Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Wiek dyktatorów. Władcy tego świata

Sceny z Korei Północnej, które niedawno oglądaliśmy, każą się zastanawiać nad tym, jak głęboko mogą upodlić człowieka systemy polityczne.

Autor:

Sceny z Korei Północnej, które niedawno oglądaliśmy, każą się zastanawiać nad tym, jak głęboko mogą upodlić człowieka systemy polityczne. Oto bowiem w kraju, w którym na 23 mln mieszkańców 1,2 mln jest przymusowo wcielonych do armii, setki tysięcy są więzione w obozach koncentracyjnych, a miliony głodują, w jednej z najkrwawszych i najbardziej okrutnych dyktatur, jakie znała historia, zobaczyliśmy łzy i demonstracje rozpaczy po śmierci władcy. Przypomniało to podobne sceny, które rozgrywały się, gdy umarł Stalin. Ale takich „Ukochanych Wodzów Narodu” było w historii więcej.

Ubóstwienie przywódców znała już starożytność. Pamiętamy wszyscy boskie tytuły rzymskich cezarów, którzy jednak, z właściwym Rzymianom rozsądkiem, nie traktowali się do końca poważnie w roli bogów. Już wtedy zaznaczyła się tu zresztą różnica kulturowa w porównaniu ze Wschodem, gdzie władcy, aby udowodnić swoją boską moc, nie wahali się przed największymi okrucieństwami i masowymi zbrodniami.

Fałszywe bóstwa

Rozpowszechnienie się chrześcijaństwa w Europie położyło kres zapędom rządzących do przypisywania sobie boskości. Władcy chrześcijańscy występowali w roli tych, których władzą obdarzył Bóg, więc choć dysponowali Jego namaszczeniem, to ich status się obniżył. Byli wprawdzie pośrednikami między niebem a ziemią, ale pozostawali zwykłymi śmiertelnikami.

Jednak w wielu innych kulturach traktowanie władców jako bóstw trwało cały czas. Wystarczy sięgnąć po tak odległe od siebie przykłady, jak Chiny rządzone przez cesarzy, których najważniejszym tytułem był „Syn Nieba”, czy państwo Inków, którego królowie również przyznawali sobie boskie pochodzenie i nazywali się „Dziećmi Słońca”.

W Europie, po osłabieniu chrześcijaństwa w okresie oświecenia, wiek XX stał się ponownie czasem ubóstwianych władców. Miejsce, z którego wyrzucono Boga, nie pozostało długo puste. Dwa totalitaryzmy, które odcisnęły tak wyraźne piętno na historii kontynentu, powróciły do konceptu boskiego charakteru przywódcy. W wypadku III Rzeszy objawiało się to w obdarzaniu Führera takimi nadprzyrodzonymi cechami, jak nieomylność czy niezwyciężoność. Co na szczęście zostało szybko i brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość.

Bogowie komunizmu

W komunizmie, choć teoretycznie miał to być system „naukowy” i ateistyczny, kult władców rozwinął się do niebywałych rozmiarów, przerastając wszystko, co znała historia ludzkości. I – jak pokazuje przykład Korei Północnej – trwa do dziś.

Pierwszym ubóstwionym komunistycznym władcą był Lenin. Ten przebiegły, bezwzględny i niestety skuteczny polityk, który rządził krótko, gdyż szybko zmarł z powodu kiły, wydawał się nie najlepszym kandydatem na bożka. A jednak, dzięki charakterystycznemu dla czasów najnowszych połączeniu masowej propagandy z terrorem, udało się to nadspodziewanie skutecznie.

Budowanie kultu zaczęło się natychmiast po jego śmierci od przygotowania mumii Lenina, aby zachować widzialny przedmiot kultu. Tradycję tę zresztą przejęli kolejni tyrani, a jej ośrodkami były mauzolea, czyli namiastki świątyń ze szczątkami Mao, Ho Chi Minha czy Kim Ir Sena, które stały się charakterystycznym elementem architektury komunistycznych stolic.

Kult Lenina, później kopiowany przez innych, miał wszelkie cechy namiastki religii. W centrum każdego miasta czy miejscowości stał jego pomnik. Jego imię nadawano miastom i ulicom. Sławili go artyści, także w dziełach przedstawiających „dzieciątko Lenin”. Wszędzie wisiały jego portrety. Rytualną cześć oddawano mu podczas każdej uroczystości państwowej i w każdym przemówieniu. A najpopularniejsze chyba hasło: „Idee Lenina wiecznie żywe”, było hołdem oddanym przez ateizm wierze w autentyczną nieśmiertelność, której nie udało się wykorzenić z ludzkiej duszy.

Kult Stalina różnił się od leninowskiego niektórymi szczegółami i natężeniem. Przede wszystkim czczono żywego tyrana, więc hołdy były intensywniejsze. Poeci nazywali go „lokomotywą historii”, „słońcem narodów”, czy „uniwersalnym geniuszem”. Czczono go na całym świecie – Picasso namalował jego wyidealizowany portret.
Masowy kult Stalina upadł dosyć szybko po jego śmierci, gdy jego następcy, w ramach rozgrywek wewnątrzpartyjnych ujawnili część przestępstw i okrucieństw, których się dopuścił. Kult Lenina trwał znacznie dłużej. Dopiero w czasach pieriestrojki Gorbaczowa zaczęto badać i upubliczniać jego zbrodnie. Mimo to wyznawców obu dyktatorów można znaleźć do dziś. I to bynajmniej nie tylko w Rosji, ale również wśród lewicowych zachodnich intelektualistów.

Słońca Wschodu

Po śmierci Stalina centrum komunistycznego kultu przeniosło się do Azji. W Europie mieliśmy jeszcze kilku epigonów, przede wszystkim „geniusza Karpat” w Rumunii, jednak tu system wyraźnie się wycofywał. W Azji natomiast w latach 60. i 70. miał się świetnie w maoistowskich Chinach, Wietnamie i Korei Północnej. Dziś pseudoreligijne przeżytki komunizmu można obserwować w czystej postaci już tylko w Korei.

Ile w histerycznie łkających na ulicach Phenianu milionach ludzi jest autentycznej rozpaczy? Jeśli przypomnimy sobie podobne reakcje po śmierci Stalina, to zapewne niewiele. Choć z drugiej strony nie można nie doceniać stopnia zindoktrynowania społeczeństwa, w którym już trzecie pokolenie wyrasta w całkowitej izolacji od świata, w warunkach totalnego panowania państwa, terroru i wszechobecnej propagandy.

W Korei partia ściśle poddała życie obywateli od narodzin do śmierci oficjalnej ideologii, której osią jest kult wodza. Wszystkie instytucje służą budowaniu i wymuszaniu czci dla założyciela dynastii, „Wiecznego Prezydenta” Kim Ir Sena oraz jego rodziny. Do tej pory przede wszystkim czci dla zmarłego w grudniu jego syna Kima II, po którego śmierci „płakały Niebiosa”. Od teraz głównym obiektem kultu ma być wnuk protoplasty rodu Kim III. Rządzących gloryfikują wszystkie dzieła sztuki, które powstają w kraju. Kim I jest w nich „Stwórcą Świata”, Kimowi II przypisywany jest m.in. boski dar panowania nad pogodą, a dzień jego urodzin jest jednym z najważniejszych świąt państwowych.

Krzysztof Kłopotowski, patrząc na żałobę Koreańczyków, napisał: „Oto człowiek w swojej najniższej postaci... Spadł na poziom wegetacji. Opłakuje oprawcę. Patrzy, a nie widzi. Myśli, a nie rozumie. A jeśli rozumie, starannie to ukrywa.”



Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat