Opisywał Pan tę misternie utkaną intrygę wspólnie z Aleksandrem Litwinienko w książce „Wysadzić Rosję”. Dowodziliście w niej, opierając się na faktach, że zamachy z 1999 r. były robotą FSB i miały służyć wyłącznie usprawiedliwieniu pacyfikacji Czeczenii. Tak działa Rosja?
Tak było. I trzeba sobie uzmysłowić, że ten schemat w Rosji się nigdy nie zużył. Chciałbym jednak wrócić jeszcze na moment do nagrania z miejsca katastrofy smoleńskiej. Jeżeli przypuszczenia o możliwym udziale rosyjskich władz się potwierdzą, film ten może nas zaprowadzić do kluczowych dla śledztwa wniosków. Z punktu widzenia technicznego udowodnienie Rosji jej związku z katastrofą smoleńską może być trudne, ale mając film ze Smoleńska, można podjąć próbę wyjaśnienia, czy 10 kwietnia, tuż po katastrofie, ktoś dobijał pasażerów nieszczęsnego lotu. Jeżeli takie zajście miało miejsce, to kto pociągał za spust? To nie jest skomplikowane zadanie, każdy śledczy jest w stanie przeprowadzić takie dochodzenie. Mam podstawy, by podejrzewać, że autor nagrania został zamordowany w Kijowie. Ustalenie jego personaliów nie powinno być trudne. Myślę, że zaczynając od tego, wydawałoby się, mało istotnego wątku, można by krok po kroku dojść do rozwikłania bardziej zawiłych spraw. Właśnie dlatego tak dużo uwagi poświęciłem temu nagraniu. Mam przeczucie, że jest ważniejsze, niż niektórym się wydaje.
