Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

W tym numerze "GP" film "Kto wygra mecz?"

Minister Sławomir Nowak wręcza Donaldowi Tuskowi oprawiony w szkło fragment asfaltu z autostrady A2 – ta scenka wywołała chyba najgłośniejszy wybuch śmiechu w czasie przedp

Autor:

Minister Sławomir Nowak wręcza Donaldowi Tuskowi oprawiony w szkło fragment asfaltu z autostrady A2 – ta scenka wywołała chyba najgłośniejszy wybuch śmiechu w czasie przedpremierowego pokazu filmu „Kto wygra mecz?”. Nowy film Tadeusza Śmiarowskiego, autora „Kibola”, pokazuje Euro 2012 w konwencji satyrycznej.

Powód oprawienia asfaltu w szkło jest niezwykłej wagi. „Ostatnie takie wydarzenie miało miejsce w XIX w., tzn. wybudowanie kolei warszawsko-wiedeńskiej” – mówi Hanna Gronkiewicz-Waltz o otwarciu niedokończonej autostrady A2.

I zachwala atrakcje związane z Euro niczym profesjonalna bufetowa: „Będzie też możliwość zjedzenia, co najważniejsze. Będzie kompleksowe zaplecze gastronomiczne. Oprócz produktów serwowanych na stoiskach oficjalnych sponsorów nie zabraknie też polskich akcentów, bo będą regionalne kuchnie, pierogi, żurek, przygotowano też wedlowską czekoladę i wybór regionalnych ciast”.

Sylwia Krasnodębska napisała, że ten film spodoba się fanom „Alternatyw 4” czy „Misia”. To trafne skojarzenie. Ten typ ironii wraca, bo propaganda Tuska, nadzorującego przez okno samolotu rozbudowę autostrad, przypomina coraz bardziej tę z PRL, a i jednolity front mediów przyczynia się do tego skojarzenia.

Gronkiewicz-Waltz mówi: „Nie wiem, czy widziała pani tego Rosjanina, który mówił: ale drogi macie ekstra”. Tuskowi Euro kojarzy się z… „wybuchem entuzjazmu, pokojowego i radosnego w czasie pierwszej Solidarności”. Tytułowy okrzyk „Kto wygra mecz?” – wznosi on w czasie posiedzenia rządu, a ministerialny chór wujów odpowiada basem „Polska!”.

Entuzjazm kibiców wyraża się w słowach: „Polska minimum w półfinale”, „Nikt nam nie powie, że nie zagramy w Kijowie”.

W przeciwieństwie do poprzedniego filmu Tadeusza Śmiarowskiego ten nie jest o „kibolach”, czyli zorganizowanym ruchu kibicowskim, znanym z patriotycznych opraw. Jego liderzy siedzą jak Piotr Staruchowicz w areszcie. Samych kiboli na meczach nie ma, bo bilety dostały VIP-y oraz wylosowani przypadkowi ludzie.

„Takiego dopingu to ja w życiu nie widziałam” – mówi entuzjastycznie marszałek Ewa Kopacz, która na meczu siedzi obok uśmiechniętego Grzegorza Lato. Jest dokładnie odwrotnie, dopingu na meczach, poza kilkoma prostymi okrzykami praktycznie nie ma. Dwa tysiące Greków zagłusza cały stadion pełen piknikowej publiczności. „Jest kibel i tyle. To, że z wymalowanym ryjem ktoś przyjdzie i czapką kolorową, bo się czuje patriotą raz czy dwa razy w roku” – mówi kibic ze stowarzyszenia Polaków w Wielkiej Brytanii.

Widzą to dziennikarze sportowi i Tomasz Zimoch rzuca pomysł, by jednak zorganizować kibicom biało-czerwoną flagę – sektorówkę. Tylko, że nie bardzo kto ma ją rozwinąć. Przed meczem we Wrocławiu zdesperowani organizatorzy dzwonią do złego kibola – Przemysława Piwowarskiego ze stowarzyszenia Wielki Śląsk. – Osoby, które do mnie dzwoniły, prosiły mnie o pomoc w rozłożeniu tej sektorówki. Powiedziałem, że chętnie byśmy pomogli, ale nie mamy biletów na tę imprezę – opowiada w filmie Piwowarski.

Na stadionach nie ma prawdziwych kibiców, bo mogliby wygwizdać tych z loży VIP. I zaśpiewać niczym na ligowym meczu w Lubinie „Po co to Euro, za duże stadiony, w Polsce będzie kryzys, Tusku p…y”. Jest przypadkowa zbieranina Polaków, pomalowanych i noszących gadżety, których prawdziwy kibol nigdy by nie założył. Zgodnie z wytycznymi mediów mają oni demonstrować radosny patriotyzm.

I wielu z nich głośno powtarza medialną propagandę, stwierdzając, że Euro zapewni nam wzrost gospodarczy. Matrix z rzeczywistością próbują skonfrontować w filmie eksperci, m.in. Barbara Fedyszak-Radziejowska, Robert Gwiazdowski i Marek Michałowski z „Gazety Polskiej Codziennie”.

Jest też sekwencja dotycząca rosyjskiego marszu w Warszawie, który bez problemu zostaje zarejestrowany przez władze. Natomiast manifestacja Solidarności – zakazana.

Oglądając film, nie odczuwamy niechęci do bawiących się z piwem naszych rodaków. Zapewne są wśród nich nasi sąsiedzi, koledzy z pracy, może ktoś z rodziny. Wartość filmu polega także na tym, że po ich wypowiedziach widzimy, jak działa na nich propaganda. Patrzymy inaczej niż zazwyczaj, nie nadawców, lecz na odbiorców medialnego kłamstwa.

Dowiadujemy się, na jakich ich uczuciach władzy udaje się skutecznie grać. I to wcale nie są tylko najniższe instynkty. Propaganda bierze pod uwagę ich patriotyzm, dumę narodową, chęć przeżywania radości. Zaspokaja te potrzeby, a jednocześnie je kanalizuje, by nie stały się niebezpieczne dla władzy, która nie jest patriotyczna i nie przysparza im na co dzień radości.

Tadeuszowi Śmiarowskiemu może trochę mimochodem wyszedł film o współczesnej Polsce – jej bylejakości, słabości, zakłamaniu. I o zwykłych ludziach, którzy tęsknią za czymś innym, ale nie potrafią tego zdobyć. Bo nawet kiedy myślą, że przeżywają przygodę, to cały czas trzymani są na medialnej smyczy. Symbolem tego staje się mężczyzna ze śmiesznymi rogami łosia na głowie.

Piłkarz Robert Lewandowski, słuchając pochwał premiera po występach polskiej reprezentacji, spuszcza oczy. Tak jak ze snu o sukcesie piłkarzy zostaliśmy brutalnie obudzeni, przegrywamy w realnym życiu. Ktoś inny wygrywa ten mecz.



Film "Kto wygra mecz?" można kupić wraz z najnowszym numerem tygodnika "Gazeta Polska"
 



Autor:

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Sport