Obowiązek posiadania tych certyfikatów wprowadziła światowa federacja (World Boxing), która już wcześniej ogłosiła, że ten warunek ciąży na krajowych związkach. Brak odpowiednich dokumentów wyklucza udział kobiet w mistrzostwach świata, które odbędą się w dniach 4-14 września w Liverpoolu.
Obowiązkowe testy płci
Bardzo się z tego cieszę, że taki obowiązek został wprowadzony. Przynajmniej jest tak, jak w kilku innych dyscyplinach, np. lekkiej atletyce
- przyznał Demel.
Wiceprezes PZB wspomniał, że co prawda każda z pięściarek otrzymała swój certyfikat z COMS, ale dokumenty całej kadry kobiecej niezbędne przy zgłoszeniu ekipy do mistrzostw świata przedstawi szef polskiej delegacji. "Naprawdę do uporządkowania tych spraw tak niewiele potrzeba. Sensacji i być może niesprawiedliwości można było uniknąć. Niesprawiedliwości, która wynika z pomówień. A te pomówienia stają się faktem" - dodał.
Demel nie bierze pod uwagę możliwość sfałszowania badań, gdyż jego zdaniem byłoby to bardzo niebezpieczne dla krajowych placówek naukowych, a co za tym idzie dla poszczególnych federacji. W przypadku mężczyzn World Boxing od stycznia 2026 roku także wprowadzi obowiązkowe testy płci. "To działa w dwie strony. Są kobiety, które stają się mężczyznami, choć one teoretycznie powinny mieć gorsze wyniki" - zauważył wiceprezes.
W światowym sporcie szerokim echem odbiła się sprawa Imane Khelif i Lin Yu-ting, dwóch pięściarek, które wcześniej nie zaliczyły testów płci i nie dostały zgody na start w mistrzostwach świata w roku 2023. Wówczas światowym boksem amatorskim zarządzało Międzynarodowe Stowarzyszenia Boksu (IBA). Był to m.in. podłożem konfliktu z MKOl, który dopuścił obie zawodniczki do turnieju olimpijskiego. Algierka i Tajwanka (w finale pokonała Julię Szeremetę) w Paryżu zdobyły złote medale.
MKOl wykreślił IBA z rodziny olimpijskiej, decydując się na współpracę z World Boxing. Ta postawiła na wprowadzenie polityki, która skutecznie zapobiegnie podobnym incydentom na przyszłych wydarzeniach.