Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Borussia to więcej niż klub

Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek to prawdziwi szczęściarze.

Autor:

Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek to prawdziwi szczęściarze. Na co dzień występują w Borussii – klubie, który nie tylko jest mistrzem Niemiec i zdobywcą Pucharu Niemiec, ale jest także zorganizowany na najwyższym poziomie! Oto w jakich warunkach trenują, grają i wygrywają reprezentanci Polski.

Stadion Borussii – Signal Iduna Park – jest imponujący. Oficjalna liczba miejsc: 82932. Przed stadionem ustawionych jest kilkanaście żółtych bram wejściowych. Ich pokonanie zajmuje krótką chwilę. Obsługa jest bardzo sprawna i bardzo liczna. Gdyby ktoś jednak chciał wnieść na stadion cokolwiek zabronionego – racę czy nawet nóż – nie miałby z tym problemu. W Niemczech stawia się na rozsądek kibiców, którzy czasami jednak przepisy łamią. Tak było chociażby w trakcie meczu zakończenia poprzedniego sezonu Bundesligi Borussia–Freiburg.

Praca za darmo

Loża prasowa położona jest w centralnym punkcie trybuny wschodniej – Osttribune. Na tej samej wysokości znajdują się loże sponsorskie i biznesowe. Wśród właścicieli m.in.: Seat, Evonik czy Yanmar. W wygodnych skórzanych fotelach co dwa tygodnie zasiadają zapraszani na mecz goście, którzy do dyspozycji mają m.in.: spory wybór przekąsek oraz napoje. W tym oczywiście piwo, które podawane jest także dziennikarzom (a tych na meczach regularnie pojawia się ok. 200). – Na stadionie wszyscy mogą pić piwo, bo czemu nie? Awantury? Nie ma. A zakaz picia jest bez sensu, bo piwo przynosi ogromne zyski – próbuje wytłumaczyć tutejsze zwyczaje jeden z ochroniarzy.

Miejscem najbardziej prestiżowym jest sektor 45. Tam właśnie zasiadają największe VIP-y: byłe gwiazdy reprezentacji, najważniejsi sponsorzy, politycy czy trener niemieckiej kadry Joachim Loew. Wszystkim pomagają wolontariusze, którzy są niemal na każdym kroku. Pracują za darmo, bo ich „pensją” jest możliwość obejrzenia na żywo meczu na stadionie. Wolontariuszy jest na całym obiekcie ponad 100. Oni sami zapewniają, że praca dla klubu to prawdziwy zaszczyt.

Wbrew pierwszemu wrażeniu bardzo dba się o bezpieczeństwo. Co chwilę spotykamy stewardów, którzy albo sprawdzają, czy masz bilet, albo czy siedzisz na swoim miejscu. „Na schodach stać nie wolno” – zostałem poinstruowany już na samym początku.

Bramki w… pisuarach

Również baza treningowa Borussii robi wrażenie. Położona na obrzeżach miasta w dzielnicy Brackel składa się z dziewięciu pełnowymiarowych boisk treningowych. Cały teren jest ładnie zagospodarowany, a wszystko połączone gęstą siecią chodników, po których piłkarze często się przemieszczają… golfowymi meleksami. Na terenie bazy stoją też dwa budynki klubowe. Stylizowane na drewniane, oczywiście z żółtymi motywami, są szatnią, siłownią i centrum prasowym w jednym. Kilka metrów obok znajdują się miejsca parkingowe dla aut zawodników. Królują niemieckie marki – BMW, Mercedes, Porsche, Audi (tym ostatnim jeździ m.in. Robert Lewandowski).

W salce prasowej zawsze czeka kawa i herbata, kilka zimnych napojów gazowanych do wyboru. W toalecie znajdziemy natomiast pisuary, które w środku mają zielony plastik imitujący trawę i… bramkę! – Wszystko opiera się na wzajemnym szacunku. Dziennikarze potrzebują piłkarzy, a piłkarze dziennikarzy. Tak samo klub. Ze wszystkimi żyjemy w zgodzie, bo wiemy, że tak współpracuje się najłatwiej – wyjaśnia „Gazecie Polskiej Codziennie” menedżer Borussii Michael Zorc.

Kibice, którzy na treningi BVB przybywają naprawdę licznie (zdarzało się, że było ich kilka tysięcy), cierpliwie czekają przed bramką wjazdową, aż wszystkie gwiazdy wjadą na klubowy parking. Dopiero przed rozpoczęciem zajęć fani mogą wejść na teren centrum. Stoją przy niskich barierkach, a dwa metry od nich ćwiczą zawodnicy. Zawsze po treningu podchodzą do kibiców i rozdają autografy. Od kilku miesięcy piłkarze, wyjeżdżając z bazy, nie składają podpisów. – Zdarzało się już, że jakieś dziecko maznęło markerem karoserię albo porysowało samochód rowerem – wyjaśnia jeden z reprezentantów Polski.

Pracownicy klubu są bardzo pomocni. Co kilkanaście minut podpytują, czy aby na pewno czegoś nie potrzeba. Każdy z nich ma swoje zadanie i widać, że wszystko dzieje się bardzo sprawnie. Niemiecki sznyt: ktoś kosi trawę, ktoś inny już czeka z widłami, aby poprawić murawę, trzecia osoba zaczyna podlewać gotową nawierzchnię. Kochają to, co robią, bo jak powtarzają: „Borussia to więcej niż klub. Tak jak Barcelona”.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport