Adam Matysek podkreślił po porażce 2:3 ze Szwecją, że Polska rozegrała jeden z najlepszych meczów ostatnich lat i nie ustępowała rywalowi ani jakością gry, ani intensywnością. Jak zaznaczył, Biało‑czerwoni prowadzili grę przez długie fragmenty spotkania, a wynik nie oddaje ich przewagi.
Niefrasobliwa gra w obronie
O awansie przesądziła — jego zdaniem — „kumulacja niefrasobliwości w defensywie”, która kosztowała Polaków utratę trzech goli.
Możemy odczuwać wielki niedosyt i rozczarowanie, bo nie byliśmy zespołem gorszym. Nasza gra stała na naprawdę wysokim poziomie i długimi momentami mogła się podobać. To my przez większą część meczu byliśmy stroną atakująca, prowadzącą grę i bardziej parliśmy do przodu. Gdybyśmy zagrali słabo i przegrali, ból byłby chyba mniejszy
- powiedział.
Ten gol podciął nam skrzydła
Były reprezentant wskazał, że przełomowym momentem była końcówka pierwszej połowy. Po faulu Nicoli Zalewskiego przy bocznej linii Szwedzi otrzymali rzut wolny, a Gustaf Lagerbielke wykorzystał dośrodkowanie i strzelił na 2:1 w 44. minucie .
Zaraz po rzucie wolnym gubimy krycie i tracimy gola praktycznie do szatni. W momencie, kiedy wydawało się, że jak ktoś strzeli gola, będzie to Polska, bo ich naciskaliśmy i mieliśmy przewagę. Ten gol mógł podciąć skrzydła
- stwierdził.
Matysek nie ma wątpliwości, że Jan Urban powinien pozostać selekcjonerem. Jego zdaniem przejął reprezentację w trudnym momencie i w krótkim czasie przywrócił jej organizację oraz jakość gry.