Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Messi kontra hiszpański walec

Determinacja, poświęcenie, walka do końca i ogromny talent – to nas czeka na stadionie MetLife w New Jersey, gdzie w niedzielę zagra Argentyna z Hiszpanią. To dwie reprezentacje, które zmierzą się pierwszy raz w historii w finale mundialu. Czy górą będzie hiszpańska równowaga, czy jednak argentyński pościg po drugie złoto dla Leo Messiego?

Faza pucharowa mundialu rozpędzała się już od 1/16 finału, a punktem kulminacyjnym były półfinały. Co prawda starcie Hiszpanów z Francuzami pozostawiło pewien niedosyt, głównie za sprawą kiepsko dysponowanych Trójkolorowych, ale z kolei w drugim meczu Anglii z Argentyną zaserwowano kibicom prawdziwe fajerwerki w końcówce i jazdę bez trzymanki. 

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”

Historia powtarzała się do znudzenia jak w poprzednich fazach – kiedy Leo Messi człapie po boisku i jest jedną nogą na piłkarskiej emeryturze, wtedy reprezentacji Albicelestes włącza się turbodoładowanie i szaleńczo gonią wynik. W starciach z Republiką Zielonego Przylądka, Egiptem i Szwajcarią nie obyło się bez sędziowskich błędów czy ogromnej dozy szczęścia. Zagrać jednak taką końcówkę w półfinale przeciwko Anglii – to trzeba wybitnie wierzyć we własne umiejętności i pokazać charakter.

Anglikom ktoś wyłączył prąd

Zwycięstwo Argentyny 2:1 do 60. minuty potyczki było scenariuszem rodem z filmów SF. Anglia prezentowała się bardzo solidnie, dyrygował jej fenomenalny na mundialu Jude Bellingham. Podopieczni Thomasa Tuchela mądrze podwajali, a nawet potrajali Messiego i nie pozwalali obrońcom tytułu na zbyt wiele, poza strzałami z dystansu. 

Tak było przez godzinę, gdy nowy nabytek FC Barcelona, Anthony Gordon rozpoczął strzelanie, wykorzystując dobrą wrzutkę Morgana Rogersa. Wydawało się, że Anglia nastawiona na kontry raz jeszcze pokona Emiliana Martineza, bowiem argentyńska obrona przecieka od początku turnieju – Republika Zielonego Przylądka i Egipt strzeliły jej po dwa gole. Ale taktyka Tuchela okazała się dramatyczna w skutkach. 

Zespół angielski zamiast kontrolować przebieg gry głęboko cofnął się do defensywy, pozwalając rywalom na masowe dośrodkowania z groźnych pozycji. W jaki sposób można tak się bronić przez ponad 20 minut, wybijając wszystko, co leci, na oślep? Lwy Albionu w ostatniej fazie meczu między 85. a 92. minutą meczu nie wyszły z żadną dogodną szarżą w pole karne przeciwnika. Anglicy wyglądali tak, jakby ktoś postanowił wyjąć nagle wtyczkę i odciął graczom w białych koszulkach prąd. Dwoił się i troił w bramce Jordan Pickford, ale przy golu jak z bajki Enza Martineza był bez szans. Później Messi dołożył drugą asystę, dogrywając na głowę Lautara Martineza.

Rekordy Messiego

Argentyna była w ekstazie. Zawodnicy dosłownie nosili 39-letnią legendę Barcelony na rękach – Messi przebudził się w ostatniej chwili – gra zrywami, nie jest tak piorunujący na boisku jak jeszcze kilka lat temu. Do finału zdobył osiem goli i jest współliderem tabeli strzelców z Kylianem Mbappém. Znów odżyły spekulacje, że to właśnie Argentyńczyk sięgnie po Złotą Piłkę, tym bardziej jeśli drugi raz zdobędzie złoty puchar dla najlepszej reprezentacji świata. Tej sztuki nie dokonał nawet kultowy Diego Armando Maradona. 

Statystyki Messiego w mistrzostwach świata są olbrzymie: to 18 bramek i 12 asyst, czyli rekordy w obu kategoriach. W przypadku wygranej Argentyny w niedzielę Messi zamknie wieloletni spór ekspertów i kibiców o to, kto jest najlepszym piłkarzem XXI wieku – Cristiano Ronaldo po triumfie na Euro 2016 z Portugalią przechylał szalę na swoją stronę, ale Messi z dwoma pucharami świata byłby już poza zasięgiem CR7.

„Czerwona furia” w natarciu

Naprzeciwko Argentyny stanie jednak hiszpański walec. W fazie grupowej rozczarował on raz, gdy zremisował bezbramkowo z Republiką Zielonego Przylądka. Wygrana z Francją była 37. meczem bez porażki La Furia Roja. Jedyną bramkę na mundialu Hiszpanie stracili w ćwierćfinale z Belgią. To wiele mówi o tym, jak Luis de la Fuente poukładał taktycznie drużynę pełną talentów i techniki. 

Co ciekawe, Hiszpanie nie mają już napastników kalibru Raula, Davida Villi czy Fernanda Torresa, ale Mikel Oyarzabal z pięcioma bramkami i tak notuje znakomity turniej. O sile Hiszpanów stanowi środek pola, który zdominował Francuzów – Rodri, Dani Olmo i Fabian Ruiz zdają egzamin na szóstkę. 

Sensacją jest to, że w drużynie nie mieszczą się w jedenastce młode gwiazdy Barcelony – Pedri i Gavi. Francja mocno rozczarowała, bo nawet mając słabszy środek pola, powinna wykorzystać życiową formę Kyliana Mbappégo w połączeniu z Michaelem Olise i Ousmane’em Dembele. 

Postawa Trójkolorowych była o tyle szokująco słaba, że przecież do 1/2 finału piłkarze Didiera Deschmapsa prezentowali się najlepiej ze wszystkich. Piłka nożna, „bloody hell” – mogą krzyknąć nie tylko Anglicy. Cóż oni mają powiedzieć, gdy posiadali najlepszego gracza turnieju, a na ostatniej prostej znów zawiedli? Przegrali finały Euro 2020 i 2024, teraz nastąpiła niewytłumaczalna indolencja w końcówce z Argentyną. Na triumf międzynarodowy piłkarze z Anglii czekają już 60 lat! „Football is coming home” – dziś tym domem są Hiszpanie i Argentyńczycy. Dawać już ten finał!

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Sport