Juz dość dawno amerykańscy analitycy sformułowali tezę, że jeśli Obama chce otrzymać reelekcję, to w Ameryce musi przybywać co najmniej 150 tysięcy miejsc pracy miesięcznie. No i w tym roku szło jak z płatka. Przez pierwsze trzy miesiące szło jak z płatka: od stycznia do marca włącznie przybywało w USA 200 tysięcy nowych miejsc pracy miesiąc w miesiąc. Ale kwiecień przyniósł katastrofalny spadek ofert pracy. Przybyło zaledwie 114 tysięcy nowych stanowisk pracy. Jeżeli ta tendencja utrzyma się, oznaczać to będzie, że szanse Barracka Husseina Obamy znacząco spadną na rzecz kandydata Republikanów. Są jednak analizy wskazujące, że nieoceniony Bernanke, szef odpowiednika amerykańskiego Banku Centralnego (jednak z nominacji Obamy) będzie tak chciał rozegrać przedwyborczą jesień, aby przynieść sztuczne ożywienie gospodarcze w ostatnich miesiącach przed listopadowymi wyborami prezydenckimi.
Na razie jednak winda dla Demokratów poszła w dół.