Pamięta Pan swój ostatni skok?
Oczywiście, to było Zakopane, trudne warunki, mocny śnieg. Daleko nie poleciałem, ale w pamięci został mi fakt, że na Wielką Krokiew przyszło mnóstwo kibiców. Skakałem dla nich.
Więcej już nie pojawił się Pan na skoczni?
Od tamtej pory nie skoczyłem ani razu. Nie było ani takiej potrzeby, ani chęci. Nie odczuwałem, że muszę to zrobić. Skakałem przez 27 lat na okrągło. Nie miałem większych przerw i po prostu mi się znudziło. Póki robiłem to zawodowo, dążąc do wyznaczonych celów, sprawiało mi to frajdę. Jednak gdybym teraz miał wejść na skocznię, nie sądzę, aby był jakiś problem ze skokiem. Nawet jeśli to zrobię, to i tak nikomu nie powiem, bo zbyt wiele osób chciałoby o tym wiedzieć. (śmiech)
Zrezygnowanie z nart było ciężkim wyborem?
Trochę obawiałem się końca kariery. Na początku myślałem, że przez pierwsze trzy, cztery lata będę tylko leżał do góry brzuchem i odpoczywał. Im bliżej było porzucenia nart, tym bardziej mi się to nie podobało. Dlatego podjąłem decyzję o trenowaniu w innej dyscyplinie. Cały czas adrenalina we mnie jest. Tak samo jak chęć doskonalenia swoich umiejętności. Dlatego ciągle jestem w ruchu.
Perfekcjonista.
Każdy sportowiec stara się nim być. Zawsze podchodziłem serio do tego, co robiłem. Tak samo jest i teraz. Jako sportowiec, który spróbował trochę sportów ekstremalnych, nie mogę się obejść bez adrenaliny. W rajdach jest ona zupełnie inna niż podczas skoków. Gdy byłem na skoczni, trwało to tylko kilka sekund. Wystarczyło dobrze odbić się z progu i potem wylądować. W rajdach wszystko jest dużo bardziej złożone. Będąc za kierownicą, cały czas muszę być maksymalnie skoncentrowany.
Dzięki rajdom spełnił Pan swoje wielkie marzenie. Start w Dakarze.
Zawsze lubiłem samochody i już jako skoczek interesowałem się wszystkimi nowinkami technicznymi, zawsze gdy tylko miałem okazję, patrzyłem, co się dzieje w Rajdzie Dakar, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę miał okazję w nim wystartować. Przeżycia z trasy są niesamowite. Jeśli porywasz się na start w Dakarze, to znaczy, że potrzebujesz ekstremalnych doznań. To zdecydowanie najtrudniejszy rajd, jaki można sobie wyobrazić. Każdy, kto bierze w nim udział, nie tylko chciałby go wygrać, ale przede wszystkim dojechać do mety.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
