Paris Saint‑Germain pokonał Bayern Monachium 5:4 w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów, dostarczając widowisko, które Luis Enrique określił jako „niesamowite” i rozgrywane w tempie, jakiego wcześniej nie widział. Obrońcy trofeum prowadzili już 5:2 po golach Chwiczy Kwaracchelii, Ousmane’a Dembele i Joao Nevesa, lecz Bayern – mimo absencji na ławce zawieszonego Vincenta Kompany’ego – odpowiedział trafieniami Dayota Upamecano i Luisa Diaza, utrzymując nadzieję na odwrócenie losów rywalizacji w Monachium.
Szalony mecz w Lidze Mistrzów
Trener PSG podkreślał, że jego zespół „zasłużył na zwycięstwo, ale równie dobrze mógł zasłużyć na remis, a nawet porażkę”, co najlepiej oddaje skalę emocji tego spotkania.
Nigdy wcześniej nie widziałem meczu z takim rytmem. Trzeba pogratulować przeciwnikom. Kiedy prowadziliśmy 5:2, rywale podejmowali mnóstwo ryzyka. To drużyna z najwyższej półki. Było ciężko i rewanż też taki będzie. Trzeba się tym cieszyć i zdawać sobie sprawę, że to dopiero trzecie spotkanie, które oni przegrali w tym sezonie
- podkreślił trener PSG
Bayern, który w tej edycji Champions League wygrał aż 11 meczów i do wtorku pozostawał niepokonany od 19 spotkań o stawkę, stworzył sobie wystarczająco dużo okazji, by strzelić więcej niż cztery gole. – Cierpieliśmy, ale byliśmy groźni. To musi dać nam wiarę przed rewanżem – oceniał Kompany. PSG z kolei odnotowało ósme zwycięstwo w dziewięciu ostatnich meczach i trzeci raz z rzędu zameldowało się w półfinale, walcząc jednocześnie o setny triumf w historii swoich występów w Champions League.
Spotkanie na Parc des Princes było dopiero drugim półfinałem w historii najważniejszych europejskich rozgrywek, w którym padło aż dziewięć bramek. Rewanż na Allianz Arenie odbędzie się 6 maja, a zwycięzca dwumeczu zmierzy się w finale w Budapeszcie z Atletico Madryt lub Arsenalem Londyn. Wszystko wskazuje na to, że emocje dopiero się zaczynają.