Z filmem Śmiarowskiego jest jak z kabaretem Jana Pietrzaka. Mimo że w trakcie oglądania widz pęka ze śmiechu, to jednak do domu wraca smutny i zaniepokojony.
– Lepiej się żyje po radosnych, masowych zdarzeniach – mówi premier Donald Tusk. – Wygraliśmy poza murawami – sugeruje minister sportu Joanna Mucha. – Daliśmy radę udźwignąć to wielkie zadanie! – chwali się prezydent Bronisław Komorowski.
W zderzeniu ze zdjęciami ludzi stojących z transparentami: „Chcemy mieszkań, nie widowisk” wygląda to jak opowiadanie o politycznej propagandzie według sprawdzonych wzorów. Film „Kto wygra mecz” spodoba się fanom „Alternatywy 4” czy „Misia”. Po przegranej Polski z Czechami i zakończeniu naszego udziału w Euro kibice wołali: „Kto wygrał mecz? Polska!”. Mimo że budowa Stadionu Narodowego była parokrotnie przepłacona, radosna pani, chowając głowę pod daszkiem biało-czerwonej czapki, mówi: „Było nas stać!”. Trudno mieć do tych ludzi pretensje. Uwierzyli w to, czym codziennie bombardowały ich telewizory. – Wydawałoby się, że peerelowską propagandę i absurd, znamienny dla tamtych czasów, mamy już dawno za sobą… Ale okazuje się jednak, że pan premier czy pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz nadal noszą ją w sercu i mają również zdolnych naśladowców – mówi Tadeusz Śmiarowski.
Pokaz filmu odbędzie się dziś, w klubie Hybrydy przy ul. Złotej 7/9 w Warszawie, o godz. 18, wstęp wolny. Po filmie odbędzie się spotkanie z reżyserem, które poprowadzi Piotr Lisiewicz.