Jakie ma Pan cele na nowy sezon?
Ciągle chcę iść do przodu, z roku na rok być coraz lepszym. Ucieszy mnie każdy wynik, który będzie lepszy niż w poprzednich latach.
A z jakimi celami pojedzie Pan na igrzyska olimpijskie do Soczi?
Chcę zdobyć medal i nie boję się o tym mówić. Trzeba jednak być realistą. Medalu nikt mi nie da tylko dlatego, że tam przylecę. Trzeba go wywalczyć. Żeby to zrobić, trzeba mieć dużo spokoju, cierpliwości i dobry plan. Do igrzysk jest jeszcze bardzo daleko, jeszcze sporo startów przede mną, więc za wcześnie mówić, jak będzie w Soczi.
Eksperci z Infostrady prognozują, że zdobędzie Pan srebrny medal.
Ja ekspertem nie jestem. Uważam, że mnie i kolegów stać na wiele. W sporcie nie powinno się niczego zakładać przed zawodami.
Pan będzie mądrzejszy o wiedzę uzyskaną podczas startów w poprzednich igrzyskach.
Tak, jest to pewien kapitał, jednak każda impreza ma swoją specyfikę. Nie pojadę do Soczi jako nie wiadomo jak bardzo doświadczony zawodnik, który już wszystko wie. Poza tym będę starał się czerpać z tego jak najwięcej radości.
Co Pan sądzi o proponowanych zmianach w regulaminie FIS? Zawodnik ma widzieć linię, która będzie wskazywała, w którym miejscu powinien wylądować, aby objąć prowadzenie.
Nie zastanawiałem się jeszcze nad tym, ale uważam, że zaburzy to w pewnym stopniu zdrową rywalizację. Jednocześnie, zawodnik po wyjściu z progu mniej więcej wie, jak daleko poleci. Reszta zależy od warunków pogodowych w trakcie lotu. Jeśli będzie miał wiatr w plecy, to nie doleci do tej linii, nawet jeśli będzie ją doskonale widział. Zobaczymy poza tym, czy ten przepis faktycznie wejdzie w życie.
Zgodziłby się Pan być chorążym polskiej reprezentacji podczas igrzysk w Soczi?
Jest to duże wyróżnienie, natomiast są inni zawodnicy, którzy lepiej do tego się nadają. Są wyżsi i lepiej zbudowani.
Całość rozmowy w "Gazecie Polskiej Codziennie"