Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Walka z wiatrakami

W 2010 r. zdobyłyśmy na mistrzostwach świata srebrny medal i weszłyśmy do klubu Polska Londyn. Ale żadnych korzyści z tego nie miałyśmy. Jeśli chodzi np.

Autor:

W 2010 r. zdobyłyśmy na mistrzostwach świata srebrny medal i weszłyśmy do klubu Polska Londyn. Ale żadnych korzyści z tego nie miałyśmy. Jeśli chodzi np. o sprzęt czy odżywki, to najgorzej było w roku olimpijskim. Nie miałam wszystkiego, ale pogodziłam się, bo wiedziałam, że to jest walka z wiatrakami – mówi Sylwia Gruchała, florecistka, dwukrotna medalistka olimpijska z Sydney i Aten, w rozmowie z Dariuszem Szarmachem.

Dlaczego na igrzyskach w Londynie poniosła Pani porażkę?
Według mnie dobrze się przygotowałam do olimpiady. Podporządkowałam cały rok pod tę imprezę. Zmieniłam klub i trenera. Miałam poczucie, że się rozwijam. Nowy trener przekazał mi swoją wiedzę i umiejętności. Myślę, że za krótko razem pracowaliśmy. Na pewno chciałam lepiej powalczyć. W turnieju indywidualnym miałam teoretycznie słabszą przeciwniczkę, o czym świadczył ranking. Nie powinnam przegrać z Japonką. Stało się inaczej. W turnieju drużynowym uległyśmy Francuzkom w walce o wejście do czołowej czwórki. Ale to nie była jakaś niespodzianka. Stać nas było na 5. miejsce. Wiadomo, że chciałam lepiej wypaść, żeby w dobrym stylu zejść ze sceny. Marzyłam, żeby moja kariera zakończyła się zwycięstwem. Perspektywa kolejnych czterech lat jest dla mnie przerażająca. Na igrzyskach w Rio miałabym 35 lat…

W tym wieku można jeszcze walczyć na planszach z sukcesami. Czy nie przekonują Pani o tym chociażby medale doświadczonych Włoszek?
Ale tam wszystko planuje się z głową. We Włoszech jest czas na regenerację. W Polsce mamy taki system, że brakuje odpoczynku, ponieważ trzeba walczyć o kolejne stypendium. Musimy to potwierdzać co roku. Ja wystąpiłam rok przed igrzyskami o indywidualny tok przygotowań i nie udało się go zdobyć. Nie dostałam pieniędzy, które mi obiecywano w klubie Polska Londyn, czyli 500 tys. zł. Wspomniane Włoszki muszą tylko skupić się na zadawaniu trafień. A my musimy myśleć o wszystkim dookoła.

Już po poprzednich igrzyskach głośno mówiło się o nieprawidłowościach w polskiej szermierce. Po klęsce w Londynie i braku medalu w tej dyscyplinie jeszcze dobitniej widać, że reformy są niezbędne…
Ostatnio taki kiepski wynik był w 1976 r. Polscy szermierze w historii wywalczyli 22 krążki na igrzyskach. Ja dołożyłam swoje dwie cegiełki. Mimo to nie mogę powiedzieć, abym była spełnioną zawodniczką, bo chciałam zdobyć więcej. Cztery lata temu było 16 szermierzy na igrzyskach i szpadziści zdobyli srebro. W tym roku mieliśmy połowę tamtej ekipy. Jest ewidentny regres. Jesteśmy coraz słabsi i błąd oczywiście tkwi w systemie.

Całość rozmowy w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport