118 delegatów wybierze jednego z piątki: Zbigniew Boniek, Edward Potok, Roman Kosecki, Stefan Antkowiak i Zdzisław Kręcina.
– Zawsze mówiło się, że w ostatnią noc przewagę ma teren, bo działacze z Warszawy śpią we własnych domach, a tutaj wszyscy już są na miejscu i debatują w jednym hotelu – opowiada Listkiewicz. – Przed każdym zjazdem do późnych godzin nocnych trwają rozmowy. Spotykają się wszyscy ze wszystkimi. Nie jest jednak tak, że do piątej rano pije się wódkę i składa obietnice. Raczej w ostatnią noc cały porządek nie zostanie wywrócony do góry nogami. Ruchy pomiędzy wszystkimi obozami będą wynosiły ok. 10 proc. poparcia.
Pewne jest jednak, że do białego rana będą trwały zakulisowe negocjacje, bo jak się okazało, żaden z kandydatów nie zamierza jednak się wycofać. Do boju o głosy delegatów stanie także Stefan Antkowiak, który jeszcze w środę wieczorem deklarował poparcie dla Zbigniewa Bońka. – Każdy będzie próbował ugrać coś dla siebie i swojego regionu – mówi nam anonimowo jeden z delegatów. Jeszcze przedwczoraj na Bońka gotowych było zagłosować aż 10 związków wojewódzkich. Jeśli podtrzymają swoje poparcie, to „Zibi” zostanie następcą Grzegorza Laty.
Wciąż nie wiadomo, jakie stanowisko zajmą kluby Ekstraklasy i I ligi, a mają do dyspozycji aż 54 ze 118 głosów. – Nie ma takiej możliwości, aby wszyscy poparli jednego kandydata. Kiedy jednak uda się zawrzeć sojusz pomiędzy np. ośmioma klubami z Ekstraklasy i zaplecza, to będzie już potężna siła – mówi Listkiewicz, który obecnie jest prezesem I ligi. – Jeszcze w piątek rano porozmawiamy wszyscy o tym, na kogo zagłosujemy. Będę namawiał delegatów, żeby zaufali tej osobie, która skupi jak najwięcej uwagi na problemach pierwszoligowych klubów – dodaje „Listek”.
– Środowisko jeszcze nigdy nie było tak podzielone. Do końca o głosy będzie się biło pięciu kandydatów i trzeba przyznać, że nie ma wśród nich jakiegoś wyrazistego lidera – uważa Listkiewicz. Jako dowód na to podaje ostatnie kampanie wyborcze. – W 1999 r. wszystko było jasne. Delegaci byli podzieleni na dwa obozy. Z jednej strony Marian Dziurowicz, a z drugiej ja, Zbyszek Boniek i Eugeniusz Kolator. Teraz nie ma aż tak wyraźnego podziału – opowiada Listkiewicz.
Przede wszystkim bardzo mocno osłabła rola regionalnych baronów. Jeszcze do niedawna o tym, kto będzie rządził, decydowali w głównej mierze Ryszard Niemiec i Rudolf Bugdoł, czyli prezesi małopolskiego i śląskiego ZPN. Teraz nie mają już tak mocnej pozycji, choć popierany przez nich Edward Potok do samego końca będzie walczył o wygraną. Pozycja pułkownika LWP jest jednak dużo słabsza niż jeszcze kilka dni temu. Wszystko przez publikację „Codziennej” na temat jego rodzinnych powiązań z Mirosławem Drzewieckim.
Wczoraj po raz ostatni obradował też zarząd PZPN. To było jednak czysto formalne spotkanie i nie zostały na nim podjęte żadne ważne decyzje. Odchodzący prezes Grzegorz Lato otrzymał od pozostałych członków zarządu kwiaty i… obraz. – Czy ładny? Kwestia gustu. Mnie nie bardzo się podobał – mówi nam z przekąsem jeden z wręczających prezent.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
