Przygotowania do „procesu stulecia” – jak określają go brazylijskie media – trwały siedem lat. Przesłuchano ponad 600 świadków, akt oskarżenia obejmuje ponad 50 tys. stron. Prokuratura zarzuca 38 politykom, w tym byłym posłom i ministrom rządzącej w Brazylii Partii Pracujących (PT) byłego prezydenta Luiza Inácio Lula da Silvy, że wyprowadzali pieniądze ze spółek publicznych, wyłudzali pożyczki i wypłacali łapówki innym politykom, na których wsparciu im zależało.
Afera „Mensalão” (to portugalskie słowo oznacza „miesięczną wypłatę”) wyszła na jaw w 2005 r. i o mały włos nie doprowadziła do upadku rządu. Lula da Silva rozważał dymisję, podczas gdy opozycja domagała się wszczęcia wobec niego procedury impeachmentu. Według prokuratury członkowie Kongresu, parlamentu Brazylii, należący do ugrupowań związanych z PT, otrzymywali do 12 tys. dol. miesięcznie w zamian za głosowanie za rządowymi ustawami. PT nie miało bowiem po wyborach w 2002 r. wystarczającej większości w Kongresie (partia zdobyła tylko jeden na pięć mandatów), by przeprowadzić reformy.
Według nieoficjalnych szacunków w ciągu zaledwie dwóch lat wypłacono łapówki w wysokości ponad 1,6 mln dol. – To najgorszy wypadek nadużycia funduszy publicznych w historii Brazylii – twierdzi prokurator generalny Roberto Gurgel.
Na ławie oskarżonych zasiadł wczoraj m.in. José Dirceu, były szef gabinetu Lula da Silvy oraz Eduardo „Duda” Mendonca, który w 2002 r. prowadził kampanię wyborczą byłego prezydenta. Niektórzy z oskarżonych wciąż aktywnie działają w polityce. Jednym z nich jest José Genoino, były przewodniczący PT, a dziś doradca w ministerstwie obrony, kolejny to były minister transportu, polityk Partii Liberalnej Anderson Adauto, dziś burmistrz miasta Uberaba. Wszyscy twierdzą, że są niewinni, a oskarżenia są „wymyślone”. – Możliwe, że nie zadeklarowaliśmy części pieniędzy, które zebraliśmy w czasie kampanii wyborczej w 2002 r. Ale korupcja? To bzdura. Nie ma też żadnych dowodów na nadużycie funduszy publicznych i kupowanie głosów – twierdzi obecny przewodniczący PT Rui Falcao.
Proces potrwa co najmniej miesiąc, jeśli nie dłużej, a uczciwość jego wyniku jest wątpliwa. PT z byłym prezydentem na czele wciąż cieszy się bowiem dużym zaufaniem wyborców. Zaledwie rok po wybuchu afery Lula da Silva ponownie został wybrany na prezydenta. Ustąpił dopiero w styczniu 2011 r. Cieszył się wówczas poparciem ponad 85 proc. Brazylijczyków. Na fotelu prezydenckim zastąpiła go Dilma Roussef, która wcześniej pełniła funkcję szefowej jego gabinetu.
– Ludzie przyzwyczaili się do tego, że politycy kradną i oszukują. Polityczne konsekwencje tego procesu będą więc raczej nikłe – tłumaczy Alberto Almeida, brazylijski politolog z think tanku Instituto Análise w Sao Paulo. Według niego pozytywne jest jednak to, że w ogóle do niego doszło. – Rzadko się zdarza, że jakiś polityk trafia na ławę oskarżonych. Podsumowując, można powiedzieć, że dziś bycie skorumpowanym wymaga większego wysiłku i fantazji niż 15 lat temu – podkreśla politolog. W przeszłości można było bowiem jako polityk w Brazylii uniknąć kary nawet za morderstwo. Senator i gubernator stanu Alagoas, Arnon de Mello, w 1963 r. zastrzelił innego senatora. Procesu nie było, sprawa została uciszona.
