Jak Pani przyjęła informację, że Pani ukochany windsurfing nadal będzie w programie igrzysk olimpijskich, a jednak nie wejdzie do niego kitesurfing (odmiana surfingu, ale z mniejszą deską i napędem w postaci latawca – red.)? W głosowaniu międzynarodowych władz zadecydował o tym jeden głos.
Bardzo się cieszę z tej decyzji. Pływam już 16 lat na desce z żaglem. Teraz mogę nadal trenować i walczyć o złoty medal na igrzyskach w Rio de Janeiro. Gdyby windsurfing wypadł z programu igrzysk, takiej szansy by już nie było.
Polska zdobyła dwa medale na ostatnich igrzyskach w Londynie w windsurfingu. Czy jesteśmy też mocni w kitesurfingu i przestawienie się na tę konkurencję byłoby bezbolesne?
W windsurfingu mamy wspaniałe zaplecze młodych zawodników, którzy zdobywają medale mistrzostw świata i mistrzostw Europy juniorów. Jest już ustawiona cała logistyka. A gdyby jednak kitesurfing znalazł się w programie igrzysk, byłby problem. Jedynym miejscem, w którym można trenować ten sport w Polsce, jest Bałtyk. Wiele klubów w naszym kraju znajduje się nad jeziorami i innymi dużymi zbiornikami wodnymi.
Czyli gdyby zamieniono tę konkurencję żeglarską, szanse na złoto w Rio byłyby mniejsze?
Jak najbardziej. Ja nie próżnowałam i ostatnio zaczęłam już pływać na kicie. Ale nie wiadomo, jak bym sobie radziła. To jednak w windsurfingu reprezentuję już wysoki poziom. W tym sporcie nie boję się o swoją przyszłość. Mogę nawet przez rok nie pływać, ale wiem, że dzięki treningowi potrafię szybko wrócić do gry i zdobywać złote medale najważniejszych imprez na świecie.
Po igrzyskach w Londynie wszyscy myśleli, że kitesurfing wejdzie do programu igrzysk. Teraz mówi się o roku 2020. Czy dużo czasu poświęciła Pani już na tę dyscyplinę?
Sama byłam pewna, że na igrzyskach pozostanie nam tylko kite. Zainwestowałam już nawet w sprzęt. Zaczęłam też na nim trenować.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
