Szef brytyjskiego ośrodka analitycznego Centrum Badań Ekonomicznych i Biznesowych Douglas McWilliams uważa, że w ciągu następnej dekady na 99,9 proc. strefa euro się rozpadnie.
Według brytyjskiego analityka do końca roku prawie pewne jest wyjście ze strefy euro Grecji, a być może i Włoch. Z kolei europejscy przywódcy zapowiadają bardzo trudny rok. Przestali jednak mówić o groźbie rozpadu eurostrefy i Unii Europejskiej. Po cichu liczą, że jeśli uda im się przetrwać pierwszą połowę roku, to później będzie łatwiej.
Tymczasem Reuters prognozuje, że recesja, w jaką strefa euro ma wejść na początku roku, postawi pod znakiem zapytania grudniowe ustalenia szczytu Unii Europejskiej.
Wielu ekonomistów uważa, że spadek dochodu narodowego w 17 krajach o 1,2 proc. utrudni wprowadzenie w życie programu oszczędności, a niewykluczone, że całkowicie unieważni ustalenia programu ratunkowego UE.
Według amerykańskiego dziennika „New York Times” zaciskanie pasa w momencie spadającej produkcji i malejącego dochodu narodowego może pchnąć wiele krajów w kryzysowy korkociąg, w którym spadki dochodów będą nakręcać spadki konsumpcji, spadki produkcji itd.
Drugim czynnikiem ryzyka jest polityka. Na wiosnę odbędą się wybory prezydenckie we Francji. Francois Hollande, socjalistyczny kandydat na prezydenta, który w tej chwili ma 10 proc. przewagi nad Sarkozym, zapowiada, że chce renegocjować traktat UE, aby przeforsować zwiększenie roli Europejskiego Banku Centralnego oraz wprowadzenie euroobligacji.
Takiemu rozwiązaniu od początku stanowczo sprzeciwiały się Niemcy. Rozpad niemiecko-francuskiego tandemu oznaczałby polityczny paraliż Unii Europejskiej.
Według Reutersa polityczny paraliż w Europie i w USA przed listopadowymi wyborami prezydenckimi przyczyni się do pogłębienia kryzysu gospodarczego i społecznego na Zachodzie, który może być podobny do tego z lat 30.
