Przede wszystkim zapytam, jak zdrowie?
OK, jest całkiem nieźle. Dzisiaj trenowałem normalnie z drużyną, raczej na sobotni mecz będę gotowy. Mam jeszcze szwy na głowie, ale dla mnie to nie problem.
Odczuwa Pan jeszcze to starcie? Jakieś nudności, zawroty głowy?
Nie, już wszystko OK. Te dwie doby po meczu były najważniejsze. Byłem pod stałą kontrolą lekarzy, monitorowali stan mojego zdrowia. Nie znaleźli żadnych powikłań ani większych problemów. Tak jak mówiłem, ciągle mam szwy na głowie, ale nie przeszkadzają mi one w grze. Będę je miał do przyszłego tygodnia.
Luca Toni został jeszcze na boisku po waszym starciu, ale jak się okazało, bardziej je odczuł.
Słyszałem, mówili mi koledzy z drużyny. Na początku wydawało się, że to ja bardziej ucierpiałem. Po zderzeniu straciłem przytomność na 10–15 sekund. Od razu zszedłem z boiska, a Toni grał dalej. Potem jednak podszedł do ławki rezerwowej i powiedział, że boli go głowa. Wytłumaczyli mu, że to przez starcie ze mną. A on się zdziwił: „jakie starcie? ”. Nie pamiętał tego, nie wiedział, co się stało. Od razu został zmieniony, zawieźli go do szpitala.
Przed wami derby Turyn, już w ten weekend. Czuć, że miasto żyje tym meczem.
Tak, Turyn już żyje i czeka. Już jak awansowaliśmy do Serie A, pierwsze słowa ludzi z klubu brzmiały: „W końcu derby, zagramy z Juventusem”. Z dnia na dzień atmosfera rośnie. Nas czeka jeszcze mecz Pucharu Włoch ze Sieną. Drużyna już tam pojechała, będzie grało więcej zawodników, którzy w Serie A grają mniej niż inni. Pierwszy skład odpoczywa.
Juventus przegrał ostatnio ligowy mecz z Milanem 0:1. Czujecie, że możecie ich ograć?
Gdybyśmy nie byli tego pewni, to nie byłoby sensu wychodzić na boisko. Gramy nieźle, trzymamy stałą wysoką formę. Każdej drużynie, szczególnie tym silniejszym, sprawiamy trudności. Przegraliśmy na początku sezonu z Interem, ale potem z Napoli, Lazio, Udinese czy Fiorentiną remisowaliśmy. Potrafimy grać w piłkę, drużyna to czuje. Oczywiście mecze derbowe to całkiem inna historia, inny ciężar gatunkowy. Tutaj każdy będzie chciał wygrać, to nie jest zwykły mecz ligowy. To derby Turynu.
Długo Pan myślał o nieudanym meczu z Urugwajem?
Na pewno nie było to nic przyjemnego, bramka samobójcza nigdy nie jest czymś fajnym. No ale ja jestem obrońcą, grając na takiej pozycji, samobój czasami się zdarza. Ale nie rozpamiętywałem tego za długo. Po powrocie do Turynu myślałem już tylko o następnych meczach ligowych. Dobrze mi to zrobiło, bo po powrocie z kadry gra mi się nieźle, cała drużyna prezentuje się zresztą bardzo dobrze. Było, minęło.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
