Ojciec Piotra Staruchowicza, lidera kibicowskiej opozycji wobec rządów PO, wysłał do prokuratora generalnego pismo z prośbą o spotkanie. Odpisano mu, że Andrzej Seremet „nie pełni dyżurów i nie przyjmuje interesantów w ich indywidualnych sprawach".
Tymczasem na stronie Prokuratury Generalnej znajduje się informacja, że kwestię spotkań reguluje zarządzenie prokuratora generalnego z kwietnia 2010 r. Czytamy w nim, że „przyjęcia interesantów przez prokuratora generalnego bądź jego zastępców w sprawie skarg i wniosków odbywają się w każdy poniedziałek (…), wyłącznie po uprzednim uzgodnieniu terminu spotkania".
– To kompromitacja prokuratury – mówi Jacek Bąbka, prezes Fundacji Badań nad Prawem.
– Jeśli prokurator oddelegowany do odpowiadania na takie pisma nie zna rozporządzenia własnego szefa, to się kompromituje. A jeśli zna, to znaczy, że usiłuje zrobić ze mnie głupca i również się kompromituje – mówi „Codziennej" Wojciech Staruchowicz.
– Prokurator generalny ma zapewne bardzo napięty grafik – tłumaczy Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Można więc było odpisać, że najbliższe spotkanie jest możliwe w odległym terminie lub że prokurator nie widzi potrzeby takiego spotkania. To nie byłoby może dobre, ale zgodne ze stanem faktycznym. Obecnie mamy do czynienia ze sprzecznymi informacjami – dodaje.
Także przedstawiciele opozycji są zaskoczeni zachowaniem Seremeta. – Przedłużające się przetrzymywanie w więzieniu Piotra Staruchowicza, lidera kibiców krytykujących rząd, budzi coraz większe wątpliwości, których wyjaśnienie jest w interesie samej prokuratury – mówi poseł PiS-u Stanisław Pięta.
Przypomnijmy, że Piotr Staruchowicz siedzi w areszcie już prawie pół roku. Jedynym obciążającym go dowodem są zeznania przestępcy, świadka koronnego, który zeznał, że słyszał od innych osób, iż „Staruch" miał wprowadzić do obiegu narkotyki.
