Niejasne prawo przyznawania tzw. honorowej emerytury wywołało spór prawny o to, czy zmuszonemu do rezygnacji Wulffowi na pewno należy się to prezydenckie wynagrodzenie. Zgodnie z obowiązującą ustawą o uposażeniu emerytalnym prezydenta Niemiec z 1953 r. głowie państwa przysługuje dożywotnia pensja nawet w wypadku przedterminowego ustąpienia z urzędu, ale powinno to nastąpić z przyczyn politycznych lub zdrowotnych.
Osią sporu o emeryturę Wulffa stała się więc przyczyna jego odejścia z urzędu. Co prawda, zrezygnował sam, ale nikt nie ma wątpliwości, że został do tego kroku zmuszony. Groziły mu zarzuty prokuratury, a parlament najprawdopodobniej i tak odebrałby mu immunitet. Dlatego wielu prawników jest zdania, że ze względu na okoliczności rezygnacji honorowa emerytura mu się nie należy.
Profesor prawa międzynarodowego Hans Herbert von Arnim z Wyższej Szkoły Administracji w Speer twierdzi, że Christian Wulff nie porzucił Pałacu Bellevue ani z powodów politycznych, ani zdrowotnych i dlatego nie powinien otrzymywać honorowej emerytury.
- Wulff zrezygnował z urzędu z czysto prywatnych powodów - stwierdził Herbert von Arnim.
Jednak oficjalny komunikat wydany przez urząd prezydencki tłumaczy rezygnację Wulffa pobudkami politycznymi.
Wśród osób, które podjęły decyzję o przyznaniu Wulffowi honorowej emerytury, był – jak wykrył „Bild Zeitung" – Andreas Wegend, jego bliski współpracownik zarówno z czasu prezydentury, jak i z okresu jego premierostwa w Dolnej Saksonii. Przy czym przy podpisywaniu stosownych dokumentów dopuszczono się pewnego wybiegu. Aby uniknąć podejrzeń o kumoterstwo, pod zgodą na decyzji o przyznaniu emerytury dla Wulffa zamiast Wegenda podpisała się jego zastępczyni.
Ponad 90 proc. Niemców jest zdania, że Wulff nie zasługuje na tę dożywotnią pensję. Także większość mediów dość krytycznie ocenia przyznanie honorowego świadczenia byłemu prezydentowi. Przywilej ten nie ogranicza się do korzyści finansowych, ale przewiduje również przydzielenie byłej głowie państwa m.in. samochodu służbowego, prywatnego asystenta i ochrony.
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
