Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Bolt – żywa legenda

Niełatwo znaleźć słowo, które najtrafniej określi Usaina Bolta – pięciokrotnego złotego medalistę igrzysk olimpijskich, rekordzistę i mistrza świata, wielkiego showmana, milionera.

Autor:

Niełatwo znaleźć słowo, które najtrafniej określi Usaina Bolta – pięciokrotnego złotego medalistę igrzysk olimpijskich, rekordzistę i mistrza świata, wielkiego showmana, milionera. Jest po prostu „wyjątkowy”. Dziś ma uzyskać status najlepszego lekkoatlety wszech czasów.

Londyński plan Bolta był dziecinnie prosty – obronić złoty medal z Pekinu na 100 m, to samo zrobić w wyścigu na 200 m i w sztafecie 4 x 100 m. Następnie pobawić się chwilę z dziennikarzami, dać im kilka tematów na cały rok, zarobić kilka milionów dolarów i w glorii wrócić na rodzinną Jamajkę. Dla Bolta, najwybitniejszego sprintera, ale i lekkoatlety w ogóle, to nic prostszego.

Tak zostałem legendą

Jak zaplanował, tak uczynił. Najpierw wygrał „setkę”, ustanawiając przy okazji rekord olimpijski 9,63 sek., który jest jednocześnie drugim wynikiem w historii startów na 100 m (rekord świata zresztą także należy do Bolta), a następnie dorzucił złoto za start na 200 m.

– Teraz jestem legendą, największym żyjącym lekkoatletą. Nie mam już nic więcej do udowodnienia. Byłem pewny swoich możliwości. Wiedziałem, że zwycięstwo nie będzie dla mnie problemem – rozbrajająco szczerze wyznał po swoim piątym w życiu złotym medalu igrzysk olimpijskich i choć w tej wypowiedzi z pewnością brakowało skromności, to nie było w niej krzty przesady. Jeżeli piłka nożna ma swojego Diega Maradonę, koszykówka Michaela Jordana, a pływanie Michaela Phelpsa, to lekka atletyka nie mogła pozostać w tyle – ma swojego niepowtarzalnego Usaina Bolta.

Przed nim już tylko jedno wyzwanie. Dziś pobiegnie w sztafecie 4 x 100 m. Cały problem, albo jego brak, polega na tym, że od lat nie widać żadnych zawodników mogących stanowić konkurencję dla Jamajczyków – mistrzów olimpijskich z Pekinu oraz mistrzów świata z Berlina 2009 r. i Degeu 2011 r. Niemal już dziś Bolt, po dwóch startach na IO, będzie miał komplet złotych medali – 6/6. Stuprocentowa skuteczność. To niewiarygodne!

Jest jak Bob Marley 

Ludzie go uwielbiają. Jego tańce zwycięstwa, strojenie śmiesznych min i znana na całym świecie poza zwycięstwa, kiedy na lekko ugiętych nogach, z wyciągniętą przed siebie ręką, pozuje na łucznika, przysparzają mu miliony fanów od Madrytu po Władywostok. Jest medialnym zwierzęciem, które kocha blask fleszy. Dla fotoreporterów – wymarzonym obiektem. Zawsze uśmiechnięty, zawsze znajduje czas na zdjęcie, często się wygłupia. Tak jak przed kilkoma dniami w Londynie, kiedy po kolejnym zwycięstwie zaczął robić… pompki.

Znają go także inne gwiazdy sportu. Bolt nie kryje np. swojej miłości do futbolu. Kibicuje angielskiemu Manchesterowi United i hiszpańskiemu Realowi Madryt, podkreślając dodatkowo wielką sympatię m.in. do Ruuda van Nistelrooya i Cristiano Ronaldo, któremu w 2009 r. udzielił nawet kilku porad. – Wytłumaczyłem mu kilka rzeczy o jego bieganiu i osiąganiu maksymalnej prędkości. Jeżeli odpowiednio przeniesie środek ciężkości przed siebie, będzie mu łatwiej. Pobiegnie szybciej i dłużej – z profesorską miną wyjaśniał Jamajczyk. W zamian Manchester United zaprosił go na finał Ligi Mistrzów w 2011 r.

Jego sława, co oczywiste, jest największa na Jamajce. Choć za rywali o sprinterskie miejsce numer jeden ma rewelacyjnych Asafę Powella i Yohana Blake’a, to mir, który otacza Bolta, można porównać tylko z kultem legendarnego muzyka Boba Marleya, który jest symbolem karaibskiej wyspy. Gdyby dziś Bolt wystartował w wyborach, bez problemu dostałby się do miejscowej Izby Reprezentantów i ze stołka premiera mógłby wygryźć obecnie urzędującą Portię Simpson-Miller.

Całość artykułu w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport