Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Szczęście. Solidność. Upór. BATE Borysów

Od pięciu lat grają minimum w grupie Ligi Europy. Po raz trzeci zagrają w fazie grupowej Ligi Mistrzów, najbogatszej i najbardziej prestiżowej lidze świata.

Autor:

Od pięciu lat grają minimum w grupie Ligi Europy. Po raz trzeci zagrają w fazie grupowej Ligi Mistrzów, najbogatszej i najbardziej prestiżowej lidze świata. W ich kadrze jest Maycon, Brazylijczyk, dla którego za silna okazała się I liga polska. Gra też Michaił Siwakow, który nie potrafił przebić się do pierwszego składu Wisły Kraków. Skąd więc wziął się fenomen BATE?

Anderlecht Bruksela, Juventus Turyn, Zenit Sankt Petersburg, Everton, AEK Ateny, AZ Alkmaar, Dynamo Kijów, Paris Saint-Germain FC, AC Milan – to lista zespołów, z którymi w ostatnich pięciu latach białoruskie BATE Borysów remisowało bądź wygrywało. To robi wrażenie. Za udział w europejskich pucharach BATE zarobiło 21 mln euro. Tyle mniej więcej wynosi trzyletni budżet Lecha Poznań. Skąd na Białorusi, w reżimowym i komunistycznym kraju, wzięła się tak silna drużyna?

Borysów leży 150 km od Mińska. Jest jednym z największych przemysłowych ośrodków na Białorusi.

BATE (Fabryka Oprzyrządowania Elektrycznego Samochodów i Traktorów) jest głównym sponsorem klubu, stąd jego zawodnicy często nazywani są „traktorzystami”. Stadion? Podobny do obiektów Bogdanki Łęczna czy Miedzi Legnica. Poziom I ligi polskiej, może nawet trochę niższy, bo pojemność stadionu wynosi tylko 5,5 tys. miejsc. – To trochę deprymujące, kiedy najpierw w lidze grasz na stadionie, na którym słyszysz wszystkie krzyki. A potem podejmujesz Barcelonę na 40-tysięcznym obiekcie – powiedział w jednym wywiadzie Aleksander Wołodko, piłkarz BATE. Mecze w europejskich pucharach klub z Borysowa rozgrywa bowiem w Mińsku, na stadionie swojego odwiecznego rywala Dinama. Pupile Aleksandra Łukaszenki grają więc blisko swojego wodza, który chodzi na mecze, kiedy jego klub gra z europejskimi rywalami.

Polityka transferowa BATE jest zadziwiająca. W kadrze jest tylko trzech obcokrajowców, reszta to wychowankowie klubu albo wyróżniający się piłkarze w lidze białoruskiej. Największymi hitami zakupów BATE było ściągnięcie Mateja Kezmana, który w poważną piłkę grał parę lat temu (w klubie już go nie ma) i zakontraktowanie Aleksandra Hleba, który w tym sezonie ma pomóc BATE pierwszy raz awansować do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Gwiazdą zespołu od paru lat jest Witalij Rodionow, który jedną nogą był już w Lechu Poznań i Polonii Warszawa. BATE zarobiło w ostatnich latach prawie 21 mln euro, a wydało na piłkarzy… 3 mln euro. Do tego dochodzą jeszcze zyski ze sprzedaży zawodników (7 mln euro). Wychodzi na to, że klub z Borysowa zarobił 25 mln euro. Gdzie są te pieniądze? No cóż, tego nie wie nikt. Chyba że były dyrektor fabryki BATE Mikoła Busieł, który został ostatnio oskarżony o zdefraudowanie z fabryki setek tysięcy dolarów.

Trzeba też przyznać, że BATE w meczach w europejskich pucharach miało dużo szczęścia. Spotkania z Anderlechtem Bruksela czy Sturmem Graz wyglądały podobnie – przeciwnicy byli o klasę lepsi, zawodnicy BATE oddali przypadkowy strzał z dystansu bądź dostali rzut karny. Czasami potrzebowali dogrywek albo strzelali dwie bramki w doliczonym czasie gry (Vardar Skopje). Ale nie można wszystkiego tłumaczyć szczęściem. Wygląda na to, że towarzysze Łukaszenki dobrze zarządzają BATE. Nie zmieniają trenerów co parę miesięcy, dają szansę wychowankom. Sukcesy drużyny to połączenie solidności i konsekwentnej polityki klubu. Po raz trzeci zagrają w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Łukaszenka tym razem w Mińsku zobaczy m.in. Bayern Monachium i Valencię. My czekamy na takie mecze od 1996 r.

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport