Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Mu­si­my zmie­nić Unię od we­wnątrz

Z Andrásem Benc­si­kiem, re­dak­to­rem na­czel­nym wę­gier­skie­go ty­go­dni­ka „Ma­gy­ar De­mo­kra­ta”, roz­ma­wia­ją Alek­san­dra Ry­biń­ska i Woj­ciech Mu­cha.

Autor:

Z Andrásem Benc­si­kiem, re­dak­to­rem na­czel­nym wę­gier­skie­go ty­go­dni­ka „Ma­gy­ar De­mo­kra­ta”, roz­ma­wia­ją Alek­san­dra Ry­biń­ska i Woj­ciech Mu­cha.

Był Pan współ­or­ga­ni­za­to­rem wiel­kie­go wie­cu po­par­cia dla pre­mie­ra Wę­gier Vik­to­ra Orbána, któ­ry od­był się w stycz­niu w Bu­da­pesz­cie. Na wiec przy­by­ło pra­wie pół mi­lio­na osób. Spo­dzie­wał się Pan ta­kie­go od­ze­wu?

Li­czy­li­śmy co naj­wy­żej na 100 tys. osób. To, że ty­lu lu­dzi przy­szło na wiec zu­peł­nie spon­ta­nicz­nie, by­ło dla nas wiel­kim za­sko­cze­niem. Chcie­li­śmy od­po­wie­dzieć na kry­ty­kę pre­mie­ra Vik­to­ra Orbána pły­ną­cą nie­prze­rwa­nie z Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go i za­gra­nicz­nych me­diów. Zna­ny pra­wi­co­wy wę­gier­ski pu­bli­cy­sta Zsolt Bay­er na­pi­sał wcze­śniej ar­ty­kuł, któ­ry no­sił ty­tuł „Dość te­go! Trze­ba wyjść na uli­ce!”. To nas za­chę­ci­ło do dzia­ła­nia. Tuż po uka­za­niu się ar­ty­ku­łu spo­tka­li­śmy się, my, czy­li gru­pa pra­wi­co­wych wę­gier­skich in­te­lek­tu­ali­stów, i po­sta­no­wi­li­śmy zor­ga­ni­zo­wać de­mon­stra­cję po­par­cia dla pre­mie­ra. Po­nie­waż ta­kie de­mon­stra­cje trze­ba wcze­śniej zgło­sić na po­li­cji, na­pi­sa­łem ma­ila i po­pro­si­łem o zgo­dę. W tym cza­sie aku­rat wie­le le­wi­co­wych ugru­po­wań or­ga­ni­zo­wa­ło an­ty­rzą­do­we wie­ce. Chcia­łem mieć pew­ność, że aku­rat w ten dzień nikt nie za­bie­rze nam uli­cy. Gdy do­sta­li­śmy po­twier­dze­nie, że mo­że­my zor­ga­ni­zo­wać wiec, opu­bli­ko­wa­łem apel, w któ­rym na­pi­sa­łem: „Spo­tkaj­my się na pla­cu Bo­ha­te­rów i rusz­my w kie­run­ku par­la­men­tu”. Po­pro­si­łem, by lu­dzie wzię­li ze so­bą zni­cze al­bo świe­ce.

I lu­dzie przy­szli.
Ni­gdy wcze­śniej nie or­ga­ni­zo­wa­łem de­mon­stra­cji i zu­peł­nie nie wie­dzia­łem, jak się to ro­bi. To, co na­pi­sa­łem w ape­lu, pły­nę­ło z ser­ca. Te­raz, pa­trząc na to wszyst­ko z per­spek­ty­wy cza­su, je­stem pe­wien, że wszyst­kie na­sze dzia­ła­nia by­ły z na­tchnie­nia Du­cha Świę­te­go. Uli­ca An­dras­sy, od pla­cu Bo­ha­te­rów do sa­me­go koń­ca ma 3 km dłu­go­ści. Czę­sto od­by­wa­ją się tam de­mon­stra­cje, ale żad­na ni­gdy nie wy­peł­ni­ła uli­cy po sa­me brze­gi. Pod­czas na­sze­go wie­cu by­ło tam ty­le lu­dzi, że gdy­by ktoś upu­ścił igłę, nie upa­dła­by na zie­mię. Nikt te­go nie prze­wi­dział. By­ło nam to da­ne przez Opatrz­ność.

Czy to ozna­cza, że Orbán cie­szy się, mi­mo kry­ty­ki, du­żym po­par­ciem w wę­gier­skim spo­łe­czeń­stwie?
Gdy od­był się nasz wiec, kam­pa­nia prze­ciw­ko Orbáno­wi trwa­ła już wie­le ty­go­dni. Cią­gle od­by­wa­ły się pro­te­sty, co mia­ło spra­wić wra­że­nie, że Wę­grzy nie są z nie­go za­do­wo­le­ni. Lu­dzie wzię­li to do sie­bie i po­sta­no­wi­li po­ka­zać, że jest ina­czej.

Jed­nak od chwi­li zwy­cię­stwa Fi­de­szu w wy­bo­rach trze­ba bro­nić Orbána. Jak tłu­ma­czy Pan tę wro­gość wo­bec pre­mie­ra, nie tyl­ko na ze­wnątrz, ale tak­że we­wnątrz kra­ju?
Mo­im zda­niem Unia Eu­ro­pej­ska w swo­jej obec­nej po­sta­ci jest wy­pa­czo­na. Nie kie­ru­je się już war­to­ścia­mi, któ­re przy­świe­ca­ły oj­com za­ło­ży­cie­lom. Kie­ru­ją nią mię­dzy­na­ro­do­we kon­cer­ny i fi­nan­sje­ra, któ­re nie­na­wi­dzą pa­trio­ty­zmu i war­to­ści chrze­ści­jań­skich. Chciał­bym przy­to­czyć przy­kład z me­dy­cy­ny: gdy le­ka­rze prze­szcze­pia­ją ko­muś ner­kę, to po­da­ją mu le­ki im­mu­no­su­pre­syj­ne, by or­ga­nizm nie od­rzu­cił prze­szcze­pu. Oto fi­lo­zo­fia, któ­ra przy­świe­ca li­be­ral­nym po­li­ty­kom. Trze­ba za­blo­ko­wać sys­tem im­mu­no­lo­gicz­ny na­ro­dów, by no­wa glo­ba­li­stycz­na ide­olo­gia się w nich przy­ję­ła. Wma­wia się lu­dziom, że nie są już Po­la­ka­mi ani Wę­gra­mi, tyl­ko Eu­ro­pej­czy­ka­mi. W tym za­bie­gu prze­szka­dza Orbán, bo on for­su­je pa­trio­tyzm.

Sprze­ciw jest tak­że dość du­ży na sa­mych Wę­grzech. Kim są te śro­do­wi­ska, któ­re or­ga­ni­zu­ją pro­te­sty i skar­żą się na brak de­mo­kra­cji?
To są po­zo­sta­ło­ści po po­przed­nim sys­te­mie ko­mu­ni­stycz­nym. Ci lu­dzie utra­ci­li swo­je przy­wi­le­je i bar­dzo trud­no jest im się z tym po­go­dzić. Jest ich ma­ło, ale ma­ją za so­bą część me­diów i sze­ro­kie po­par­cie w Unii Eu­ro­pej­skiej.

Ja­ką ro­lę w suk­ce­sie Fi­de­szu i Orbána ode­gra­ły ru­chy spo­łecz­ne?
Kil­ka dni te­mu pe­wien ul­tra­li­be­ral­ny po­li­tyk, Pe­ter Ro­na, udzie­lił wy­wia­du ga­ze­cie „168 ora” („168 go­dzin” – red.), w któ­rym po­wie­dział, że An­ge­la Mer­kel bar­dzo chęt­nie ma­ni­pu­lu­je po­li­ty­ka­mi ma­łych państw UE, do­bie­ra so­bie na­wet pre­mie­rów. Twier­dził tak­że, że kanc­lerz Nie­miec chcia­ła wy­mie­nić Orbána, bo uwa­ża, że pro­wa­dzi po­li­ty­kę na­cjo­na­li­stycz­ną, któ­ra jest nie do przy­ję­cia dla UE. Ro­na za­ape­lo­wał do niej, by zre­zy­gno­wa­ła z te­go po­my­słu, bo pół mi­lio­na Wę­grów na uli­cach Bu­da­pesz­tu do­wio­dło, że to zły po­mysł. Fi­desz zo­stał stwo­rzo­ny przez ruch spo­łecz­ny, lo­kal­ne sto­wa­rzy­sze­nia i or­ga­ni­za­cje po­za­rzą­do­we. Suk­ces Orbána jest więc suk­ce­sem zwy­kłych Wę­grów, a gło­so­wi uli­cy nie da się ni­cze­go prze­ciw­sta­wić.

Je­śli Orbán ma jed­nak aż tak sze­ro­kie po­par­cie w spo­łe­czeń­stwie, to dla­cze­go usi­łu­je się do­sto­so­wać do kry­ty­ki pły­ną­cej z UE. Po­pra­wia usta­wy kwe­stio­no­wa­ne przez Ko­mi­sję Eu­ro­pej­ską i usi­łu­je za­ła­go­dzić spór. Czy to jest wła­ści­wa re­ak­cja na cią­głe upo­ko­rze­nia?
Spo­łe­czeń­stwo wę­gier­skie jest w sta­nie bar­dzo du­żo znieść. Szcze­gól­nie te­raz, gdy je­ste­śmy świa­do­mi na­szej si­ły. Uda­ło się za­mknąć pe­wien etap na­szej hi­sto­rii, etap ko­mu­ni­zmu i post­ko­mu­ni­zmu, i roz­po­czy­na­my zu­peł­nie no­wy roz­dział. W cza­sie Wio­sny Lu­dów w 1848 r. Szan­dor Pe­to­fi po­wie­dział: „Wię­cej nie bę­dzie­my nie­wol­ni­ka­mi!”. My pod­ję­li­śmy to ha­sło i mó­wi­my: „Ni­gdy wię­cej nie bę­dzie­my ko­lo­nią!”. Mu­si­my wal­czyć dziś o to sa­mo, o co wal­czy­li na­si przod­ko­wie, o wol­ność. Przez osiem ostat­nich lat ży­li­śmy w post­ko­mu­nie. By­ło nam bar­dzo cięż­ko. Te­raz da­lej ma­my pod gó­rę. Mi­mo te­go nie chce­my opu­ścić Unii Eu­ro­pej­skiej. Bo ta Eu­ro­pa jest na­sza. Ale chce­my zmie­nić Unię Eu­ro­pej­ską od we­wnątrz. Nie ma in­ne­go wyj­ścia. Trze­ba zmie­nić tak­że me­dia w UE, zdo­mi­no­wa­ne przez le­wi­cę oraz bruk­sel­ską biu­ro­kra­cję, któ­ra unie­moż­li­wia wol­ne dzia­ła­nie po­je­dyn­czych państw.

Szcze­gól­ny sprze­ciw wy­wo­ła­ła no­wa wę­gier­ska kon­sty­tu­cja, któ­ra we­szła w ży­cie 1 stycz­nia, za­stę­pu­jąc kon­sty­tu­cję z 1949 r. We­dług wę­gier­skiej opo­zy­cji i licz­nych or­ga­ni­za­cji po­za­rzą­do­wych, w tym Amne­sty In­ter­na­tio­nal, jest sprzecz­na z pra­wa­mi czło­wie­ka. Jak Pan to tłu­ma­czy?
Na­sza kon­sty­tu­cja za­czy­na się od słów: „Bo­że bło­go­sław Wę­gry”. To prze­szka­dza le­wi­co­wym śro­do­wi­skom i jak wi­dać Bruk­se­li. My czu­je­my się bli­scy in­nym eu­ro­pej­skim na­ro­dom, ale nie unij­nej nad­bu­do­wie, któ­ra two­rzy sa­ma swo­ją wła­sną biu­ro­kra­cję i usi­łu­je wy­trze­bić z ży­cia spo­łecz­ne­go pod­sta­wo­we war­to­ści mo­ral­ne, ta­kie jak wia­ra, ro­dzi­na i oj­czy­zna. Te war­to­ści są za­war­te w na­szej no­wej kon­sty­tu­cji, któ­ra od­wo­łu­je się do „Ko­ro­ny Wę­gier­skiej, a tak­że za­wie­ra m.in. za­pis o ochro­nie ży­cia po­czę­te­go oraz de­fi­niu­je mał­żeń­stwo ja­ko zwią­zek ko­bie­ty i męż­czy­zny. No­wa kon­sty­tu­cja zmie­ni­ła rów­nież na­zwę kra­ju z Re­pu­bli­ki Wę­gier­skiej na Wę­gry i de­fi­niu­je fo­rin­ta ja­ko wa­lu­tę na­ro­do­wą, czym od­da­la moż­li­wość przy­stą­pie­nia do  eu­ro­stre­fy. Nie wiem, w ja­ki spo­sób to jest an­ty­de­mo­kra­tycz­ne. Na pew­no prze­szka­dza jed­nak le­wi­co­wym śro­do­wi­skom, a te do­mi­nu­ją w Eu­ro­pie.

Co do­pro­wa­dzi­ło do tych zmian na Wę­grzech i ze­rwa­nia z po­przed­nim sys­te­mem ko­mu­ni­stycz­nym? Ka­ta­stro­fa eko­no­micz­na wy­wo­ła­na przez le­wi­cę? Czy do­szło do rze­czy­wi­stej zmia­ny świa­do­mo­ści w spo­łe­czeń­stwie?
Frie­drich Nie­tz­sche miał ta­kie po­wie­dze­nie: „Co nas nie za­bi­je, to nas wzmoc­ni”. Po­przed­ni le­wi­co­wy pre­mier Fe­renc Gy­urc­sa­ny, w chwi­li gdy po raz dru­gi wy­grał wy­bo­ry, ru­szył od ra­zu z ba­tem na na­ród. To by­ło w 2006 r., na je­sie­ni. Sy­tu­acja eko­no­micz­na by­ła dra­ma­tycz­na. Wę­gier­skie ra­dio ujaw­ni­ło wte­dy wy­po­wiedź Gy­urc­sa­ny­ego z za­mknię­te­go spo­tka­nia par­tii, któ­re od­by­ło się w ma­ju. Przy­znał się w nim do za­kła­my­wa­nia in­for­ma­cji o sta­nie go­spo­dar­ki pod­czas kam­pa­nii wy­bor­czej. Wy­wo­ła­ło to pro­te­sty, któ­re ka­zał stłu­mić si­łą. Dwa la­ta póź­niej w 50. rocz­ni­cę re­wo­lu­cji wę­gier­skiej tak­że wy­słał po­li­cję na uli­ce, któ­ra strze­la­ła do pro­te­stu­ją­cych. By­li to nie­win­ni lu­dzie, któ­rzy zna­leź­li się w sy­tu­acji przy­po­mi­na­ją­cej wa­run­ki ko­mu­ni­stycz­ne. By­li pa­ło­wa­ni, aresz­to­wa­ni. Nie ro­zu­mie­li, o co cho­dzi. Stra­ci­li grunt pod no­ga­mi. Gdy­by Orbán wte­dy wy­wo­łał re­wo­lu­cję, lu­dzie po­szli by za nim. My nie wie­rzy­my jed­nak w prze­moc. Po­sta­no­wi­li­śmy, za­ci­ska­jąc zę­by, w pa­syw­nym opo­rze wy­trzy­mać do na­stęp­nych wy­bo­rów. To da­ło lu­dziom czas, by zro­zu­mieć, w ja­kiej są sy­tu­acji i sa­mo­dziel­nie zmie­nić po­glą­dy. Ko­mu­ni­ści, któ­rzy wte­dy mie­li w rę­kach wszyst­kie me­dia, już wte­dy, w 2008 r., za­czę­li prze­strze­gać przed Fi­de­szem i Orbánem. Wie­dzie­li, że prze­gra­ją, więc usi­ło­wa­li choć­by zmniej­szyć wy­gra­ną Fi­de­szu, by par­tia nie uzy­ska­ła 2/3 więk­szo­ści w par­la­men­cie. Na­zy­wa­li Orbána ty­ra­nem, dyk­ta­to­rem. Lu­dzie nie da­li się jed­nak na­brać.

Te­raz, je­że­li do­brze zro­zu­mia­łam, me­dia nie są już wy­łącz­nie le­wi­co­we. W ży­cie we­szła no­wa usta­wa me­dial­na. I znów sły­chać gło­sy kry­ty­ki, że nisz­czy ona plu­ra­lizm, że jest an­ty­de­mo­kra­tycz­na, że na­stą­pi­ła zbyt du­ża kon­cen­tra­cja me­diów w tych sa­mych, bli­skich Orbána, rę­kach. Czy Orbán bie­rze od­wet i le­wi­co­we me­dia są na Wę­grzech tę­pio­ne?
Wręcz prze­ciw­nie. Wciąż mu­si­my wal­czyć o me­dial­ną rów­no­wa­gę, bo le­wi­co­we me­dia, jak na ra­zie, wciąż są w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści. Dam przy­kład, choć­by z dzie­dzi­ny kul­tu­ry. W Bu­da­pesz­cie jest oko­ło 30 te­atrów. Na cze­le jed­ne­go z nich stoi ak­tor, któ­ry za­de­kla­ro­wał, że jest pa­trio­tą i kon­ser­wa­ty­stą, i chce wy­sta­wiać wy­łącz­nie sztu­ki wę­gier­skich au­to­rów. Na­tych­miast ode­zwał się chór le­wa­ków od No­we­go Jor­ku po Bu­da­peszt, że to jest wy­ra­zem orbánow­skiej dyk­ta­tu­ry, a ten bied­ny dy­rek­tor te­atral­ny jest an­ty­se­mi­tą oraz na­cjo­na­li­stą. To oczy­wi­ście bzdu­ra. Jest u nas ta­ki an­ty­orbánow­ski ruch, któ­ry po­wstał, gdy usta­wa me­dial­na zo­sta­ła uchwa­lo­na w par­la­men­cie. Na­zy­wa się „Mi­lion lu­dzi w obro­nie wol­no­ści me­diów”. Jest ich oczy­wi­ście mniej, ja­kieś 100 tys., ale ma­ją du­że wspar­cie na Za­cho­dzie. Nie ma­ją cze­go się cze­piać, więc ro­bią ha­łas.

Wie­lu lu­dzi, tak­że na Wę­grzech, mó­wi o po­wią­za­niach Fi­de­szu ze skraj­nie pra­wi­co­wym Job­bi­kiem. Wy­wo­łu­je to du­ży nie­po­kój, szcze­gól­nie bio­rąc pod uwa­gę bar­dzo ne­ga­tyw­ny sto­su­nek Job­bi­ku do Ro­mów i in­nych mniej­szo­ści. Moż­na tu mó­wić o po­li­tycz­nej współ­pra­cy?
Po­li­ty­ka i ide­olo­gia Job­bi­ku jest bar­dzo od­da­lo­na od Fi­de­szu, tak sa­mo od­da­lo­na jak ide­olo­gia so­cja­li­stów. Job­bik zresz­tą nie­ustan­nie ata­ku­je Fi­desz i Orbána. Jest mu bli­żej do so­cja­li­stów, z któ­ry­mi czę­sto ra­zem wy­stę­pu­je.

Ja­ki jest sto­su­nek Orbána do Ro­sji? Rząd Gy­urc­sa­nyego pod­pi­sał umo­wę z Ro­sją na bu­do­wę z Gaz­pro­mem ga­zo­cią­gu So­uth Stre­am. Czy Orbán ma za­miar wy­co­fać się z tej umo­wy, czy rów­nież bę­dzie pro­wa­dził po­li­ty­kę pro­ro­syj­ską?
Je­śli do­brze wiem, sto­su­nek obec­ne­go wę­gier­skie­go rzą­du do Ro­sji jest neu­tral­ny, ani po­zy­tyw­ny, ani ne­ga­tyw­ny. Szcze­rze mó­wiąc, ma­my jed­nak bar­dziej kry­tycz­ny sto­su­nek do USA, któ­re po­dob­nie jak UE cią­gle nas ata­ku­ją i po­ucza­ją. Ame­ry­kań­ski im­pe­ria­lizm wy­rzą­dza nam, krót­ko mó­wiąc, więk­szą szko­dę. Se­kre­tarz sta­nu USA Hil­la­ry Clin­ton w wy­sła­nym pod ko­niec grud­nia li­ście upo­mnia­ła Orbána, by re­for­my do­ko­ny­wa­ne by­ły przy za­cho­wa­niu swo­bód i rów­no­wa­gi. Ame­ry­ka­nie chcą się do wszyst­kie­go wtrą­cać. Za cza­sów Ja­no­sa Ka­da­ra mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych ZSRR nie wtrą­cał się do te­go stop­nia do na­szych we­wnętrz­nych spraw jak dzi­siaj USA. Ame­ry­kań­skie agen­cje ra­tin­go­we do­dat­ko­wo nam wy­rzą­dza­ją szko­dę, ata­ku­jąc i osła­bia­jąc fo­rin­ta.

Jak ma wy­glą­dać za­po­wie­dzia­na przez Orbána lu­stra­cja i któ­re in­sty­tu­cje ma ob­jąć? O ile nam wia­do­mo, ma ob­jąć MSW, ale już nie mi­ni­ster­stwo spraw za­gra­nicz­nych. Dla­cze­go?
Za­wsze by­łem zwo­len­ni­kiem te­go, by sprzą­tać od gó­ry i naj­pierw usu­nąć nie tych, któ­rzy w cza­sach ko­mu­ni­stycz­nych pod­pi­sa­li umo­wę o taj­ną współ­pra­ce ze służ­ba­mi, tyl­ko ich zle­ce­nio­daw­ców. Tych, któ­rzy wy­da­li roz­kaz. To jest ta­kie pro­wo­ka­cyj­ne py­ta­nie: kto jest gor­szym prze­stęp­cą, ten, któ­ry wy­dał roz­kaz po­li­cji strze­la­nia do pro­te­stu­ją­ce­go tłu­mu, czy ten, kto w 1983 r., kie­dy by­ła jesz­cze ko­mu­ni­stycz­na dyk­ta­tu­ra, do­no­sił na są­sia­da. Je­że­li jest w do­mu choć­by odro­bi­na bru­du, to nie moż­na po­wie­dzieć, że jest po­sprzą­ta­ny. Ale dom sprzą­ta się od gó­ry w dół. Kwe­stia lu­stra­cji nie jest u nas za­mknię­ta, tyl­ko wciąż dys­ku­to­wa­na i je­stem pe­wien, że znaj­dzie się do­bre roz­wią­za­nie.

15 mar­ca w Bu­da­pesz­cie, pod­czas świę­ta na­ro­do­we­go, do­szło do sztur­mu na bu­dy­nek MFW. Do­ko­na­li go m.in. neo­na­zi­ści z Na­tio­nal Re­si­stan­ce i Ma­gy­ar Gar­da. Ja­kim po­par­ciem spo­łecz­nym cie­szą się ra­dy­kal­nie pra­wi­co­we pa­ra­mi­li­tar­ne or­ga­ni­za­cje na Wę­grzech?
Dzię­ki Bo­gu nie­wiel­kim. Oni po­tra­fią je­dy­nie ro­bić za­dy­mę. 15 mar­ca sta­li­śmy po dru­giej stro­nie mo­stu łań­cu­cho­we­go i wi­dzie­li­śmy, jak Po­la­cy nim prze­cho­dzą. Ubo­ga star­sza pa­ni przy­szła do mnie i da­ła mi jabł­ka, któ­re chcia­ła po­da­ro­wać Po­la­kom. Po­wie­dzia­łem jej, że je­ste­śmy za­ję­ci i że ja nie mo­gę roz­da­wać tych ja­błek i za­pro­po­no­wa­łem, by sta­nę­ła na po­cząt­ku mo­stu i sa­ma to zro­bi­ła. Za nią przy­szła na­stęp­na sta­rusz­ka z tac­ką peł­ną cia­stek i męż­czy­zna z chle­bem. Chciał­bym po­pro­sić wa­szych czy­tel­ni­ków, by po­trak­to­wa­li to wszyst­ko ja­ko dar ser­ca, jak ka­wa­łek Wę­gier, któ­rym chcie­li­śmy się z ni­mi po­dzie­lić. Je­ste­śmy wam bar­dzo wdzięcz­ni za wa­sze wspar­cie.            


Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat