Uzbrojeni w automaty Kałasznikowa, małe pistolety maszynowe i ładunki wybuchowe rebelianci odcięli dwie drogi prowadzące do kompleksu, położonego w centralnej dzielnicy Qanawat, i dokonali ataku - podaje Reuters.
"Na miejsce przybyły trzy wozy patrolowe i zostały trafione przez bomby przydrożne w okolicy Bab Sreidży. Widziałem trzy ciała w jednym samochodzie. Inni mówili, że kilkudziesięciu członków służb bezpieczeństwa i Szabbihy (milicji prezydenta Baszara el-Assada) leżało martwych lub rannych wzdłuż ulicy Chalida ibn al-Walida, zanim zabrały ich karetki" - relacjonował.
Inny przywoływany przez Reutera działacz opozycji syryjskiej podał, że rebelianci zdołali przebić się do silnie ufortyfikowanego kompleksu i przechwycili broń, po czym się wycofali. Starcia trwały około godziny.
Walki między syryjskimi siłami rządowymi a rebeliantami toczyły się w nocy z czwartku na piątek w kilku dzielnicach stolicy Syrii, Damaszku - poinformowała organizacja Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie. To już szósty z rzędu dzień starć.
"Walki wybuchły w dzielnicy Kafar Susse na południowym zachodzie (...) oraz w Hadżar el-Aswad" na południu miasta - poinformował szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman.
W obliczu ofensywy rebeliantów w Damaszku wojsko nasiliło działania, atakując po raz pierwszy dzielnicę Qabun na wschodzie miasta. Do dzielnicy wjechało ponad 15 czołgów i transporterów opancerzonych.
W czwartek w całym kraju zginęło 248 osób, co oznacza że dzień ten był najkrwawszym dniem od wybuchu w połowie marca zeszłego roku rewolty przeciwko reżimowi prezydenta Baszara el-Asada. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka od początku konfliktu w Syrii zginęło ponad 17 tys. ludzi, głównie cywilów.

