Prezydent Atambajew kategorycznie oświadczył Amerykanom: „albo wycofacie się w 2014 r., albo wybudujecie z Rosją lub innymi krajami cywilny węzeł transportowy. Nam nie potrzeba żadnych baz wojskowych”- relacjonuje Rzeczpospolita w swoim internetowym wydaniu. Jako oficjalny powód kirgiski przywódca podał zagrożenie, jakie mogą stwarzać dla Biszkeku irańskie pociski rakietowe wystrzelone w stronę bazy Manas w razie konfliktu Iran-USA.
Warto jednak przypomnieć, że losy lotniczej bazy, używanej przez USA jako punkt przeładunkowy zaopatrzenia dla afgańskiego kontyngentu wojskowego ciągle są niepewne, a jednak funkcjonuje ona już 10 lat i to mimo rewolucyjnych zmian władzy w Kirgistanie. Za jej zamknięcie poprzednik obecnego prezydenta – Kurmanbek Bakijew – otrzymał w 2001 r. od Rosji , w różnych formach, ok. 3 mld dol., czyli trzykrotność rocznego kirgiskiego budżetu. Przyjąwszy znaczną część tych pieniędzy, Bakijew uzgodnił z amerykańską administracją zmianę nazwy bazy wojskowej na centrum przeładunkowe i nadal pobierał za jej dzierżawę ok. 100 mln dol. rocznie. Sytuacja ta trwa do dziś.
Choć znawcy polityki państw środkowoazjatyckich twierdzą, że Atambajew nie może sobie pozwolić na powtórzenie tak spektakularnego posunięcia, to nie ulega wątpliwości, że dzisiejsza jego wypowiedź ma inny cel niż tylko pogrożenie amerykanom. Wskazuje na to choćby równoległa zapowiedź Atambajewa o tym, że jego kraj chce jak najszybciej przystąpić do unii celnej z Rosją, Białorusią i Kazachstanem. Innym możliwym celem takiej zdecydowanie antyamerykańskiej retoryki jest próba wewnętrznego i zewnętrznego uwiarygodnienia się świeżo wybranego (30 XI) kirgiskiego prezydenta. Jest on bowiem postrzegany jako polityk prorosyjski i tym między innymi tłumaczy się jego zwycięstwo w listopadowych wyborach.
Kategoryczne zapowiedzi wyrzucenia Amerykanów ale dopiero w 2014 r. to idealne narzędzie, jakim kirgiski prezydent może się posłużyć w polityce wobec Rosji, od której zgody będzie zależał udział w unii celnej pogrążonego w kryzysie Kirgistanu. To również dobry sposób na przejęcie inicjatywy politycznej od radykalizującego się kirgiskiego społeczeństwa. Póki co trudno zatem traktować te wypowiedzi jako przesądzające los bazy Manas pod Biszkekiem.