Iran znów grozi USA. Wczoraj dowódca sił zbrojnych Iranu Ataollah Salehi ostrzegł Amerykanów, że „podejmie działania”, jeśli ich lotniskowiec wróci do Zatoki Perskiej. Czy czeka nas eskalacja konfliktu?
Sytuacja jest coraz bardziej napięta. Gróźb, które Teheran stosuje od dawna do wewnętrznych celów propagandowych, nie traktowałbym jednak zbyt poważnie. To retoryka, nic więcej.
Mimo zapowiedzi, jak dotąd, Iran nie zamknął cieśniny Ormuz. Nie zależy im na eskalacji konfliktu. Chce wrócić do przerwanych ponad rok temu negocjacji nad swoim programem nuklearnym. Wielu polityków zarówno w USA, jak i w Izraelu, ma tych w gruncie rzeczy jałowych rozmów dość. Wolą raz na zawsze zażegnać spór, nawet jeśli będzie to wymagało użycia siły. Dlaczego? Bo chcą przeszkodzić Iranowi w skonstruowaniu broni atomowej. To wymaga prewencyjnego uderzenia. Nie ma powodu tracić czasu na kolejne rozmowy. Jeśli Iran już ma broń atomową, to negocjacje tym bardziej nie mają sensu. Na dodatek irańskie władze nadal uporczywie twierdzą, że nie ma o czym rozmawiać, bo rzekomo ich program nuklearny służy wyłącznie celom pokojowym.
UE i Francja chcą nałożyć kolejne sankcje na Iran. Jako sposób na powstrzymanie irańskiego programu atomowego okazały się one jak dotąd mało skuteczne. Co mogą przynieść następne?
To zawsze lepsze niż bezczynność w chwili, gdy reżim w Teheranie zachowuje się irracjonalnie. Cały problem irańskich władz polega na tym, że nie mogą okazać słabości, bo opierają się na propagandzie militarnej siły. W kraju toczy się konflikt między prezydentem Mahmudem Ahmadineżadem a mułłami, a w szczególności duchowym przywódcą ajatollahem Alim Chameneim. Wewnętrzny spór najłatwiej przykryć agresywną retoryką. Na dodatek zbliżają się wybory parlamentarne, a siły opozycyjne, przy wsparciu USA, wywierają w związku z tym coraz większą presję na władzach. Kraj znalazł się zatem pod podwójną presją: zewnętrzną i wewnętrzną. To kreuje wybuchową sytuację i powoduje, że reżim, w kleszczach, miota się od ściany do ściany.
Irańska waluta po ogłoszeniu kolejnych amerykańskich sankcji na irański sektor finansowy i eksport ropy znów się osłabiła. Czy te posunięcia amerykańskiej administracji nie wpędzą w końcu Teheranu w ślepy zaułek, zmuszając do agresywnej odpowiedzi?
Moim zdaniem to wszystko skończy się militarną konfrontacją, wcześniej czy później. W zasięgu irańskiego arsenału nie ma żadnych amerykańskich celów, więc konfrontacja, jeśli do niej dojdzie, rozegra się w Zatoce Perskiej. To nie byłoby korzystne, bo sytuacja wielu krajów w regionie nie jest zbyt stabilna. Wystarczy spojrzeć na Syrię, Irak czy Afganistan. Jeśli więc dojdzie do tej konfrontacji – na mniejszą skalę – cały region stanie w płomieniach.
