Czym był dla Pani start w Memoriale Kamili Skolimowskiej?
Cieszę się, że po raz trzeci sportowcy mogli uczcić pamięć Kamili. Ten konkurs był dla mnie bardzo ważny. Wiadomo, że Kamila była moją przyjaciółką. Udało mi się zwyciężyć ze znakomitym, jak na trudne, upalne warunki, wynikiem. Jestem bardzo zadowolona.
Jakie ma dla Pani znaczenie memoriałowe zwycięstwo nad mistrzynią olimpijską, Rosjanką Tatianą Łysenko?
Wiadomo, że to igrzyska były najważniejszą imprezą i wolałabym tam wygrać. Mówiłam, że w Polsce dojdzie do rewanżu. Tym razem przerzuciłam Tatianę o kilka metrów. Ale nie mam z tego powodu dużej satysfakcji. Przede wszystkim chodziło o to, by wspólnie uczcić pamięć Kamili. Tym bardziej że wśród młociarzy panuje rodzinna atmosfera. Kibicowaliśmy sobie nawzajem. A z Tatianą jesteśmy normalnymi dziewczynami, lubimy razem spędzać czas. Poza zawodami jesteśmy koleżankami.
Biorąc pod uwagę, że po igrzyskach nie była Pani w normalnym treningu, uzyskany na stadionie Orła wynik 76,60 cm jest bardzo dobry. Czy może Pani w tym sezonie jeszcze pobić rekord świata?
W Polsce pogoda mnie wymęczyła. Było zdecydowanie za gorąco. Na tym słońcu od rana udzielałam wywiadów dla mediów, spotykałam się z ludźmi. Chciałam jak najbardziej rozreklamować memoriał i poświęciłam się temu. Wynik jak na te warunki był bardzo dobry. Ale rekord świata na stadionie Orła? Dobrze, że jest rekord mityngu i to wystarczy.
W Londynie Niemka Betty Heidler oddała medalowy rzut na odległość 77,12, ale… zmierzono go dopiero po konkursie. Dzięki temu „zabrała” brąz Chince Wenxiu Zhang. Gdyby Pani nie poprawiła się w ostatniej próbie, sędziowie odebraliby Pani także srebro… Jak ocenia Pani tę całą kuriozalną sytuację?
Na pewno wtedy skończyłoby się na naszym proteście. Moim zdaniem Heidler niesłusznie zdobyła brązowy medal. Dostała wcześniej szansę, by rzucić po tej niezmierzonej próbie. Jeżeli przystała na warunki sędziów, to powinno się na tym zakończyć sprawę. Gdyby się poprawiła, dla niej byłoby wszystko OK. Natomiast spaliła rzut, a po zakończeniu konkursu poprosiła o zmierzenie tej starszej próby. W sumie więc dostała dwie szanse od sędziów. W tej sytuacji wszystkie zawodniczki powinny otrzymać jeszcze po jednym rzucie. To było niesprawiedliwe.
Po konkursie było widać ulgę na Pani twarzy, że udało się zdobyć srebrny medal. Czy nie było Pani jednak trochę żal złota?
Cieszyłam się, że wrócę z igrzysk ze srebrem. To było moim marzeniem, nie zastanawiałam się jakiego koloru krążek mogę zdobyć. Złoto było blisko. Lekki niedosyt pozostał. Ale dzięki temu mam cel i motywację do trenowania przed igrzyskami w Rio.
Całość wywiadu z Anitą Włodarczyk w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
