Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Ciężki kac po Euro 2012

Jedyną formą pokazania atmosfery mistrzostw, ale tak, żeby nikogo nie obrazić, była satyra. To, co się stało na boisku, można traktować niemal jak tragedię narodową.

Autor:

Jedyną formą pokazania atmosfery mistrzostw, ale tak, żeby nikogo nie obrazić, była satyra. To, co się stało na boisku, można traktować niemal jak tragedię narodową. A impreza w strefie kibica przypominała mi święto „Trybuny Ludu” przed Pałacem Kultury i Nauki - mówi reżyser Tadeusz Śmiarowski, reżyser filmu „Kto wygra mecz…”, w rozmowie z Sylwią Krasnodębską.

Wiele osób czekało na Euro 2012. Pan pokazał w filmie tłumy radosnych, aczkolwiek wstawionych kibiców, którzy nie rozumieją otaczającego ich świata. Nie jest Pan wobec nich zbyt krytyczny?
Mam nawet pewnego rodzaju współczucie wobec ludzi, którzy uwierzyli w propagandę sukcesu, którą byliśmy karmieni. To taka kopia z późnego Gierka. Przecież wszyscy czekaliśmy na Euro. Czuliśmy, że to jest szansa i w momencie przyznania nam jego organizacji można było wierzyć w hasła o skoku cywilizacyjnym. Jednak po dojściu do władzy ekipy Tuska, dosyć szybko się okazało, że coś tu jest nie tak. A moment, w którym ministrem sportu została przyjemnie wyglądająca Joanna Mucha, ze sportem niemająca nic wspólnego, zaś ministrem transportu, czyli drugiego kluczowego dla Euro resortu, Sławomir Nowak, świadczył już jednoznacznie o tym, że chodzi o propagandowe przykrycie problemów z podstawowymi rzeczami, takimi jak drogi, kolej czy budowa Stadionu Narodowego. Niby wszystko się udało, dach się nie zawalił, ale wiemy, ile było problemów i tym samym dobrych tematów dla dziennikarzy śledczych.

Wcześniej wszystkie zdroworozsądkowe komentarze, ukazujące się również w „Gazecie Polskiej Codziennie”, były odbierane jako burzenie pozytywnego nastroju w narodzie. Teraz, po zakończeniu Euro, ludzie chętniej sięgają po doniesienia choćby o nieprawidłowościach przy budowie Stadionu Narodowego.
Euro 2012 miało być ukoronowaniem wielkich sukcesów władzy, a wydaje mi się, że mimo odtrąbionego sukcesu po zakończeniu Euro nastąpił ciężki kac. Trzeba się skonfrontować ze smutną rzeczywistością. Zaczynają wychodzić afery, z których ten rząd będzie się musiał rozliczyć. Za chwilę zachłyśnięcia się tym, że turyści nas chwalą i lubią, zapłacimy ogromną cenę. I będziemy ją płacili jeszcze przez długie lata.

W Pana filmie rzuca się w oczy to, że czołowi rządzący politycy oszukują samych siebie. Wciąż używają słowa „naprawdę” i uśmiechają się w sposób zdradzający zakłopotanie.
Szczególnie mało wiarygodnie wypadła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która podjęła się karkołomnej roli udowodnienia, że wybudowanie odcinka A2, dość krótkiego, który już dawno powinien być oddany, jest porównywalne z wybudowaniem Kolei  Warszawsko-Wiedeńskiej w XIX w.

Warto podkreślić, że Pana film jest humorystyczny. To taka komedia dokumentalna.
Jedyną formą pokazania tej atmosfery, ale tak, żeby nikogo nie obrazić, była satyra.

Kibicował Pan naszym?
Oczywiście. Ale nie chcę o tym mówić, bo to, co się stało na boisku, można traktować niemal jak tragedię narodową. A impreza w strefie kibica przypominała mi święto „Trybuny Ludu” przed Pałacem Kultury i Nauki. Wszystko to okazało się po prostu jakimś żartem.





Film będzie dodatkiem do jutrzejszego wydania „Gazety Polskiej”


 

Autor:

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

NAJNOWSZE Sport