Świat się zmienia. Somalijscy piraci również. Teraz właściciele statków porwanych u wybrzeży Somalii oraz firmy, które je ubezpieczają, dostają w swoich siedzibach w Londynie eleganckie listy od piratów. „W związku z przejęciem kontroli nad waszym cennym statkiem przez naszą piracką grupę, chciałbym przekazać właścicielowi pozdrowienia od Pirackiej Grupy Jamala. By bezpiecznie odzyskać swój statek i jego załogę, będą państwo musieli wypełniać nasze polecenia” – list tej treści otrzymał jeden z armatorów tankowca porwanego przez piratów. Kompletnie zaskoczony, pokazał list dziennikarzom agencji Reuters.
„W żadnym wypadku nie próbujemy państwa zastraszyć” – zastrzega się głównodowodzący grupy, Jamal Faahiye Culusow, czyli kapitan piratów. Aby jednak nie było wątpliwości, z jakimi dżentelmenami armator ma do czynienia, list został opieczętowany „Jolly Rogerem”, czyli pirackim symbolem białej czaszki i skrzyżowanych mieczy na czarnym tle.
„Piraci najwyraźniej przeżywają kryzys stylu” – pisze hiszpańska gazeta „ABC”. Ostra kontrakcja społeczności międzynarodowej rzeczywiście doprowadziła do załamania się procederu. „ABC” twierdzi, że w 2008 r. somalijscy piraci mieli 50-procentową skuteczność, tzn. co drugi zaatakowany statek wpadał w ich ręce. Ale w 2011 r. zdobyli tylko 22 ze 187 zaatakowanych statków. W tym roku też odnotowali mnóstwo niepowodzeń, ostatni nieudany atak przeprowadzili 29 czerwca.
