Na zagraniczne partie polityczne patrzę wyłącznie pod kątem tego, która z nich może rządzić korzystniej dla mojego kraju. Dlatego też nie chciałem zwycięstwa Sarkozy’ego we Francji i nie chcę w 2013 r. wygranej Merkel i CDU w RFN. I z tych samych powodów trzymam kciuki za Republikanów i Mitta Romneya, zmiana lokatora w Białym Domu budzi bowiem nadzieję na bardziej realistyczną politykę USA wobec Rosji.
Apeluję do Polaków z amerykańskimi paszportami, aby – zwłaszcza po tej deklaracji Johna McCaina – poparli w pierwszy wtorek listopada Romneya, a nie Obamę – tak będzie lepiej dla Polski. Tak będzie lepiej dla wyjaśnienia tragedii smoleńskiej.
